piątek, 10 marca 2017

Ogrodowa joga

        No to zaczęliśmy ćwiczyć w ogrodzie. Asany rodzaju "głowa w dole, dupa w górze" oraz inne, bardziej skomplikowane. Mąż dostał napędu na przycinanie jabłoni, co od paru lat zaniedbał i skacze po nich jak małpa (a przypominam: ma już 77 lat). Potem ziemię zaścielają gałązki i całe konary. Z mojej ulubionej, ogromnej jabłoni musieliśmy ściąć konar wielki jak całe drzewo, bo był przeżarty hubą i ta huba się rozmnażała. Żal.
    Jeśli pogoda pozwala, bielę pnie. Mąż trochę pryska miedzianem, bo w zeszłym roku dopadła nas monilioza. Już mi karze przygotowywać wyciągi ze skrzypu na późniejsze pryskania, choć to jeszcze za wcześnie.

    Pościnałam lawendę i wrzosy. Wiem, że normalnie powinno się przycinać lawendę jesienią, ale z mojej praktyki wynika, że w naszym klimacie lepiej na przedwiośniu. Wtedy zimą te badyle służą za naturalną ochronę. Bo jeśli przytnę jesienią, to żeby nie wymarzła, muszę ją przykrywać. Agrowłókninę psy ściągają i szarpią z uporem godnym lepszej sprawy, a siano, słoma czy liście nasiąkają wilgocią i powodują gnicie. Więc je zostawiam rozczochrane na zimę i na przedwiośniu mus wycelować w to okienko, kiedy można już i jeszcze ciąć.
    Poodkrywałam róże ze stroiszu, ale liście i kopczyki jeszcze zostawiłam.

   A potem to wszystko trzeba sprzątać, wywozić. Chore gałęzie i mumie owoców palić, słomę lawendową podścielić w kurniku (dobra przeciwko pasożytom). A tu plecy bolą i nie będzie lepiej. Muszę więc tak rozplanować i dawkować robotę, żeby jak najwięcej zrobić.

    Grządki po zimie takie jakieś paskudne, pełne badyli... I tu czeka nas robota. Ale już przebiśniegi kwitną, tulipany, narcyzy i szafirki powychylały noski. Żurawie drą się na rozlewisku za płotem, jakieś dziwne ptaki latają i nawołują się. Sikorki i kowaliki ciągle domagają się słonecznika w karmniku. Dziś nad rozlewiskiem lotem koszącym przeleciało duże stado łabędzi, prawie 30. Szum był niesamowity. I byłoby zupełnie wiosennie, gdyby nie zimna, mokra pogoda. Trudno, to dopiero marzec.

      Już planuję dalsze prace. Oby starczyło siły i czasu. A jeśli nie starczy, to nic - co się zrobi, to będzie, a reszta poczeka.

22 komentarze:

  1. Pierwsze grabienie za nami, ale jeszcze zimno u nas...
    Lawendę jutro podetnę, dziękuję za podpowiedź

    wiosennie pozdrawiam Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też zimno, ale to, co można, mus robić, bo inaczej klapa. W ogrodnictwie tak jest, że jak się przegapi dobry moment, to potem trudno nadrobić. A nas jest dwójka na ogród, gdzie, zdaniem Pierra, normalnie powinno być 5 ogrodników na etacie.

      Usuń
  2. Tańcząca z sekatorem! Jak mocno podcinasz lawendę, szałwię i wrzos?
    Pobiałkowałam pnie po Twoich radach, nie wiem jeszcze co to da ale od razu wyglądają na zadbane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lawendę - tuż nad zeszłorocznym cięciem, jakieś 2 cm, ale to nie reguła. Wrzosy nożyczkami, wsumie odcinam tylko kwiatostany, bo moje jeszcze małe i słabe.

      Usuń
  3. Ogrodowa joga, dobre. U nas już za nami, bo jabłonie przycięte (tylko dwie), ale gimnastyka też była niezła. Celne określenie. Z lawendą postępuję tak samo i też niedawno przycięłam. Większość przyciam wiosną, z tego samego powodu, bo ta okrywa jest dla roślin dobra, przynajmniej to wynika z moich obserwacji. Pierwsze porządki za mną, te najgorsze. Jeszcze tylko żeby słonko wyszło i osuszyło te moje bagno, bo pracować ciężko. Wciąga do środka... I upaprana jestem okropnie. Nie wiem jak z wysiewami, bo ciągle jeszcze wykopuję marchew z gruntu, a normalnie bym już siała, ale wobec tego nie wszystko da się uprzątnąć i przygotować. I chyba trochę to potrwa, bo wykopana szybko marnieje, a tak mam świeżynkę cały rok. I co, pusta grządka będzie? Sama nie wiem jak to rozegrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natchnęła mnie pewna ilustracja znaleziona na fejsie, nawet chciałam wstawić, ale nie dało się (z tą jogą). No prawdopodobnie lepsze jest dla roślin takie postępowanie, żeby wiosną je dopiero ciąć. Na siew, moim zdaniem, jeszcze stanowczo za wczesnie. Ziemia zimna, błotnista. Czosnek można wsadzić, pod folią albo w inspecie coś posiać, ale do ziemi - lepiej poczekać, aż się ogrzeje.

      Usuń
    2. ta?
      https://goo.gl/images/VG7Nw9

      Usuń
  4. O jak mnie się to powiedzenie na samym końcu podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. Dorabiam filozofię do konieczności.

      Usuń
  5. "A jeśli nie starczy, to nic - co się zrobi, to będzie, a reszta poczeka"- to stwierdzenie spodobało mi się najbardziej :-)

    A ja dzisiaj, w prezencie dałam sąsiadom sadzarkę, która kuła moje oczy stojąc na polu :-) Zawsze to coś do przodu w zagospodarowywaniu terenu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, pomalutku trzeba zaczynać. Lasek też można już sadzić pomalutku. My kupowaliśmy w szkółkach leśnych, sadzonki są tam za grosze. A nawet za darmo, jeśli mają odrzuty (za małe, krzywe, rozggałęzione). U nas te odrzuty rosną nad podziw pięknie.

      Usuń
  6. Ja dzisiaj zmarnowalam piekna pogode! Leze w lozku i grypke hoduje, a za oknem slonce przez caly dzien i powyzej 10 stopni :( Mam nadzieje, ze jutro ozdrowieje i cosik zrobie, aale slaba jestem :( A ma byc 16 stopni i slonce!
    Loncze sie w bolu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A lepiej wyzdrowiej całkowicie, masz jeszcze trochę zapasu.

      Usuń
  7. No patrz, intuicyjnie i ja ścięłam tydzień temu lawendę. Tak się rzuciłam na robotę, że grabiłam prawie całą niedzielę (igły, tony igieł), co przepłaciłam potwornym bólem ramion i rąk. W nocy płakałam z bólu, jadłam aspirynkę i smarowałam maścią na zakwasy.Nie wszystkie igły zostały zgrabione, nie da rady w jeden dzień. W poniedziałek czułam się jak przejechana przez walec. Na szczęście padało od rana i zrobiło się zimno, więc bez żalu wróciłam do miasta:) Jeszcze nigdy tak wcześnie nie rozpoczęliśmy sezonu i jeszcze nigdy tak mnie ręce od grabienia nie blały. Muszę przesadzić pnącą różę i kilka ładnych krzaków lawendy bo postanowiliśmy rozbudowę. Jak pójdzie wszystko z planem będzie prawdziwa łazieneczka i kucheneczka!!! Hurrrra!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu grabisz igły? To fajna ściółka, tyle, że zakwasza. Wrzosy, różaneczniki i inne borówki uwielbiają.

      Usuń
  8. Podziwiam męża i jego żonę też:) Czyli można jeszcze przycinać jabłonie? Nigdy nie wiem, jak wcelować się z tym cięciem. Lawendę też ścinałam zawsze na wiosnę, bardziej z lenistwa, niż z innych powodów, w ogóle większość prac, które ludzie w ogrodzie robią jesienią, ja przenoszę na wiosnę. Liście zgrabiam tylko ze strategicznych miejsc, badyle zostawiam w spokoju, na kompost tylko to, co niezbędne, resztę zostawiam ptakom i innym żyjątkom. Na wiosnę jakoś łatwiej i szybciej mi się pracuje:) Z reszą to jakby rezonuje z Twoim ostatnim zdaniem - co się zrobi, to będzie, reszta poczeka;) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liście to ja w ogóle zawsze grabię tylko w strategicznych miejscach. I używam jako ściółki na zagonach. Wiosną po tych zostawionych nie ma śladu. Ostatnio zauwazyłam masę liści gustownie zwiniętych w trąbkę i wciąganych pod ziemię - czyli dżdżownice już pracują.

      Usuń
  9. My tez szalejemy w trakcie przeprowadzki (prawie na ukończeniu). Co prawda F zapedzil sie przy odnawianiu starej jabłonki, ale odrosnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, przenosiny nie na żarty. Mam nadzieję, że będzie Wam tam lepiej. Drzewka też przenosisz?

      Usuń
  10. Podziwiam Waszą cierpliwość w pielęgnacji ogrodu, ale kwiaty chyba to wynagradzają :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja kwiaty traktuję ciut po macoszemu - ot, rosną te, co przetrwają. Bardziej skupiam się na warzywnikach i owocach, bo to kwestia przetrwania.

      Usuń