wtorek, 29 października 2013

Staw kąpielowy

      Jako typowe, astronomiczne Ryby (wszyscy troje) marzyliśmy o domu nad wodą. Najlepiej taką, że można się kąpać. No i mamy tę wodę, wielkie rozlewisko - na przedwiośniu, na łąkach zalewowych. Przez resztę czasu są dwie strugi, których prawie nie widać z zarośli. A że połowa naszego terenu to te łąki zalewowe, to zamarzył się nam staw. Szukałam, pytałam, aż znalazłam człowieka, który je kopał. Przyszedł, obejrzał, stwierdził, że ciężarówką tu nie wjedzie i on tego nie zrobi i poszedł.

     Kilka lat później patrzę i oczom nie wierzę - na łąkach trochę bliżej wsi ktoś kopie staw wielką koparą na gąsienicach. Zima była, bagna zmarznięte - najlepszy czas do kopania. Poszłam, pogadałam i było załatwione. Ciężarówek żadnych nie trzeba, z ziemi usypaliśmy wał oddzielający staw od rzeczki, a resztę wykorzystaliśmy do podniesienia poziomu okolicznej łąki. Bardzo miły pan przyjechał łąkami, po drodze oczyszczając stare lub kopiąc nowe stawy kilku sąsiadom. Bo najdroższy jest transport tej gigantycznej kopary na gąsienicach. Sama jechać nie może, bo by asfalt gąsienicami rozwaliła.

     Oznaczyliśmy patykami teren, który wydawał się nam ogromny, w kształcie litery L, gdzie zejście z piaszczystego wzgórka do stawu znajduje się na końcu małej poprzeczki, tyle że zwróconej w przeciwną stronę. Obecnie staw wydaje się nam za mały (ma jakieś 250-300 m.kw.) i żałujemy, że nie jest kilka razy większy. Głębokość  do 2 metrów. Też lepiej by było zrobić głębiej, bo strome na początku brzegi osuwają się i w rezultacie staw jest płytszy. Te 2 metry to minimum, jeśli chcemy, żeby staw był naturalny i żeby było w nim życie.

      Minęły już 3 lata, ale staw ciągle jest młody, przyroda na wałach i wokół dopiero się kształtuje. Zasadzone przez nas drzewka dopiero wyrastają. Na części łąk, przykrytych ziemią ze stawu, wyrosła samoczynnie plantacja wierzby energetycznej (oj ma ona energię, ma).





     Pałki wodne i trzciny posadziłam umyślnie, żeby  czyściły wodę. Oraz sporo innych roślin wodnych i bagiennych, których nie widać na tym zdjęciu, zrobionym w końcu pod koniec października. To tylko połowa stawu, ciągnie się on jeszcze w prawo. A po lewej stronie, między trzcinami jest piaszczyste zejście do wody. Mamy szczęście, że ta wydma (pewnie plaża zapomnianej prarzeki płynącej doliną) tam była, bo reszta stawu wykopana jest w torfowisku.
    wpuściliśmy do niego ryby, zadomowiły się, wyrosły bardzo i rozmnożyły. Jedną nawet zdążyliśmy zjeść. Jedną, bo zwiedziały się o nich takie to stworzonka:



I po rybach, tylko narybek został. Zdjęcie jest z netu, bo nasza nie daje się podejść, zostawia tylko puste muszle szczeżujek albo rybie kręgosłupy. Ludzie robią tu cuda niewidy, żeby je odstraszyć - ogrodzenia elektryczne, sieci wzdłuż brzegów, radio grające non stop. My nie mamy na to ani ochoty, ani możliwości. Pogodziliśmy się, trudno. Wydra tez musi żyć.
    Następny lokator, ktory urządził sobie siedlisko w wale i na przemian korzysta ze stawu i z rzeczki to on:




I robi nam to:
Mąż już poogradzał wszystkie drzewka siatką, bo nawet te, których nie jedzą, to też ścinają i topią. Poza tym czasem woda jest mocno zmącona - to też te dranie z wielkimi zębami! wykopują kłącza pałki wodnej i ucztują. Ale to akurat mi nie przeszkadza. W pobliskim sanatorium ludzie drogo płacą za kąpiele w borowinie, a ja mam za darmo.
      Pisałam już, że mamy małże, jak talerze? Oraz ważki w różnych kolorach? W sumie zamiast stawu hodowlanego, mamy dziki, autentyczny kawałek natury. I dobrze nam z tym.
      Naturalny staw oddycha - na wiosnę jest duży, wylewa, potem stopniowo się kurczy, a jesienią znowu bierze wdech.
       Przez pierwsze dwie zimy wierciliśmy otwory w lodzie dla ryb. W tym roku dałam się na spokój, bo nawet żaby się ze mnie wyśmiewały. I nic się nie stało, ba nawet pod skarpą odkryłam dziurę, którą zrobił mi któryś z tych włochatych lokatorów i skwapliwie utrzymywał przez całą zimę. Przynajmniej tyle z nich pożytku.
      Nad stawem jest inny świat, taki łąkowo-bagienny. Inne zapachy, inne dźwięki. dopiero w tym roku dowiedziałam się, że miarowe terkotanie w trzcinach to derkacz. Niby tylko te 200 metrów od domu, z jego ogrodowo-leśną atmosferą, a wydaje się, że wiele kilometrów... Lubimy tam być, kąpać się, odpoczywać, medytować. Staw sprowadza na naszą posiadłość kawałek zupełnie innego świata.


   

17 komentarzy:

  1. Cudnie! Ja spróbuję sobie zapuścić karpia i może cos jeszcze, zobaczymy co z tego wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liny dobre są...zwłaszcza w śmietanie...Ten nasz złapany, to był lin wagi 4 kg.

      Usuń
    2. Ładna sztuka! W śmietanie dobry pomysł, bo one lubią sobie trochę mułem zajechać ...;)

      Usuń
    3. Nasz nie jechał, pewnie dlatego, że śmierdzącego mułu nie ma, tylko torf.

      Usuń
    4. Ja nie mogę, zaraz mnie tu skręci z żądzy. Choćbym nie wiem, jaki staw miała, wyderki nie przyjdą. Za mały teren i warunki nie te. Wokół malowniczo, ale pola, zagajniczki, wyder to tu nie ma. Ani bobrów. Za to pełno ptaków małych, dużych, a żurawie latały wczoraj nad nami chyba setkami. Prawie za nogi mogłam złapać. Taka rekompensata za brak stawu.

      Usuń
    5. Hana, możesz się zdziwić. W zagajniczkach i na polach żyje sporo zwierząt, o których często nie mamy pojęcia. Jeśli są jakieś cieki wodne, trochę bagien, to bardzo możliwe, że wydry też się znajdą. Ale niełatwo je zobaczyć, są bardzo dyskretne.

      Usuń
    6. NO właśnie z tymi ciekami nie za bardzo. Jezior dużo wokół, ale nie w bezpośredniej odległości. Tam może i wydry bywają.

      Usuń
    7. Nie przejmuj się, wydry są raczej utrapieniem - żadnej ryby dochować się nie można. a i bez nich taki staw jest pełen życia, niezwykle interesujący. Nawet w maleńkich oczkach wodnych jest co podziwiać. Takie np. larwy ważek budują domki w kształcie rurek z tego, co im w łapki wpadnie, więc jeden francuski jubiler hodował je w akwarium, wrzucając tam kawałki złota i mikroskopijne drogie kamienie. Potem robił z tego naszyjniki i kolczyki super oryginalne, tylko wzmacniając je jakąś żywicą. Nie zabijał larw, bo one sukcesywnie opuszczają stare "domki" i budują nowe. A taki pająk topik, który pod wodą buduje dzwon wypełniony powietrzem? A cierniki, które budują gniazda jak ptaki? A ptaki własnie...Zawsze jest co podziwiać.

      Usuń
  2. Jeszcze jedna uwaga, o której zapomniałam: jeśli mamy ryby, to dobrze jest wpuścić do stawu przynajmniej 1 rybę drapieżną, żeby przetrzebiła nieco narybek. Inaczej będzie ich tak dużo, że mogą się podusić i zabraknie pożywienia, żeby mogły urosnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I żeby nie przeszkadzały w pływaniu.:-)))

      Usuń
    2. A wiesz, że potrafią nieźle łaskotać? Dość dziwne wrażenie.

      Usuń
  3. Taka ryba to i w głębinę może wciągnąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie, póki były, te wielkie ryby polowały na jaskółki, które pijąc w locie, muskają powierzchnię stawu.

      Usuń
  4. Rowniez zywokost oczyszcza wode.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie rośliny wodne, ale żywokost, mimo że lubi rosnąc w wilgotnej glebie, rośliną wodną nie jest. Może oczyszcza ziemię?

    OdpowiedzUsuń
  6. A uszczelniałaś jakoś dno tego stawu? I jaki poziom wody utrzymuje ci się w nim w przeciągu roku? Jak ci pisałam kiedyś - moja druga połówka wykopała niewielki staw łopatą, w założeniu ma być kąpielowy. O ile na wiosnę był pełny po brzegi (i poza nie) wody, to w sierpniu prawie całkiem wysechł i została teraz niewielka kałuża. Z jednej strony dobrze, bo się trochę go pogłębiło (tak jak napisałaś - brzegi osiadają i nam przez ten rok trochę osiadły), ale jak tak co roku będzie wysychać to niedobrze. Hehe, przynajmniej wodopój mają okoliczne zwierzęta, bo na dnie przy wodzie pełno śladów ich chodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten akurat staw nie potrzebuje żadnego uszczelnienia, bo jest wykopany na podmokłej łące i woda sama do niego napływa. Natomiast mały stawek musieliśmy wyłożyć folią. Można też wyłożyć gliną kiedy jest suchy. Albo kopać tak głęboko, żeby dostać się do źródeł wody. W jednym gospodarstwie widziałam dziwo - staw zawsze pełny po brzegi na terenie wzniesionym o kilka metrów w stosunku do okolicznych łąk. gospodarz tłumaczył, że jego ojciec dokopał się do "zdrojów" czyli źródeł za poradą różdżkarza. Mój staw naturalny nieco zmniejsza się w czasie suszy, ale nigdy nie wysycha. Z tym, że on jest na poziomie wody gruntowej, nisko.

    OdpowiedzUsuń