czwartek, 24 października 2013

Pochwała żywopłotu

      Jeśli ktoś oglądał filmiki, to wie, że mówiłam tam trochę o żywopłotach. Pozwólcie, że teraz rozwinę tę wypowiedź.
      Żywopłot jest jakby skórą ogrodu, oddziela i ochrania naszą własną przestrzeń, jednocześnie zaś łączy ją z otaczającym pejzażem. Zapewnia nam intymność, poczucie "bycia u siebie", pozwalając jednak zerknąć ciekawym okiem na zewnątrz.
      Chroni ogród przed porywistym wiatrem, przepuszczając leciutkie powiewy, które przynoszą nam powietrze oczyszczone i nasycone przyjemnymi zapachami. Nie tylko kwiaty pachną, wiele drzew i krzewów ma swoje delikatne, zielone zapachy. Wiatr nie jest zatrzymywany i unoszony w górę, żeby potem opaść z podwójną siłą, jak w przypadku murów, tylko delikatnie "czesany".
     W żywopłocie znajdują schronienie i pożywienie nasi mali pomocnicy - ptaki, jeże, jaszczurki, węże, masa owadów. W korzeniach żyją dobroczynne organizmy glebowe. Pod osłoną żywopłotu wyrastają różne zioła i często kwiaty (u nas - przylaszczki, zawilce i przebiśniegi).
     Drzewa i krzewy co roku produkują tony humusu, zwłaszcza te liściaste. Kiedyś jeden znajomy mieszczuch, który wybudował dom na wsi, zareagował oburzeniem, kiedy doradziłam mu żywopłot liściasty z niewielką domieszką iglaków - "Co ja będę miał za sprzątanie z taką masą liści!" Otóż my nigdy nie sprzątamy liści w żywopłocie, a wiosną następnego roku nie ma już po nich śladu. Można oczywiście zebrać liście, potrzebne nam do przykrycia grządek lub rabat kwiatowych, ale jeśli resztę zostawimy, to na pewno nie będą leżeć i "śmiecić", zostaną przerobione na wspaniałą, żyzną ziemię.
     Korzenie niektórych drzew i krzewów schodzą niewiarygodnie głęboko (dębu - do 150 metrów), mają tez niesłychaną powierzchnię absorbującą (krzew porzeczki - ok. 3 tysięcy KILOMETRÓW włośników). W czasie obfitych opadów odprowadzają wodę w głąb, sączy się ona po korzeniach kropelkami. W czasie suszy wydostają wodę z głębokich warstw ziemi i parując, oddają ją do atmosfery.  Wydobywają też z głębin ziemi sole mineralne i w postaci opadłych liści na nowo wprowadzają je do wierzchniej warstwy gleby, gdzie mogą być one wykorzystane przez drobniejsze rośliny.
     Inna korzyść z żywopłotów, to różne kwiaty i owoce, które możemy zbierać na nasze potrzeby. Pomyślcie - dzika róża, kalina, rokitnik, leszczyna,jarzębina, śliwa mirabelka, ałycza, brzoza (lecznicze liście i sok), czarny bez, berberys i wiele innych. A piękne bzy lilaki czy jaśminowce? A zwykła pęcherznica, która rośnie na każdej, nawet słabej glebie, ma odmiany o różnym kolorze liści, a piękna jest, kiedy kwitnie i kiedy ma nasiona, a na dodatek przywabia ptaki? A świdośliwa - też pięknie kwitnąca, dająca smaczne owoce i przebarwiająca się jesienią na płomieniste oranże? A wierzbowe bazie, pierwsze zwiastuny wiosny i źródło pyłku dla pszczół? Można by tak wymieniać i wymieniać bardzo długo, bo w zasadzie wszystkie drzewa i krzewy mają swoje zalety i swoje piękno.
      My zaczęliśmy urządzanie ogrodu właśnie od sadzenia żywopłotów i dziś mamy jeszcze jedną, całkiem wymierną korzyść - drewno opałowe z prowadzonej przecinki i czyszczenia. Zbiera się tego całkiem niemało, tym bardziej, że wzdłuż drogi prywatnej i w niektórych miejscach przy ogrodzeniu rosły już stare, nawet bardzo stare drzewa, które często zrzucają suche konary grubsze, niż moje ramię.
     Nie ma smutniejszego widoku, niż monokultura, dlatego żywopłoty też najlepsze są mieszane. Złota proporcja to 1 iglak na 3 liściaste. Poza tym można sadzić wszystko, biorąc jednak pod uwagę wielkość ogrodu i strony świata. Na pewno dobrze jest odgrodzić się wysokimi drzewami od zimnych, północnych i północno-zachodnich wiatrów, z innych stron żywopłot może być niższy, żeby nie zasłaniał słońca. Najładniej wygląda i najmniej pracy wymaga żywopłot swobodny. Moim zdaniem te przycinane regularnie i często niefachowo, są smutne i brzydkie. Mamy wprawdzie rząd tujek trochę przycinanych, ale wewnątrz ogrodu, gdzie komponują się w ogólnym założeniu i służą za tło dla rabat kwiatowych. A tak w ogóle to lubię tuje, ale swobodne, wymieszane z innymi  krzewami, lubię ich żywiczno-słodki zapach. Jednak smutne żywopłoty ze strzyżonych iglaków mają coś odpychającego.
      Mamy też okazję przywrócić w ten sposób naturze rośliny, które kiedyś naturalnie rosły na tych terenach. Czując się wielkimi panami ziemi, dominatorami, zmieniliśmy diametralnie nasze środowisko. A przecież tak naprawdę jesteśmy tylko współmieszkańcami tej planety. Teraz mamy niewielką możliwość naprawienia tego, dając przytulisko krzewom i drzewom dawniej powszechnym, a obecnie zupełnie wyrugowanym i pozbawianym prawa do istnienia polnym gruszom, cisom, jesionom, kalinom, wiązom i innym.
     Projektując nasze żywopłoty "wyżywałam się" też artystycznie, komponując różne kształty, wysokości, kolory liści. Obecnie mam co podziwiać o każdej porze roku, a w naszym ogrodzie gości coraz więcej gatunków ptaków - tu, gdzie wcześniej był pusty ugór, przedtem pola, a najdawniej - puszcza. Czasem wydaje mi się, że młode, ale już wysokie drzewa szumią: "Pamiętamy, pamiętamy..."

17 komentarzy:

  1. Ja jestem wielkim zwolennikiem żywopłotów! Chyba mnie tak w Anglii na nie wzięło, i po przeczytaniu kilku pozycji o permakulturze itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie zywoploty przy domostwach, jednak wiecej chyba jest zwolennikow murow obronnych...z betonu. Moj jeden jest z ligustra, pieknie wyglada jednak wymaga przycinania, co fachowa reka robi tata lesnik, drugi natomiast jest ze srebrnych swierkow. Tak jak mowisz Babulinko, do stworzenia zywoplotu mamy duza game roslin. Nastepny moj bedzie z rozy, wiosna kwiaty, jesienia owoce i przetwory z nich :) No i pszczolki beda szczesliwe :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że w naszej okolicy betonowe płoty jakoś nie istnieją. Teraz jest moda na takie z kutego żelaza, ale tylko od frontu, bo drogie hi hi hi. Jednak nawet takie betonowe szkaradzieństwo można wykorzystać, skoro już jest - np. można puścić po nim winorośl, jej takie warunki bardzo odpowiadają, bo beton nagrzewa się na słońcu, a nocą oddaje ciepło, poza tym do gleby przedostaje się sporo wapnia, a winogronka lubią to, oj lubią... A dół ubrać lawendą i tymiankiem - z tych samych powodów.
      Natomiast róża ma bardzo mało nektaru, jedynym pożytkiem dla pszczółek jest pyłek, dla nas natomiast owoce i suszone płatki kwiatów.

      Usuń
    2. U nas też beton idzie o pierwsze miejsce z kutym żeliwem - jedno paskudne, a drugie... eh... szkoda gadać;) U mnie chyba żywopłoty nie wyjdą, bo Kruczy patroluje wszystko wzdłuż płotów, więc raczej trzeba byłoby mu ogrodzić najpierw jego "rajkę" - póki co marzy mi się leszczyna;)

      Usuń
    3. Wiesz, jego ścieżkę można zostawić, a posadzić nieco dalej i odgrodzić choćby drutem (nasze psiska go szanują). A najładniejszy jest żywopłot mieszany, np. leszczyny + inne krzewy.

      Usuń
    4. Ale co do leszczyny da radę, bo ona raczej się rozrasta?

      Usuń
    5. To zależy, ile miejsca możesz przeznaczyć na ten żywopłot. Leszczynę można przycinać tzn. wycinać pędy, które rosną za szeroko, ale nie wiem, czy jest sens, to już sama musisz wiedzieć. Można trochę leszczyn tam, gdzie jest miejsce i jakieś inne krzewy. Są też różne odmiany leszczyny, może znajdziesz taką o słabym wzroście.

      Usuń
  3. Ja żywopłocę na potęgę od kilku lat. Co roku kawałek, a co krzok to inny. Robi się coraz zaciszniej i kolorowo, no i co za radość, jak się znajdzie pierwsze gniazdo ptasie na krzaczorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi :))) Agniecha, o to chodzi.... Ja dziś sama nie mogę uwierzyć, że te wielgachne, kilkunastometrowe drzewa sama przynosiłam po kilka w jednej reklamówce. a jak była frajda z wyszukiwaniem ich po rowach i wysypiskach i różnych przydróżkach, a nawet z hodowaniem z nasion!

      Usuń
    2. Wiesz, mnie tylko jedno trochę smuci, że nie dożyję tej chwili, kiedy "moje" krzaki i drzewa będą najpiękniejsze. Ale nic , kto inny będzie podziwiał, może nie wytnie....

      Usuń
    3. Wczoraj dosadziłam hortensję dębolistną oraz mahonię. Jako tło dla róż.

      Usuń
  4. Doczekasz spokojnie. One tak przez jakieś 2 lata moszczą sobie miejsce, a potem rosną jak szalone. Nie chce mi się wierzyć, że ogromne, ponad 20 metrowe świerki sadziłam jako niewielkie sadzonki. Busz u mnie coraz większy, niedługo wszystko będzie wyglądało jak jeden wielki las. U Ciebie też tak będzie i to szybciej, niż myślisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa pociechy. Babulinko, czy w tym sezonie mogę jeszcze posadzić świerki ( w donicach są )?

      Usuń
    2. Pewnie, że możesz. to nawet całkiem dobry moment jest na wszelkie sadzenie drzewek. Dla pewności po posadzeniu zrób im jakąś kołderkę na korzeniach, a najpierw dobrze podlej, żeby ziemia przylgnęła do korzeni.

      Usuń
    3. W poniedziałek czyli jutro!

      Usuń
  5. Ale na przesadzanie to już za późno? spóźniłam się - przesadzenia wymaga i borówka am. i pigwowiec i derenie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest za późno, tym bardziej, że pogoda nam jest łaskawa. Można przesadzać nawet w listopadzie. Trzeba tylko wykopać sadzonki z możliwie największą bryłą ziemi, posadzić ciut głębiej, niż rosły i porządnie podlać. Ludzie często podlewają za mało i dlatego sadzonki się nie przyjmują. Następnie można usypać kopczyk z ziemi, podesłać trochę ściółki i życzyć roślinkom wszystkiego najlepszego.

      Usuń