piątek, 14 czerwca 2019

Uspokajacze sumienia

       Pięknie jest w ogrodzie, na łące i w polu, mimo że sucho.Wczoraj przeszła burza, trochę popadało, chociaż przydało by się więcej. A mi jakoś smutnawo... Musiałam zostawić odłogiem kilka grządek, po prostu nie dałam rady. Nieuchronny bieg czasu redukuje nasze siły i chociaż oczyma człowiek zrobił by wiele, to sił fizycznych nie starcza. Naturalnie powinna być sukcesja - młodzi wspierają starych, a potem ich zastępują. My jesteśmy sami. Musimy więc dostosować tryb życia i pracy do naszych możliwości.
      Na sprawy osobiste nakłada się niepokój o przyszłość naszej planety, wszystkiego, co na niej żyje. A trywialnie także niepokój o własne dzieci, te rodzone i te "dzieci serca", które duchowo zaadoptowałam.
     Według prognoz naukowców zostało nam 30 lat istnienia. I nie będą to spokojne lata - susze, powodzie, wzmożona migracja z terenów niezdatnych do zamieszkania, wojny, głód i pragnienie...
      Przez długi czas pocieszałam się, że rosnąca u ludzi świadomość ekologiczna potrafi to odwrócić, że "jakoś tam będzie" i wszystko ułoży się na nowo. Może inaczej, lepiej, bardziej zgodnie z naturą. Pielęgnowałam moją oazę bioróżnorodności i Żywej Ziemi z nadzieją, że kiedyś z takich wysepek wykipi ona na resztę świata.
      Teraz nie mogę opędzić się od myśli, że jest za późno. Elfie Dusze, schodzące na ten świat, żeby go ratować, nie dają już rady.

      Kiedyś myślałam, że wzrost świadomości ludzi będzie przekładał się na wybory zdrowszego życia i skutecznych działań. A kiedy osiągnie masę krytyczną, nastąpi zmiana społeczeństwa. Mogło tak się stać, bo świadomość rośnie. Tyle, że ci, którzy decydują o losach społeczeństw świadomie kierują ludzkie wysiłki na ślepe tory. Nazywam te akcje "uspokajaczami sumienia". Wskazując ludziom jakieś działanie, skądinąd słuszne i pożądane, ale o znikomych skutkach globalnych, uspokaja się jednostki, które chcą coś zrobić dla naszej przyszłości. Czują one, że "coś robią". I przestają patrzeć decydentom na ręce oraz widzieć całokształt sytuacji.
      Mam kilka takich przykładów, np. głośna akcja przeciwko plastykowym słomkom. Skądinąd słuszna, ale... u nas plastykowe odpady trafiają do spalarni, słomki też. A stanowią one promil prawie niewidoczny w powszechnym zalewie plastykowych odpadów. Najwięcej odpadów generuje przemysł żywnościowy i transport zapakowanych towarów. Następnie są butelki, torby i wszystkie wyroby z plastyku. A trafiają one na wysypiska nawet na innym krańcu Ziemi.

      Nawołuje się ludzi do oszczędzania wody. Słusznie. Tyle, że w naszym kraju prawie 80% wody pitnej zużywa przemysł, 11% - leśnictwo i rolnictwo. A dopiero resztę gospodarstwa domowe. Dobrze, oszczędzam wodę. Tylko na ile zmieni to całą sytuację? Nawet gdyby wszyscy Polacy przestali się myć, na ile by to zmieniło dane statystyczne?
   
      Ale ludzie dają się nabrać na te akcje i czują się ważni, że robią coś dla planety. Tylko, że przypomina to pielęgnowanie pryszcza, kiedy cały organizm Gai umiera na raka...
      Oczywiście - należy to robić, to i o wiele więcej, ale nie zapominać, że to kropelka w morzu. Powinno to wypływać z całościowej zmiany naszej postawy i stylu życia, być fragmentem w totalnej przemianie świadomości, a nie uspokajaczem naszej czujności.

      Czekałam na wybory, mając nadzieję, że zaprezentują się ludzie wykazujący choćby trochę zrozumienia dla sytuacji i proponujące jakieś trwalsze, mocniejsze rozwiązania. Niestety! Co mnie obchodzi, że ci spod znaku tęczy naparzają się z tymi spod znaku krzyża, kiedy wszyscy tym samym wózkiem jadą w stronę przepaści?
   
Jak sobie radzić w tej zmieniającej się rzeczywistości? Częściowo odpowiada na to artykuł z "Zielonych Wiadomości". Zachęcam do przeczytania i wyciągnięcia wniosków! http://zielonewiadomosci.pl/tematy/ekologia/aktywizm-w-obliczu-katastrofalnego-upadku-ekosystemow/?fbclid=IwAR35KoUl2tOKFCrWFc0lULfYXOFdRqLgUfxMypRfl8dKV15e9cUVNPSJhH8

13 komentarzy:

  1. Właśnie oglądam program "Bez ludzi". Wizualizacja tego, co się stanie z Ziemią i cywilizacją gdy mija 25, 50, 100, 500, 1000 ... lat bez ludzi. Ziemia sobie poradzi ale nas już nie będzie. Ale co pomiędzy? Też mnie nękają takie lęki. Sami, z chytrości i egoizmu niszczymy Ziemię. Ja też powoli ograniczam uprawy warzywne. Sił brak nawet do utrzymania w jako takich ryzach sadku i grządki ziołowej, żywopłotu który zawłaszcza wspólną drogę, pnączy i kwiatków które mnie zachwycają.
    Jestem eko z czasów gdy jeszcze się o tym nie mówiło, spalam papier, kompostuję wszelkie bio, na zakupy chodzę z koszykiem, wybieram towary luzem lub opakowania kartonowe ... ale mam świadomość, że to kropla w morzu. Głosowałabym na tych, którzy by to mieli w programie ale doraźne cele decydują. Bo szybkie plus zawsze wygra z konsekwencjami konsumpcji i wzrostem gospodarczym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że ja już widzę, jak rozsypuje się cywilizacja na Zachodzie, u nas pewnie niedługo. I to wcale nie tylko migranci, ale wszystkie instytucje się rozwalają. Mam pewien pomysł odnośnie ogrodu, ale jeszcze poczekam trochę.

      Usuń
  2. Gorzka, ludzie myslacy, swiadomi zagrozenia, nie beda w stanie ziemi uratowac, chocby z tego powodu, ze Europejczykow jest raptem 500 milionow. Najludniejsze i najbiedniejsze zas panstwa, Chiny, Indie, Pakistan i wiele afrykanskich, ktorych populacja siega 4 miliardow, sa za biedne na to, by przejmowac sie srodowiskiem. Ich celem jest zaspokojenie glodu, a potem pozbycie sie sciekow i smieci najlepiej do najblizszej rzeki. Nie pomoga zadne kampanie, ani apele, to jest proces nieodwracalny i nie do zatrzymania. Juz mamy przedsmak tego, co bedzie, kiedy dzikusy beda gremialnie migrowac do Europy, bo u siebie nie przezyja. Ja mam na codzien te szopke, a teraz jeszcze nad nimi da sie zapanowac, bo jest ich stosunkowo niewielu. Beda nas wyzynac i zjadac.
    A w Polsce na przyklad? Czy myslisz, ze ktos, kto zima marznie, bo nie stac go na kupienie wegla, zawaha sie przed paleniem w piecu smieciami. On ma w dupie srodowisko, on chce jedynie przezyc i nie zamarznac. Dlatego wiem, ze procesu degradacji ziemi nie da sie juz zatrzymac. Rotshildy, Gatesy i inni beda mogli zrec swoje miliardy, pozniej zostana pozarci przez innych. Oni wylacznie sa winni tego nieszczescia, podzialow i przepasci miedzy ludzmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możni tego świata mają przygotowane schrony i enklawy. Pewien uczony był zaproszony na spotkanie takiego ekskluzywnego grona, a tam go pytali najwięcej, jaka część świata będzie bezpieczna w razie katastrofy klimatycznej. Migracje będą się nasilać, bo wiele regionów stanie się niezdatnych do życia.

      Usuń
  3. Zawsze uważałam, że ludzie są na tej życiodajnej planecie niczym wirus i to wirus HIV zmutowany ze wścieklizną i grypą. Przeżremy organizm który nas żywi i utrzymuje a następnie albo się ewakuujemy na inny albo zdechniemy.
    A zamiast naprawiać świat w którym egzystujemy to "wielcy" kombinują jak się wynieść na inny. Trochę jak z patologiczna rodzina co dostała lokum od gminy, niszczy go i demoluje i zostaje przeniesiona do nowego, bo w tym poprzednim nie da się już żyć.
    Znam te prognozy, co prawda w samym artykule doszukałam się kilku błędnych stwierdzeń, ale możliwe że wniknęły z niewiedzy piszącego go dziennikarza. Albo zostały niezgrabnie wyjęte z szerszego zapewne kontekstu. Bo tak po prawdzie to ja bym się nie przejmowała tak bardzo dżunglami, ale fitoplanktonem z oceanach. Ale mniejsza z tym. Marnie widzę nasz koniec, coraz mniej przejmuję się odległą dla mnie jeszcze Emerytura bo chyba nie doczekam w świetle tych prognoz. Ale kiedy patrzę na las, na ptaki i inne stwory piękne i dobre to łzy cisną mi się do oczu, chociaż wiem, że cześć z nich przetrwa i życie wygra ten kolejny wielki proces wymierania, chyba już siódmy. Mam tylko nadzieję, że moja dusza będzie mogła podziwiać ten proces odradzania się gdzieś z gwiazd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem zastanawiam się, czy nie ma dwóch gatunków ludzi: jedni czujący, empatyczni, pomocni, a inni zupełnie pozbawieni tych cech. Bo w literaturze fachowej opisany jest wysyp psychopatów wszelkiego rodzaju...

      Usuń
  4. Nie przejmuj się - żyj! Po prostu! Świata nie zbawisz! To co robisz jest baaaaardzo szlachetne :) , ale to, jak sama mówisz, jest kroplą w morzu...
    Im dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu,że destrukcja wpisana jest niejako w nasze DNA! Niejedna cywilizacja już upadła, i my podążamy dokładnie w ty samym kierunku...
    Taka refleksja nachodzi mnie zawsze wtedy, kiedy widzę na polnych drogach trzmiele, leżące pokotem po przedpołudniowych opryskach jakimś gównem, najprawdopodobniej randapem...!
    Naród jest ciemny - delikatnie mówiąc! A edukacja jest daaaaleeeeko w polu, niezaoranym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjęłam do wiadomości, że istnieją jednostki nieedukowalne - jak pisałam wyżej: mamy wysyp wszelkiej maści psychopatów. Oni doskonale wiedzą, co robią, ale mają to w doopie.

      Usuń
  5. Też o tym myślę. Sami się zabijamy...jest nas za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę rób to co robisz dotychczas. Twoje działania-takie jak choćby udział w programie "Maja w ogrodzie" mają szansę dotrzeć do wielu osób-ktoś kto pozazdrości Ci pięknego ogrodu może się zainteresować w jaki sposób osiągnęłaś taki efekt ktoś może pod wpływem programu zmienić swój trawnik w kwietną łąkę albo posieje chociaż kilka miododajnych kwiatków. Czasami drobne, niepozorne zabiegi pojedynczych osób mogą się zmienić w dość powszechne działania dające zaskakująco potężny efekt. Oczywiście jest ogromna ilość osób opornych ale myślę, że część musi po prostu usłyszeć, że można inaczej. I tu jest kolejna kwestia, to jest zdecydowanie skuteczniejsze niż "uspokajacze sumienia" o których pisałaś ale też znacznie lepiej działa niż przytoczony przez Ciebie artykuł. Z artykułu wyciągnąłem dwa wnioski-po pierwsze problemem jest to jakim językiem posługują się aktywiści-sorry ale dla osób jeszcze niezaangażowanych a zwłaszcza dla decydentów jest to po prostu natchniony bełkot i do tego niezbyt konstruktywny, nie przedstawiający realnych, możliwych do zastosowania rozwiązań. Drugi ale za to podstawowy problem to jest zachodni styl życia. Niestety jest tak, że ludzie dopiero gdy osiągają pewien poziom dobrobytu zaczynają zabiegać o coś więcej niż zapewnienie podstawowej egzystencji, innym problemem jest to, że zanim mieszkańcy zachodu "schudną" to ci z tzw. krajów trzeciego świata umrą z głodu. Potrzeba nam takich ludzi jak Ty - pokazujących jak można przez zmianę myślenia, przez drobne przemyślane działania zmieniać świat na lepsze. Może ze swoim przekazem dotrzecie też do osób które mają wpływ na politykę i gospodarkę. Chciałoby się napisać więcej ale już i tak rozwlokłem swoją wypowiedź. Życzę Ci wielu sił, zdrowia i mimo wszystko optymizmu-róbmy ile możemy i angażujmy innych:) Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za tak miłe słowa i taką trafną analizę. Wiesz, opowiadać o ogrodach jeszcze mogę, trochę pracować też, ale muszę pomalutku zwijać aktywność. I mam moralny dylemat: jak mówić o prowadzeniu i zakładaniu ogrodu nie mając możliwości pokazania u siebie tego wszystkiego? No, na razie mając tę możliwość już nieco ograniczoną. Cały teren to ponad 3 ha i nawet tam, gdzie nie ma warzyw, trzeba czasem zajrzeć i coś zrobić. Warzywniaki dwa i to spore. A mąż ma już prawie 80 lat, a ja trochę mniej, ale jednak... Pisać, mówić i uczyć ciągle mogę, tyle, że pracoać już mniej.

      Usuń
    2. Myślę, że już jakiś sposób znalazłaś-choćby warsztaty dzięki którym dzielisz się wiedzą a uczestnicy, niejako przy okazji, wykonują te cięższe prace. Dla tego Twojego kawałka raju zrobiliście już tyle, że nawet ograniczając działalność, nadal macie całkiem sprawny, samodzielny ekosystem. Nawet jeśli nie do końca będzie spełniał Wasze oczekiwania, przecież i tak będzie oazą różnorodności. Więcej odpoczywajcie ale dzielcie się proszę swoją wiedzą i podejściem do Ziemi. Naprawdę inspirujecie do działania:) Dobrej nocki, Andrzej

      Usuń