Czosnek i cebula w tym roku obrodziły całkiem przyzwoicie. Liście już wyschły, czas by było zbierać.
Tymczasem w filmiku, który wcześniej zapodałam, Philip mówi, żeby cebulę zostawić w gruncie jeszcze długo po zaschnięciu szczypioru, bo może nawet podwoić swoją wagę. A u nas mówią wręcz odwrotnie - żeby koniecznie zebrać przed 15 sierpnia, bo potem korzenie zaczynają na nowo rosnąć i cebula nimi wciąga się w głąb ziemi, żeby przetrwać zimę. Coś w tym jest, sama widziałam, jak cebule, które praktycznie były na powierzchni, znikały gdzieś nagle po sierpniowych deszczach, żeby wyrosnąć szczypiorem w następnym roku.
Myślę, że ta różnica spowodowana jest klimatem. Tam, na południu Francji, nawet w górach, upalne lato trwa do października. U nas, w połowie sierpnia, daje się zauważyć nagły zwrot w pogodzie. Ja to nazywam od dawna "drugą wiosną" - lekki chłodek w nocy, sporo opadów, mniej upalne dni. Wszystko to sprzyja podjęciu na nowo wegetacji. Wiele bylin kwitnie po raz drugi.
Pędzę-lecę więc zbierać cebulę, zanim mi ucieknie.
Ponad dwadzieścia lat temu osiedliśmy w prawie 100 letnim domu otoczonym ugorem i kawałkiem starego sadu i postanowiliśmy stworzyć tu własny kawałek raju. Ogród jak najbliższy naturze, który zarazem nas cieszy i żywi. O tym ogrodzie i o tym, czego się nauczyliśmy tworząc go i pielęgnując jest ten blog.
Etykiety
borówka amerykańska
budki lęgowe
burak liściowy
cebula
chwasty
cieplarnie
ciepła grządka
cykoria sałatowa
czosnek
drób
drzewa
drzewa i krzewy owocowe
drzewa owocowe
dynie
dżdżownice
F1
fasola
filmy
funkcjonowanie roślin
gleba
GMO
gnojówki
gnój
grządki
grządki permakulturowe
grzyby
historia
humus
inicjatywy
inspekty
jabłonie
jagody goji
jarzebinogrusza
jesień
jesion
kalendarz biodynamiczny
kompost
konstrukcje
korzenie
kret
króliki
kuchnia
kury
las
leki
marchewka
mikoryza
mydlnica
narzędzia
nasiona
nasiona ekologiczne
naturalne środki myjące
nawożenie
ochrona naturalna
oczko wodne
odczyn gleby
ogród na stoku
orzechy piorące
owady pożyteczne
owce
pasternak
permakultura
pietruszka
pigwa
pismo Słowian
płoty
podlewanie
podlewanie butelkowe
podniesione grządki
pomidory
próchnica
przechowywanie
przycinanie drzew
ptaki
rabaty ozdobne.
ręczniki obrzędowe
sad
sadzenie
sadzenie drzew
samosiejki
sąsiedztwo roślin
seler
siew
słoma
słomiane grządki
Słowianie
sole mineralne
staw
staże
szkodniki
szparagi
szpinak
szpinak. grządki
ściółka
ściółkowanie
świdośliwa
trawnik
tworzenie
tyczki
uprawa
wały permakulturowe
warsztaty
warzywa
wegetarianizm
wiedza
wieża ziemniaczana
wiśnia syberyjska
woda
wzniesione grządki
zakładanie ogrodu
zasilanie
zbiory
zdrowa żywność
zdrowie
zielony nawóz
ziemniaki
ziemniaki w słomie
zima
zioła
zrębki
zwierzęta
żywopłot
żyzność
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbiory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbiory. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
wtorek, 19 listopada 2013
Zapasy
Prawie wszystkie warzywa już zebrane, została jeszcze brukselka, której przymrozki niestraszne i kilka marchewek specjalnie zostawionych na nasiona. Reszta posegregowana i złożona: owoce (w tym dynie i jabłka) na strychu, gdzie znalazła się też cebula i szalotka, korzeniowe częściowo w piwnicy, częściowo w sieni i zimnej spiżarni.
Warzywa korzeniowe zawsze sortujemy na dwa albo trzy rodzaje, poczynając od najmniejszych i uszkodzonych, a kończąc na najbardziej dorodnych. Te małe i pokaleczone idą na pierwszy ogień, bo szybko wysychają albo się psują. Tak więc obieram teraz ziemniaczki niewiele większe od orzechów włoskich, za to potem będą wielkości jabłek, a później pięści.
Zrobiłam około 300 słoików rozmaitych, na słodko i na słono, konfitury, soki, grzyby, buraczki itp. Także dwa garnki 10 litrowe pełne kapusty stoją w spiżarce. Już ją jedliśmy w surówce, pyszna jest. Oderwać się od niej nie mogłam.
Sporo mrożonek też zrobiłam w tym roku - miękkie owoce, fasolka, groszek, mieszanka warzyw na zupę, też trochę grzybów.
Niemało tego wszystkiego, ale za mało, żeby przetrwać całą zimę, dlatego przenosimy maliny z warzywnika do lasku, żeby w następnych latach mieć więcej. Będzie więcej miejsca na zagony, poza tym krzaki już stare i przerośnięte perzem, przyda się je odmłodzić. Mąż cieszy się, że ma zajęcie, bo on nie cierpi bezrobocia, marudzi wtedy, że nie zasłużył sobie na jedzenie i spanie, nudzi się i ma jakieś dolegliwości. To w ogóle ciekawa sprawa: kiedy pracuje, jest w pełnej formie i biega jak młodzik, a kiedy tylko ma wymuszony odpoczynek zimą, to zaraz zaczyna mu coś dolegać. Pewnie dlatego zaproponował sąsiadowi, że przytnie mu jabłonie. Sąsiadów mamy bardzo miłych i dobrych, dużo nam pomagają, przyjemnie jest z nimi porozmawiać.
W zasadzie nawet lubię listopad, bo spiżarnia pełna i zadowolenie z dobrze wykonanej pracy jest. Dni krótkie, melancholijne, ale jak przyjemnie o zmierzchu siedzieć w domu przy gadającym ogniu, ze szklanką naparu jakiegoś. Świeczka woskowa pachnie, my gwarzymy spokojnie, w tle dobra muzyczka (mamy teraz fazę na Mozarta, wcześniej był Czajkowski). A mnie przyciągają już kolorowe nitki w pudełkach, ciągnie do komputera i do ciekawej książki. Psy chrapią na podłodze a koty w skrzyni z papierami na rozpałkę... I żeby kicz był całkowity - nad zębatą liną lasu prześwieca przez nagie gałęzie jesionu księżyc w pełni.
W sumie to ja nawet lubię ten melancholijny, zadumany świat jesieni. Syty i senny jak kot, pachnący dymem drzewnym i jabłkami. I herbatką z cynamonem....
Warzywa korzeniowe zawsze sortujemy na dwa albo trzy rodzaje, poczynając od najmniejszych i uszkodzonych, a kończąc na najbardziej dorodnych. Te małe i pokaleczone idą na pierwszy ogień, bo szybko wysychają albo się psują. Tak więc obieram teraz ziemniaczki niewiele większe od orzechów włoskich, za to potem będą wielkości jabłek, a później pięści.
Zrobiłam około 300 słoików rozmaitych, na słodko i na słono, konfitury, soki, grzyby, buraczki itp. Także dwa garnki 10 litrowe pełne kapusty stoją w spiżarce. Już ją jedliśmy w surówce, pyszna jest. Oderwać się od niej nie mogłam.
Sporo mrożonek też zrobiłam w tym roku - miękkie owoce, fasolka, groszek, mieszanka warzyw na zupę, też trochę grzybów.
Niemało tego wszystkiego, ale za mało, żeby przetrwać całą zimę, dlatego przenosimy maliny z warzywnika do lasku, żeby w następnych latach mieć więcej. Będzie więcej miejsca na zagony, poza tym krzaki już stare i przerośnięte perzem, przyda się je odmłodzić. Mąż cieszy się, że ma zajęcie, bo on nie cierpi bezrobocia, marudzi wtedy, że nie zasłużył sobie na jedzenie i spanie, nudzi się i ma jakieś dolegliwości. To w ogóle ciekawa sprawa: kiedy pracuje, jest w pełnej formie i biega jak młodzik, a kiedy tylko ma wymuszony odpoczynek zimą, to zaraz zaczyna mu coś dolegać. Pewnie dlatego zaproponował sąsiadowi, że przytnie mu jabłonie. Sąsiadów mamy bardzo miłych i dobrych, dużo nam pomagają, przyjemnie jest z nimi porozmawiać.
W zasadzie nawet lubię listopad, bo spiżarnia pełna i zadowolenie z dobrze wykonanej pracy jest. Dni krótkie, melancholijne, ale jak przyjemnie o zmierzchu siedzieć w domu przy gadającym ogniu, ze szklanką naparu jakiegoś. Świeczka woskowa pachnie, my gwarzymy spokojnie, w tle dobra muzyczka (mamy teraz fazę na Mozarta, wcześniej był Czajkowski). A mnie przyciągają już kolorowe nitki w pudełkach, ciągnie do komputera i do ciekawej książki. Psy chrapią na podłodze a koty w skrzyni z papierami na rozpałkę... I żeby kicz był całkowity - nad zębatą liną lasu prześwieca przez nagie gałęzie jesionu księżyc w pełni.
W sumie to ja nawet lubię ten melancholijny, zadumany świat jesieni. Syty i senny jak kot, pachnący dymem drzewnym i jabłkami. I herbatką z cynamonem....
Subskrybuj:
Posty (Atom)