Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikoryza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikoryza. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

Tajemnicze światełko czyli mikoryza inaczej

     Wyobraźcie sobie, że w chwilę po zgaszeniu światła w ciemnych kącikach domu pojawiają się światełka, zjawiskowe jak zorza północna albo jak świetliki, które przycupnęły w szklanych bańkach. Kiedy to zobaczyłam, byłam zachwycona. Tak nierealne się wydaje i bajkowe.
     A to po prostu... grzyby świecące. Wystarczy w szklanym pojemniku dać trochę trocin z odpowiednich drzew, trochę patyków, można dodać mech czy inne kamyki do ozdoby i zaszczepić grzyby biolumiscencyjne. Można je obejrzeć tu: http://www.champignonluminescent.com/

    Prawda, że piękne? Wydaje się, że człowiek jest w jakiejś bajce. Światełko jest słabe, poczytać przy nim człowiek nie da rady, ale jaki nastrój! I to na lata. Wystarczy im trochę wody i trocin z pewnych drzew.

   Ciekawe rzeczy się dzieją obecnie w nauce. Coraz częściej wpadam na takie rzeczy, jak z bajki lub opowieści fantastycznych. Może jak tak dalej pójdzie, to będziemy oświetlać domy grzybami, bez elektrycznych kabli?

niedziela, 31 sierpnia 2014

Grzyby w domu

       Teraz coś dla tych, którzy nie mają drzew do zamikoryzowania, za to mają jakiś zaciszny kącik w budynku gospodarczym lub w piwnicy.
        Istnieją takie pakiety ze słomy, już przerośnięte grzybnią. Taki gotowy kit do hodowli np. boczniaka. Kupujemy taki pakiet i przynosimy go do domu. Uważajmy tylko, żeby był zdrowy. Nie przesuszony i nie zgniły.
       Stawiamy go w onym zacisznym i zacienionym kąciku, ale nie na ziemi, tylko na kilku kostkach słomy lub wręcz na balocie (dla tych, którzy idą na całego).
       Po czym wszystko podlewamy regularnie, obficie, tak, aby ten "podnóżek" też był wilgotny.

       Kiedy wyrosną nam ulubione grzybowe kapelusze, zbieramy je z wyjątkiem 3-4, które zostawiamy na rozmnożenie. One rozsieją zarodniki, które skolonizują słomianą podstawę. Może też być tak, że grzybnia z pakietu w nią przerośnie, trzeba tylko zrobić otwory na miejscach styku (zwykle te pakiety zawinięte są w folię z otworami).

       Po czym czekamy cierpliwie, pamiętając o utrzymywaniu słomy w stanie wilgotnym. Na zimę możemy ją przykryć czymś przewiewnym np. agrowłókniną, workami, starym dywanem....

       Możemy się tak doczekać drugiego pokolenia grzybów, a może i następnych.

Smacznego!
      

piątek, 29 sierpnia 2014

Jak zrobić mikoryzę?

     Zebrałam piękne maślaczki pod sosnami i modrzewiami, włożyłam w słoiki. To już któryś rok z kolei, kiedy zbieram grzyby wprost za progiem.
     Niektórzy mają je w sposób naturalny, inni mogą sami zamikoryzować drzewa. Ja mikoryzowałam na dwa sposoby: najpierw kupnym żelem, potem zrobionym własnoręcznie.

      Najpierw popatrzmy, jak rozmnażają się grzyby.
  
       Stare grzyby "pylą" spod kapelusza. Są to maleńkie zarodniki, podobne do drobnego pyłku. Jednak z takiego zarodnika grzyb nam nie wyrośnie, a to dlatego, że ma on tylko połowę potrzebnych chromosomów. Coś, jak komórka rozrodcza.
       W wilgotnym środowisku taki zarodnik zaczyna się rozwijać, wytwarza mały splątek. Ten splątek intensywnie szuka sobie partnera tego samego gatunku, a kiedy już się spotkają, zlewają się ze sobą i mamy zarodek z pełnym garniturem chromosomów.
       Taka młodziutka grzybnia szuka intensywnie przyjaznego drzewa, które jest jej niezbędne, bo sama nie wytwarza złożonych cukrów i innych związków organicznych, nie mając chlorofilu.
       Kiedy znajdzie takie drzewo, oplatuje jego cienkie korzonki i wrasta w nie. Pomaga drzewu czerpać sole mineralne i wodę z podłoża oraz chroni je przed chorobotwórczymi grzybami, drzewo w zamian dzieli się z nią słodkim soczkiem wytworzonym w liściach.
       Po pewnym czasie (od roku do kilku lat) grzybnia jest już dojrzała i wytwarza wyrastające nad ziemię owocniki. Czyli to, co my nazywamy grzybami.
      Każdy rodzaj grzybów ma swoje ulubione gatunki drzew.

      Wiedząc to wszystko, możemy sporządzić własną szczepionkę mikoryzową. Wystarczy przynieść z lasu trochę starych, "pylących" grzybów (mogą być nawet robaczywe, byle miały sprawne blaszki lub rurki zarodnikowe). Takie grzyby rozdrabniamy i wrzucamy do wody, w której zostawiamy je na kilka godzin, np. na noc. Nie za długo, żeby nie zaczęły gnić.
  
     Następnie idziemy do ogrodu, wyszukujemy drzewa, pod którymi chętnie rosną takie grzyby, jakie zebraliśmy (informacje można znaleźć na forach grzybiarskich lub z własnej obserwacji). Robimy dołki w obrębie brzegów korony, tam, gdzie drzewo ma strefę korzeni włośnikowych i w każdy z nich wlewamy trochę tego roztworu. Pod jednym drzewem dobrze jest zrobić kilka dołków, w zależności od jego wielkości. Pamiętajcie: nie przy pniu, tylko w takiej odległości, na jaką mniej więcej sięga korona, a nawet trochę dalej.
     Zasypujemy dołki z najlepszymi życzeniami i pozostaje tylko czekać....

     Na ogół się udaje i często już za rok można mieć kilka pierwszych grzybków. A potem jest już tylko lepiej!