piątek, 29 sierpnia 2014

Jak zrobić mikoryzę?

     Zebrałam piękne maślaczki pod sosnami i modrzewiami, włożyłam w słoiki. To już któryś rok z kolei, kiedy zbieram grzyby wprost za progiem.
     Niektórzy mają je w sposób naturalny, inni mogą sami zamikoryzować drzewa. Ja mikoryzowałam na dwa sposoby: najpierw kupnym żelem, potem zrobionym własnoręcznie.

      Najpierw popatrzmy, jak rozmnażają się grzyby.
  
       Stare grzyby "pylą" spod kapelusza. Są to maleńkie zarodniki, podobne do drobnego pyłku. Jednak z takiego zarodnika grzyb nam nie wyrośnie, a to dlatego, że ma on tylko połowę potrzebnych chromosomów. Coś, jak komórka rozrodcza.
       W wilgotnym środowisku taki zarodnik zaczyna się rozwijać, wytwarza mały splątek. Ten splątek intensywnie szuka sobie partnera tego samego gatunku, a kiedy już się spotkają, zlewają się ze sobą i mamy zarodek z pełnym garniturem chromosomów.
       Taka młodziutka grzybnia szuka intensywnie przyjaznego drzewa, które jest jej niezbędne, bo sama nie wytwarza złożonych cukrów i innych związków organicznych, nie mając chlorofilu.
       Kiedy znajdzie takie drzewo, oplatuje jego cienkie korzonki i wrasta w nie. Pomaga drzewu czerpać sole mineralne i wodę z podłoża oraz chroni je przed chorobotwórczymi grzybami, drzewo w zamian dzieli się z nią słodkim soczkiem wytworzonym w liściach.
       Po pewnym czasie (od roku do kilku lat) grzybnia jest już dojrzała i wytwarza wyrastające nad ziemię owocniki. Czyli to, co my nazywamy grzybami.
      Każdy rodzaj grzybów ma swoje ulubione gatunki drzew.

      Wiedząc to wszystko, możemy sporządzić własną szczepionkę mikoryzową. Wystarczy przynieść z lasu trochę starych, "pylących" grzybów (mogą być nawet robaczywe, byle miały sprawne blaszki lub rurki zarodnikowe). Takie grzyby rozdrabniamy i wrzucamy do wody, w której zostawiamy je na kilka godzin, np. na noc. Nie za długo, żeby nie zaczęły gnić.
  
     Następnie idziemy do ogrodu, wyszukujemy drzewa, pod którymi chętnie rosną takie grzyby, jakie zebraliśmy (informacje można znaleźć na forach grzybiarskich lub z własnej obserwacji). Robimy dołki w obrębie brzegów korony, tam, gdzie drzewo ma strefę korzeni włośnikowych i w każdy z nich wlewamy trochę tego roztworu. Pod jednym drzewem dobrze jest zrobić kilka dołków, w zależności od jego wielkości. Pamiętajcie: nie przy pniu, tylko w takiej odległości, na jaką mniej więcej sięga korona, a nawet trochę dalej.
     Zasypujemy dołki z najlepszymi życzeniami i pozostaje tylko czekać....

     Na ogół się udaje i często już za rok można mieć kilka pierwszych grzybków. A potem jest już tylko lepiej!

19 komentarzy:

  1. Super sprawa! Będę mieć własne czerwone kozaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla pewności zrób to kilka razy, za pierwszym może się nie udać.

      Usuń
  2. Tak zaszczepiły mi się w ogrodzie kozaki, rydze i maślaki; jakoś specjalnie nie myślałam o tym, po prostu wysypywałam obierki grzybowe, robaczywki właśnie pod drzewami na końcu ogrodu, a że tam rosną brzozy, graby, buki i sosny, to grzyby znalazły przyjazne środowisko; jeszcze nie zauważylam wysypu grzybów, bo gleba u nas trochę ciężkawa, może na piaskach im lepiej; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie masz... Można i tak zaprowadzić grzybki do ogródka, zwłaszcza jeśli pada zaraz po wysypaniu.

      Usuń
  3. Grzyby i las... od samego czytania ciepło mi się zrobiło, bo jedno i drugie kocham ogromnie. Mamy ten kawałek lsu za domem i wiesz, maślaki jakoś same tam rosną, ale borowików nie ma. Żeby je tak przenieśc i przemikoryzowac... i rydze. Co bym dała za rydze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, z czym mikoryzują rydze. Coś mi się kojarzy, że chętnie rosną w trawie. A ja się cieszę z Twoich relacji z bajkowej Ameryki, ale jeszcze bardziej z tego, że już znowu jesteś niedaleko.

      Usuń
  4. U mnie rosną już kozaki i maślaki w ogrodzie, a dzisiaj córcia wysypała obierki po czyszczeniu grzybów pod świerkami i liczy na pokaźne zbiory za tydzień hihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia! Nawet jeśli poczekać trzeba więcej, niż tydzień.

      Usuń
  5. Genialnie prosty sposób! Dzięki za info, niezwłocznie zabieramy się za mikoryzowanie naszych brzóz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest proste, co związane z naturą :)

      Usuń
  6. Tez spróbujemy. Dziękuję za podpowiedź, bo przymierzaliśmy się do zakupu z aleggro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raz kupiłam i jestem dość zadowolona, bo się udało. Ale te moje własne mikoryzy też się udały, więc po co płacić?

      Usuń
    2. Spróbowaliśmy, tak na poważnie. Ale zabawa też była, i dziś po tygodniu już wspominaliśmy jak było. Myślę, ze te opowieści mikoryzowe umilą nam i sąsiadom i gościom nie jeden zimowy wieczór. Tak, że pożyteczne działanie Twojego postu już jest widoczne, A jeśli za rok wyrosną komuś grzyby, to dopiero oszalejemy z radości. Bardzo lubię do Was zaglądać. Pozdrawiam, A.

      Usuń
  7. Gorzka jagodo! jesteś kopalnią ciekawych informacji! Dziekuję Ci za nie z całego serca! rzadko sie u Ciebie odzywam, ale często czytam i staram się czerpać wiedzę, którą moge spozytkować u siebie. Powyższy Twój post o grzybach jest jednym z tych, które przeczytałam na głos męzowi, bo oboje chcielibysmy miec własne grzyby. Z okolicznymi grzybiarzami trudno nam konkurowac. Całymi tabunami chodza po lesie. Mają na to czas.A my patrzymy z zazdrością jak nam mijają z koszami pełnymi grzybów...
    Pozdrawiam Cię serdecznie!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, też rozpapuciałe, pylące grzyby trzeba będzie jednak znaleźć...

      Usuń
  8. Ja tak jak Olga często czytam Twój blog bo każdy post ma taki ładunek pożytecznych informacji, praktyki popartej wiedzą, łatwo i strawnie podanej. Dziękuję serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! A tak w ogóle, to może macie jakieś pytania czy sugestie? Jeśli coś wiem, to o tym napiszę.

      Usuń
  9. Widziałem taki filmik na rosyjskim internecie - nie do końca wiarygodny - ale można spróbowac.
    Wytworzenie grzybni czy zmuszenie zarodników do działania polegało tam na rozdrobnieniu kapeluszy prwadziwków (starych) mzszynką do mielenia, zalanie ich woda deszczową (dość dużo), dodaniu nieco cukru i kostki drożdzy (na 5 litrow) i na drugi dzień już pod drzewa i kwiatki w doniczkach. .... ha ha ... nie wiem czy coś wyrosło, bo filmik skonczył sie na podlewaniu....

    OdpowiedzUsuń
  10. uzupeniam ... w tym roku koło Wielkanocy znalazłem w ogrodzie (nie więcej niż 100 mkw) znalazłem SMARDZE - pewnie "zaszczepiły" sie zarodnikami przywiezionymi w torfie kupionym w Castoramie. Było ich ponad 40 sztuk (na wagę ponad kilogram). Kila zostawiłem na rozmnożenie i to mniie zainspirowało oszukowaniem jak mozna by "zasiać" prawdziwki w swoim ogrodzie...

    OdpowiedzUsuń