sobota, 18 stycznia 2014

Siła tworzenia i jasność myśli

        Wczorajszy post, z konieczności zbyt krótki, pozostawił pewien niedosyt i uczucie, że nie do końca powiedziałam, o co mi chodzi. I chyba słusznie, bo pojawiły się już w komentarzach zarzuty, że namawiam do marzenia i bujania w obłokach. Tymczasem chodziło mi o nasycenie nas samych i tego, co robimy, czystymi i pozytywnymi emocjami i uczuciami.
      Napisałam przecież, że nic się samo nie zrobi. Jest jednak różnica, kiedy np. przygotowujemy posiłek z miłością, wdzięcznością i zadowoleniem, albo tworzymy ogród z ciekawością, zachwytem i wdzięcznością, niż kiedy robimy to samo z wyrachowaniem, niechęcią czy poczuciem krzywdy. Różnica jest tak w nas, jak i w rezultacie naszych działań.
     Rudolf Steiner, twórca biodynamiki, zachęcał wszystkich do takiej porannej medytacji (wystarczy 10 minut): spróbujmy myśleć o czymś czy o kimś, kto jest godzien naszej czci, podziwu i zachwytu. Może to być Bóg lub anioł dla wierzących,bogini czy bożek dla pogan, uosobienie sił natury, może to być jakaś idea, jak "czysta miłość", "honor", "piękno", "prawda","oddanie", może to być osoba czy jeszcze coś innego. Ważne, aby wzbudzała w nas poczucie szacunku, czci i miłości.
     Ważne jest, aby wznieść się na inny poziom uczuć. Kiedy widzę, jak manipulowani jesteśmy w kierunku napełniania się złymi obrazami i uczuciami - wyrachowaniem, pychą, agresją, niechęcią, poczuciem krzywdy i zniechęcenia, katastrofami, krwią i przemocą, to wiem, że musi być coś na rzeczy. Także zatrute jedzenie i napoje, które wypalają nam mózgi, działają w tym kierunku. Później dziwimy się, jacy ci młodzi są bezduszni i agresywni. A oni po prostu inaczej nie mogą.
     Nie możemy zmienić innych, ale możemy zmienić siebie. Nawet jeśli pielęgnowanie takich uczuć, jak wdzięczność, miłość, radość, honor, poczucie godności jest na początku trudne, daje niesłychaną satysfakcję.
     Jesteśmy jak szklane naczynia, przez które prześwituje to, co jest w środku. Jeśli ktoś napełnia swoje wnętrze nieczystościami, katastrofami, lękiem, pogardą dla innych i tym podobnymi, to choćby polerował szkło po wierzchu i czuł się większy i lepszy od innych, to zawartość będzie widoczna. Jeśli ktoś napełni się światłem, to też to będzie to widać i czuć.
     Nie zawsze jest to łatwe, czasem wymaga wielkiej odwagi tak do przełamywania samego siebie, jak do znoszenia ataków. Jednak jest niesamowicie piękne.
     Jeśli namawiam do tworzenia w myślach pięknych obrazów, to nie dla bujania w obłokach, ale dla oczyszczenia siebie samych. A jeśli te obrazy powiązane są z tym, co zamierzamy zrobić lub już robimy, to stają się rzeczywistością. Negatywne obrazy tez mają swoją siłę, chociaż przegrywa ona z siłą Jasności. Może dlatego niektórzy tak bardzo starają się, żebyśmy nie napełniali się światłem i mocą, bo boją się tej siły. Podsuwają nam fałszywe rozwiązania, ale to łatwo przejrzeć, jeśli choć na chwilę uwolni się myśli z kołowrotu zdarzeń. A uwolnić myśli jest stosunkowo łatwo - wystarczy kilka minut wspomnianej medytacji, albo spojrzenie w niebo pełne gwiazd albo w obłoki, wsłuchanie się w wiatr czy szum liści.
       Wiele osób mówiło mi, że po spędzeniu odrobiny czasu w lesie albo choćby w naszym ogrodzie, czuły się jakby obmyte wewnętrznie, wyciszone, a zarazem pełne nadziei. Tak działa na otwarte dusze spotkanie z naturą, jej mocą i pięknem.
       Czasem, kiedy czuję się przytłoczona i zniechęcona, zastanawiam się, kiedy ostatnio robiłam kąpiel swojej duszy? Kiedy odczuwałam wdzięczność czy zachwyt? Robię więc to jak najszybciej i czuję, jak napełniam się mocą i radością.
      Nie neguję istnienia zła czy głupoty, ale po prostu zakazuję im wstępu do siebie. Nie jest to cukierkowe snucie fantazji, ale realna praca nad tym, w jakiej drużynie chcę grać. To biadolenie i załamywanie rąk jest poddaniem się, natomiast szukanie okruchów dobra, piękna i jasności wokół nas, mimo wszytko i przeciw wszystkiemu, jest realną pracą.
       Wolę zbierać chwile czystego piękna i zachowywać je jak klejnoty - czyjś uśmiech, pomocną rękę, kroplę rosy w promieniach słońca, płatek śniegu, dziecko tulące się do psa.... niż zbierać obrazy negatywne. wolno mi. Na dokładkę daje mi to zadowolenie i siłę. Też mi wolno. I nam wszystkim wolno tak robić, jeśli tylko zechcemy.


    

14 komentarzy:

  1. Wiele nieodpowiednich lektur zrobiło dużą krzywdę pojęciu "pozytywne myślenie". Dają ułudę i złudę ludziom, twierdząc, że wystarczy przysłowiowo pstryknąć palcami już. Świat jest lepszy, milszy, a my młodzi, piękni i bogaci. A tak nie jest, więc wielu sie rozczarowuje co do takiej postawy. Pod wszystkim, co napisałaś, Jagodo, mogę się podpisać. Ręce mi opadają, jak widzę, co ludzie jedzą i piją. Ale cóż poradzić, trzeba zacząć od siebie i tylko od siebie, czasem inni otwierają oczy na różne sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Krysiu, o zarzutach to o moim wpisie? Bo czytam komentarze do niego i widzę, że tylko mój mogłaś, o zgrozo dla mnie, tak odczytać. Nieporozumienie zatem spieszę wyjaśnić.
    W żadnym razie nic Ci nie zarzucałam ani nie zarzucam, tylko uściśliłam pojęcia, bo warto to sobie właściwie ustawić, a wielu ludzi wpada w pułapkę słowa "marzyć", a potem dziwią się, że nic im się w życiu nie udaje i żaden gołąbek nie chce sam wpaść do gąbki. A co jest sugerowane w wielu pozycjach o tzw. sile pozytywnego myślenia.
    Co do katastrofizmu, o którym wspominasz, to też cię chyba natchnęłam, z racji moich zainteresowań, ale ok, spróbuję wytłumaczyć. Nie jestem zwolenniczką zamykania oczu i uszu na zło i okropieństwo świata wymyślonego przez ludzkich technologów i strategów rozwoju. Także na wiedzę o tym, jak to się potoczy. A do tego także wielu "marzycieli" a także medytujących pozytywnie ma niestety tendencje, nie rozumiejąc, że odrywają się od gleby i dadzą kiedyś zaskoczyć niemile, albo po prostu odfruną spokojnie w obłoki. Mnie ta wiedza skłania do działania pozytywnego i świadomie robię wszystko, aby się nie bać przyszłości. Im więcej ludzi postawi zawczasu na właściwego konia i wykona swoją pracę, taką jak Ty, czy np. ja, czy wielu innych szukających nie tylko azylu ale sposobu na życie w wiejskich opłotkach w kontakcie z przyrodą, tym łagodniej przeminie zmiana, która nas wszystkich czeka.
    Krysiu, nie czepiam się, broń Panie Boże! niczego w Twoich wypowiedziach, nie polemizuję, ani nie zaprzeczam, zgadzam się ze wszystkim. Oprócz tego, dodaję swoim ścisłym, praktycznym ziemskim umysłem coś od siebie. Nie wszyscy są takimi mistykami, jak nie przymierzając ludzie spod znaków wodnych ;-). Choć z mojego punktu widzenia i doświadczenia, na którym zawsze staram się opierać, mistycyzm także ma wiele odcieni i przejawień, mój jest kapkę inny, mniej kontemplatywny. Inne nie znaczy gorsze, czy lepsze. Lubię różnorodność.
    Obie jesteśmy już w wieku, kiedy można pewne rzeczy związane z tzw. rozwojem duchowym, doświadczeniami praktycznymi życia na wsi, a także płynącymi z obserwacji innych ludzi i ich starań - sformułować i opisać, ku czyjeś korzyści oby, ale w końcu świat leci do przodu jak szalony, a pewna jego część wali wielką kupą prosto w przepaść. Taki jest fakt. I tak to widzę. Chyba nie uważasz, że widzenie tego wprost jest czymś zgoła pchającym świat do zguby, bo samo pomyślenie o katastrofie ją sprowadza! Zdrowe jest, kiedy człowiek nie lekceważy zagrożeń i robi wszystko, aby siebie i bliskich ochronić, a także dać przykład, bo działanie, zwłaszcza w grupie, pozytywne oczywiście zmniejsza lęk.
    Myślenie o katastrofie, tak samo jak marzenie, nie jest wydarzenio-twórcze. Wydarzenia są ściągane lękiem i nic nie robieniem w tym celu, widzeniem życia tylko pod kątem pecha i niemożliwości, albo zamykaniem oczu na niebezpieczeństwo, gdy ono przez to rośnie. Taki mam pogląd. Myślę, że nie jest sprzeczny z twoim, gdy się ustali co jest czym, nieprawdaż?
    Ech, dobrze by było pogadać bezpośrednio, bo czytanie tego co napisane na ekranie jest jak odbijanie własnych myśli od słów, którym można przypisywać nieprawdziwe w rzeczywistości intencje. Liczę na taką rozmowę i spotkanie, pamiętaj! ;-)
    Pozdrawiam serdecznie z zasypanej śniegiem zagrody
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reakcje na moje posty docierają do mnie w różny sposób, nie tylko za pośrednictwem oficjalnych komentarzy. Nigdzie nie powiedziałam, że chodzi o Ciebie, albo że chodzi o jedną osobę. Każdy ma prawo mieć swoje poglądy i o nich pisać, a ponieważ ten blog ja piszę, więc piszę o sobie, o doświadczeniach i o tym, co u mnie działa. Mam do tego prawo, tak jak Ty masz prawo widzieć świat inaczej.

      Usuń
    2. Acha, pisząc o katastrofach miałam na myśli epatowanie kraksami, wypadkami i różnymi innymi krwawymi wydarzeniami.

      Usuń
    3. Ok, widzisz, mam lęki... ;-) ES

      Usuń
  3. Pomyślałem przez chwilę, kto dla nie mógłby być czymś czy kimś, kto jest godzien naszej czci, podziwu i zachwytu i doszedłem do fajnych, dla mnie,wniosków. Dzięki za inspiracje :) Nie wiedziałem że R. Steiner był takim mistykiem, kojarzyłem go bardziej z typowo intelektualnym umysłem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz spojrzałem na allegro i jego książki - no to musiał być Mistyk przez duże M :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odrzucić wszystko co negatywne - jakie to proste i jednocześnie skompikowane, wiele osób nie potrafi tego zrobić. Myślą ściaga się wszystko, jak magnesem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne żeby próbować, kiedy tylko się o tym pomyśli. Nie zamykać oczu, ale widzieć i nie wpuszczać do siebie. Poza tym nie ma co się napinać, coś zawsze się zrobi, jak się chce. Nie ma co ważyć i mierzyć - ile, czy dość, czy za mało. Po prostu od czasu do czasu pamiętać, może to wystarczy.

      Usuń
  6. Cieszę się, że o tym wszystkim napisałaś w tym i poprzednim poście. Ja tak samo odczuwam i pracuję nad sobą w tym kierunku. Pod wszystkim co napisałaś podpisuję się rękami i nogami. Mam nadzieję, że Twoje posty skłonią ludzi do refleksji nad sobą i swoim postrzeganiem rzeczywistości. Rzeczywistość jest naszym zwierciadłem, choć nie każdy, a większość nie chce tego zrozumieć. Ostatnio przestałam czytać blogi, w których coraz częściej pojawiały się narzekania - jak to jest źle na świecie, jacy są ludzie, jak źle jedzą, jak źle traktują innych ludzi i zwierzęta itp. Nie chcę o tym myśleć, "nie karmię potwora", skupiam się na pozytywach, pozostaję w stanie równowagi, nie tworzę problemów, a spokój i wolność wyboru to dla mnie najświętsze wartości. Niedawno założyąłm sobie zeszyt, który nazwałam Dziennikiem cudów, w którym zapisuję sobie co dobrego przydarzyło się tego dnia, co otrzymałam od innych i czego się nauczyłam. Nagle okazało się, jak wiele dobrego dzieje się codziennie :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, trudno mi to ująć w słowa, bo nie chodzi tylko o pławienie się w błogości w oderwaniu od nieszczęść świata, ale o to, aby się nie nurzać w negatywizmie. Natomiast kiedy można coś zrobić - to robić to. Historia Saby jest takim przykładem. Zamiast pozwolić jej zdychać z głodu i opuszczenia, wystarczyło dać trochę żarcia i zamieścić kilka bezpłatnych ogłoszeń, a znalazło się wielu chętnych ją przygarnąć. Czasem wystarczy kimś i czymś się zainteresować, zdobyć się na minimalny wysiłek i już świat jest odrobinę bardziej uporządkowany. Kiedyś umierała kobieta, potrącona przez pociąg. Ludzie tłoczyli się wkoło jak zwierzęta żądne sensacji i krwi. Odważyłam się podejść i wziąć jej głowę na kolana, zaczęłam do niej mówić, a potem modlić się półgłosem. Z tłumu wyszedł jakiś młody chłopak i podtrzymał ją za rękę. I nagle wszystko się zmieniło - ludzie modlili się lub milczeli, ale to było milczenie pełne współczucia. Mam wiele takich zdarzeń, drobnych, ale znaczących dla mnie.

      Usuń
  7. Jesteśmy za mali, żeby w pojedynkę, lub nawet grupą zmienić świat. Ale jak zauważyła Jagoda, możemy zmienić siebie i okaże się wtedy, ze zaczynamy przyciągać całkiem innych ludzi i inne zdarzenia, świat wokół nas zaczyna się wtedy zmieniać.
    Im więcej osób zacznie znajdować w swoim wnętrzu tą melodię, uczucie, tym szybciej świat się zmieni.
    Powiada się, że jesteś tym co jesz, ja dodała bym, że jesteśmy tym, czym karmimy swoje umysły i serca.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jagódko - marzenia są potrzebne - odstresowuja nas, podnoszą na duchu, odrywają myśli od problemów zwłaszcza przed snem.
    a jeśli zdołamy siła woli i uporem przekształcić marzenia w rzeczywistość to jest cudownie !!!!!
    rok temu nie miałam swojej kochanej zwierzyny, miałam marzenia i plany - spełniam je powoli ale uparcie - czego życzę wszystkim MARZYCIELOM :)))
    buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  9. hehe... jak to kazdy ma swoje indywidualne odczucia po tej lekturze.
    Mnie np. brakuje działania Przeciwko złu. Bo myśląc sobie pozytywnie i wznosząc sie na poziomy może obronimy swą duszę ale nie swoje otoczenie, za ktore jesteśmy odpowiedzialni. Wtedy niestety trzeba tasak wziac do reki i dopuscic bynajmniej nie pozytywne emocje.

    OdpowiedzUsuń