poniedziałek, 25 listopada 2013

Cieplarnie, inspekty i stany pośrednie

       W miasteczku, w którym się wychowałam, był kiedyś dwór. Potem dwór ten z przyległościami oddano zakonnikom. Nikt mi nie umiał powiedzieć, co to był za zakon, wszyscy nazywali ich "Braciszkami", ale każdy opowiadał, jakie to wspaniałe ogrody uprawiali. W części, do której mieli wstęp goście, były przepiękne altany, sadzawki, kwiaty i zioła. Dalej mieli ogrody warzywne, sady i szklarnie. Jako dziecko widziałam resztki murów otaczających warzywniki, zdziczałe drzewa i zamulone sadzawki. Bo Braciszków wyrzucono stamtąd w latach 50. Wyjeżdżając, jak skarb największy, zabrali ze sobą parę wagonów kompostu...
     Widziałam też ich cieplarnie, używane częściowo przez miejscowego ogrodnika. Było to sprytne połączenie ziemianki i cieplarni z inspektem. Nad ziemię wystawał tylko szklany dach, pod którym było widać kolorowe kwiaty, natomiast do środka schodziło się po schodach i przechodziło obmurowaną ścieżką środkiem szklarni, mając grządki na wysokości ramion. Pod każdą grządką biegł wymurowany z cegieł "leżak" czyli poziomy piec, przykryty ziemią. Palenisko było w przedsionku.
      Oj, poplątałam się, ale chyba mnie zrozumiecie. Był to rodzaj ziemianki, z ogrzewanymi od spodu grządkami.
      Widziałam też ślady po inspektach wzdłuż południowej strony muru. Także murowanych.
      My w tej chwili połączyliśmy inspekty z tunelem foliowym, ale na początku mieliśmy ich o wiele więcej. Jakoś tak nie wyobrażam sobie prawdziwego warzywnika bez inspektów....
      A zrobić je bardzo łatwo - wystarczy zbić prostokątną skrzynię i zrobić do niej przezroczystą przykrywę. Najłatwiej jest drewnianą ramę obić folią, ale można też zrobić szklane szybki (to trudniejsze, bo kantówki muszą mieć ranty, na których to szkło będzie spoczywać) albo założyć taki sztywny, przezroczysty plastyk izolujący (odpada wtedy przykrywanie matami). Skrzynka może być pochyła, ale może też być prosta, wtedy po prostu ustawia się ją na pochyło usypanej ziemi.
     Następnie kopiemy dół głęboki na ok. 1 metra lub nawet więcej, większy od naszej skrzyni o co najmniej 20 cm. z każdej strony. Dół wypełniamy do 3/4 obornikiem pomieszanym ze słomą czy sianem, obficie podlewamy i dobrze udeptujemy. Tak potraktowany obornik powinien dość szybko się rozgrzać. Każdy obornik grzeje, ale najlepszy i najmocniejszy pod tym względem jest jednak koński.
       Udeptany obornik przykrywamy grubą warstwą (co najmniej 40 cm) ziemi kompostowej i ustawiamy nasze okno. Jeszcze tylko otulamy je dookoła słomą i ziemią i przygotowujemy coś do przykrycia - matę albo choćby stary chodnik. Oraz kilka drewnianych klocków, którymi będziemy podpierać pokrywę w czasie wietrzenia, bo wietrzyć trzeba koniecznie i codziennie!
      I już można siać nowalijki, mimo że na świecie jeszcze przedwiośnie i zadymka hula. Między nowalijkami wysiewa się rośliny do przesadzenia do ogrodu - np. kapustne. Można też posiać ogórki, dynie lub melony - wykiełkują w cieple między nowalijkami, a kiedy te zabierzemy na talerze, będą mogły rozrosnąć się i latem "wykipią" z otwartego już na stałe inspektu.
      Jesienią możemy w podobny sposób przedłużyć sobie sezon na zieleninę. Jeśli pogoda sprzyja, to nawet do Bożego Narodzenia.
      Dawniej, kiedy nie było takiej obfitości sklepów z warzywami i owocami świeżymi przez cały rok, a ludzie żywili się tym, co sami wyhodowali, różne inspekty były bardzo w cenie, jako łatwe i oszczędne urządzenia i źródła witamin, tak potrzebnych na przedwiośniu.
     Pomysłowość ludzka w tej dziedzinie jest bez granic, przekonałam się o tym tu, w naszej wsi, gdzie ziemia rozmarza bardzo późno i jest często zbyt podmokła, by kopać doły. Otóż miejscowi gospodarze urządzają "wzniesione inspekty" przy południowych ścianach budynków gospodarczych. Budują (a właściwie budowali, bo teraz raczej używają tuneli lub kupują nafaszerowane chemią wiechcie w Pierdonce) przy tej południowej ścianie skrzynię bez dna wysoką na ok. metr, wypełniają ją obornikiem ubitym ze słomą i podlanym jak wyżej, na to sypią ziemię i stawiają okno inspektowe. Okno jest oczywiście mniejsze od skrzyni i obłożone sowicie słomą po bokach. Już w marcu (a u nas to jeszcze mróz) miewali rzodkiewki, sałaty, koperek, szczypiorek i młodą boćwinkę.
      Rozłożony obornik, wybrany z dołu inspektowego (ten sam dół można użytkować przez wiele lat) jest świetnym nawozem na grządki.
      A tak w ogóle to dziś mieliśmy pierwszy mroźny dzionek, za to jasny i wietrzny. W tej chwili wysypały się na niebo gwiazdy. Paliliśmy ognisko po ciemku z obciętych drobnych gałązek i różnych resztek nie nadających się na kompost (pędy malin na przykład). Podniosłam głowę, żeby popatrzeć na gwiazdy i akurat zobaczyłam jedną spadającą. Pomyślałam życzenie - żeby mnożyły się takie kawałeczki raju, żeby jak najwięcej ludzi mogło być szczęśliwymi i żyć zdrowo i z radością i spokojem...

16 komentarzy:

  1. Piękne życzenie, przyłaczam się, bo sam jestem zywo zainteresowany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie Piszesz Krysiu :)
    Podłączam się do życzeń.
    A widziałaś ten pomysł na ziemiankową szklarnię? http://csglobe.com/underground-greenhouses-year-growing/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co tak pokrętnie opisuję na początku, to właśnie taka ziemiankowa szklarnia. Tylko szklany dach jej wystawał i to jeszcze niezbyt wysoki.

      Usuń
    2. Artur, próbowałam wrzucić komentarz do tej szklarenko-ziemianki na ABS, ale nie przeszło. Mógłbyś dorzucić? Pomysł jest dobry, trzeba jednak uwzględnić zawsze klimat i rodzaj ziemi. W naszym regionie ziemia zamarza do 2 metrów, wtedy ściany boczne będą raczej ziębić, niż izolować. Poza tym na przedwiośniu, kiedy wierzchnia warstwa ziemi odmarznie, a dolna jeszcze nie, cała wilgoć może spłynąć nam do dołu (co zdarza się nam co roku w piwnicy-ziemiance) i utworzyć bajoro. Podobne szklarnie budowano od dawna we dworach, ale na solidnym fundamencie, który jednocześnie izolował i powstrzymywał wodę. Budowano też murki po obu stronach ścieżki i przestrzeń między fundamentem i nimi wypełniano ziemią kompostową. W ten sposób rośliny rosły na wysokości ok. metra nad poziomem ścieżki. Łatwiej tak pracować bez schylania się, a jednocześnie fermentujący obornik z kompostem daje im ciepło od spodu.

      Usuń
  3. Inspekt chodzi mi po głowie od dawna. Przyjdzie taki dzień, że wpadnę do ogrodu, przestanę gadać i zrobię - jak z blogiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To weźmiesz i zrobisz! A wtedy się pochwal :)

      Usuń
    2. Nie omieszkam. Ale to może potrwać...

      Usuń
    3. Super. Tak trzymAĆ nIEBO

      Usuń
  4. Dzięki Krysiu za inspirację. Niby człowiek wiedział, że istnieją inspekty i te interesujące pośrednie stany, ale umysł się raczej ślizgał po temacie. Dałaś mi impuls :). Zastanawiam się tylko czy kozi obornik da radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinien dać radę. Siano mokre też się nieźle zagrzewa, nawet samo. A nawet jeśli grzeje słabo, to jednak pod przykryciem i tak o wiele cieplej, niż w gruncie. Jedyna trudność to odpowiednie ubicie tego obornika, ale tu tylko praktyka pomaga.

      Usuń
  5. Ty sama Jagódko przyczyniasz się do spełnienia tego życzenia, nawet nie wiesz jak bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Ale widzisz... naprawdę nie wiem...

      Usuń
  6. Pamiętam ogród moich Dziadków. Był tam i kwiatowy i warzywny. Mieli inspekty takie, jak opisujesz. Ja też miałam, ale chyba tylko dwa sezony. Ogród nie był jeszcze ogrodzony i przyszła krowa od sąsiadki, podczas naszej nieobecności. Może na wiosnę jednak sobie sprawię. Też się z tym noszę już któryś rok, jak Dzika Kura z jajkiem.

    Piękne życzenia. Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach, zapomniałam zapytać co sądzisz o przekompostowanym nawozie owczym? Tego mam trochę, ale po sąsiedzku są konie więc i koński w każdej ilości dostępny (ale jest kolejka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd mamy owce, też stosuję głównie ich obornik oraz trochę z kurnika. Uważam, że jest świetny na wszelkie grządki, natomiast niezbyt grzeje, więc do inspektów chyba jednak świeży koński jest lepszy. Owczy też troszkę się rozgrzewa, więc lepiej mieć taki, niż nic. W tym roku w truskawkach rozścieliłam cieniutką warstwę obornika owczego wyciąganego po zimie z obórki, czyli ciut przekompostowanego, na to dałam słomę. Jeszcze nigdy nie miałam tak pięknych i smacznych truskawek, jak w tym roku.

      Usuń