poniedziałek, 13 marca 2017

Drzewa i Polacy

      Ostatnie zdarzenia w związku z prawem Szyszki rozpętały wielkie emocje i wręcz histerię, która mnie też dotknęła w pewnym stopniu. Wyruszyłam więc na zwiad w okolicy, żeby zobaczyć, jak to jest z tym wycinaniem drzew u nas.
      Jeśli idzie o lasy państwowe, to rzeczywiście, wycinka jest większa, niż w poprzednich latach. Na szczęście wokoło jest wiele parków narodowych i rezerwatów, których, mam nadzieję, nie ruszą.

     Natomiast jeśli idzie o prywatne posesje, zalesienia na łąkach i lasy prywatne - wielki spokój. Nikt nie masakruje na oślep. Rosną sobie spokojnie, jak rosły. Gdzieniegdzie ktoś coś wyciął, ale nie więcej, niż zwykle i zazwyczaj było to uzasadnione (tuż przy budynkach, albo drzewa chore i na wpół obumarłe, z jemiołą zamiast gałęzi). Ludzie u nas przyzwyczajeni są do mądrego gospodarowania drewnem, bo większość wie, jak jest potrzebne. Poza tym nigdy nie było u nas kłopotów z uzyskaniem pozwolenia na uzasadnioną wycinkę, dewloperzy nie zainteresowani...
To, że lasy prywatne traktuje się jak plantacje, przebolałam już jakiś czas temu. Ludzie pielęgnują je, czekają na stosowny moment i wtedy ścinają, zalesiając zaraz potem. Prawo nic tu nie zmieniło. Nawet mi się te nowe zalesienia bardzo podobają, bo wprowadza się nowe gatunki, nie tylko sosny i świerki.

     Czyli u nas w zasadzie spokój, nikt nie dał się zwariować. A nawet mam dwie bardzo pozytywne historie.
     Jedna to rząd wierzb płaczących, rosnących sobie spokojnie na łące wzdłuż jakiegoś rowu czy polnej drogi. Młode jeszcze, ale już solidne drzewka. Każde z troską zabezpieczone grubym plastykowym kołnierzem przed zębami bobrów. Ktoś je posadził, ot tak, na łące i dba o nie. Ten ktoś na pewno bezmyślnie ich nie wytnie.

     Drugi przykład, to nasz dobry znajomy z Augustowa. Niedaleko swojej wiejskiej działki, pośrodku pola, zauważył przepiękny, stary dąb. Właścicielami pola byli staruszkowie, którzy sami nigdy by go nie wycięli, ale kiedy im się zmarło i spadek odziedziczyła dalsza rodzina, zaczęły się przepychanki. Więc nasz znajomy z jednym jeszcze kolegą poruszyli niebo i ziemię, żeby ocalić ten dąb, bo ktoś już zaczął przy nim majstrować, poszerzając naturalną dziuplę. Obaj panowie pracują i mają swoje kłopoty, ale nie żałowali czasu szukając i sprowadzając odpowiednich fachowców. I tak nasz powiat zyskał następny pomnik przyrody, bo okazało się, że dąb ma coś około 450 lat.

    Gdyby poszperać więcej, to znalazło by się więcej takich historii, wiec wierzę, że Polacy nie są w większości drzewożercami uzbrojonymi w piły, którzy chcą tylko masakrować przyrodę. ot, choćby nasz sąsiad, który na początku, kiedy mąż podcinał gałęzie niektórych drzew, żeby ciężarówka mogła przejechać, przyszedł prosić, żeby zostawić wierzby i olchy na granicy posiadłości, bo latem bydło ma gdzie chronić się przed słońcem. Oczywiście, że nawet nie myśleliśmy nic wycinać. Dosadziliśmy też wiele setek drzew i krzewów.

     To wszystko są zwykli ludzie, nie żadni ekolodzy czy "ochroniarze przyrody". Będę więc rozczulać się i zachwycać takimi dobrymi przykładami, pojadę oddać pokłon Zygmuntowi Augustowi, bo tak nazywa się nowy pomnik przyrody. Nie dam się frustracji podsycanej medialnie. Pamiętajmy, że ten wilk rośnie w siłę, którego karmimy. Będę karmić dobrego wilka. Bo czasem mam wrażenie, że każdy pretekst jest dobry, żeby nas, zwykłych mieszkańców tego kraju, szkalować, mówić jacy to jesteśmy odrażający, brudni, źli i jak nas trzeba trzymać za mordę. Tymczasem jesteśmy normalni, są ludzie i ludziska. Złe i dobre przykłady. Ale tych dobrych jednak więcej, tyle, że one nie są medialne, więc się o nich nie trąbi.

A tutaj można zobaczyć zdjęcie uratowanego dębu:
http://www.dziennikpowiatowy.pl/wiadomosci/990,zygmunta-augusta-nie-dosiegnie-topor

14 komentarzy:

  1. Nareszcie ktos rozsądnie ocenił rzeczywistość.Zaczęłam się zastanawiać czy ze mną wszystko w porządku,bo ja też nie zauważyłam nadmiernej aktywności pilarzy o których tyle trabia media i wszelkiej maści postepowcy.Wbrew pozorom ludzie są mądrzy i rozsadni.Szczegolnie ci prości,żyjący z naturą w symbiozie od urodzenia i mający silne poczucie dbałości o swoją własność.Blog świetny najlepszy jaki znalazłam.Mam sie za niezłą ogrodniczke naturalistke,ale wiele się od Ciebie uczę.Przepraszam za literówki piszę z telefonu.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie mają Ci, którzy w swojej okolicy nie muszą codziennie oglądać pni po wyciętych starych dębach, modrzewiach i klonach. Łatwiej jest wtedy opowiadać o histerii mediów i "wszelkiej maści postępowców". To, że czegoś nie widzisz, nie znaczy ,że tego nie ma. Prości ludzie są rozsądni? Zapewne wielu jest, ale nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że większość. Przeciętny człowiek nie darzy szacunkiem drzew, bo drzewo to tylko roślina i jest przede wszystkim towarem. Ma nam służyć na meble, deski albo do pieca i nie ma co się rozczulać, a wycinanie brzóz i olch jest wręcz dobrym uczynkiem, bo to chwasty. Przyznaję się , można mnie nazwać jednym z najgorszych epitetów używanych w prywatnych rozmowach czyli ekologiem albo ekooszołomem, bo płaczę na widok ścinanego stuletniego drzewa z komentarzem: " No bo po co ma rosnąć? Kasa się przyda, a to jest stare, ładniejsze w zamian posadzę." Pozytywne myślenie po zmianie przepisów wyglądałoby u mnie tak: cieszę się, że zostały jeszcze dwa modrzewie z modrzewiowego zagajnika, na który codziennie spoglądałam. Albo; jak to dobrze, że sąsiad w swoim lesie nie wyciął wszystkich drzew, a tylko najstarsze dęby. Będę obserwować młode drzewka jak rosną, karmiąc dobrego wilka. Niestety tak nie potrafię. Nie wszyscy w Polsce wycieli swoje drzewa, ale to nie znaczy, że nie ma powodu do histerii. Bez względu na motywy mediów, lepiej o tym problemie z trąbić choćby z przesadą niż odwracać oczy.

      Usuń
  2. Niestety nie zgadzam sie.W Malopolsce tna co sie da ,piekne swierki ostatnie topole na wielkiej lace 50 drzew na skarpie ktora zaraz zjedzie ,malutkie brzozki na pastwisku tylko dlatego ze chlop stwierdzil ze wycial bo potem nie mozna bedzie ,kolo rzeki ar ogolocony z drzew a to co sie dzieje ze starymi drzewami to juz skandal powycinali kolo domow wielkie piekne jesiony ok 100 letnie ,to wszystko w najblizszej mojej okolicy w promieniu ok 15 km ,trzeba bylo chyba wyprowadzic sie na Podlasie tam ludzie madrzejsi,a w Malopolsce kochaja smog.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za to, co napisałaś, Jagodo. Ja już nie chcę się nakręcać i poddawać tej fali czarnowidztwa i narzekania, choć nieraz kusi. Trąbmy więc o dobrych przykładach, słowa mają moc, podobnie jak myśli. Im więcej tych dobrych, tymm więcej dobrego się podzieje:) Pozdrawiam z Małopolski (jak na razie w mojej okolicy tną umiarkowanie i rozsądnie:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie przykłady są krzepiące. U mnie tną, ale wielkiej rzezi nie widziałam- fakt- dopiero się ruszę w teren jak ruszy wegetacja. No i jeden temat do zbadania- muszę iść do wójta, żeby obadać temat drzew przydroznych. Swego czasu Starostwo Powiatowe wyznaczyło 147 drzew do wycinki (większość to lipy i dęby), ale wójt nie wydał zgody. Ciekawe jak będzie teraz.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas tną. Sąsiad przez miedzę pozbył sie paru kilkunastometrowych drzew, a sąsiad zza lasu wykarczował stary sad jabłoniowy - a tyle owoców było w zeszłym roku, tyle że nikt nie zbierał. Jeden młodnik też został wyciety do ziemi w naszej wiosce. Więcej nie widzę, bo mało ze swojej dziupli nos wysadzam, krążąc pomiędzy dwoma gospodarstwami (juz niedługo).

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas największa wycinka w lesie państwowym. Nie tylko tną, ale i niszczą poszycie i skarpy wjeżdżając tymi ogromnymi samochodami. Po drogach leśnych jeździ pług i ubijarka, bo te kolosy się zapadają w piachu. Przykro patrzeć :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że są jeszcze ludzie, którzy jak ja kochają drzewa i nie wycinają, jakby byli w amoku. Tuż za moja siatką rośnie duży, stary wiąz. Niby za siatką, jednak jest mój. Nie wycięłam go, żeby postawić siatkę, jak należy. Został więc po stronie sąsiada, ale on sam nic nie może zrobić. Wszyscy się dziwili dlaczego go nie wycinam, nawet komisja, która oglądała zgłoszone do wycięcia inne, mniejsze drzewka obok, które na siebie i siatkę ogrodzeniową właziły (tylko to, co konieczne). Podeszli do mojego wiązu i nad nim dyskutowali. Wyprowadziłam ich z błędu, że to nie o to drzewo chodzi. Nie rozumieli mojej decyzji. Po co Pani takie wielkie drzewo? I jeszcze na granicy działki... Czemu nie wycięłam, żeby odzyskać kawałek swojej ziemi? Bo zwyczajnie kocham to drzewo. Dla innych jest brzydkie, a dla mnie jest piękne. Nikt nie może go tknąć, bez mojej zgody. W mojej wsi nie zauważyłam jakoś specjalnie większego ruchu z piłami. I dobrze... Przyznam jednak, że obawiam się o przyszłość starych lip przy wjazdowej drodze do wsi. Zaczynają przeszkadzać... A są takie piękne, nie rozumiem. Bo liście lecą? Bo brudzą? Co to za argument?

    OdpowiedzUsuń
  8. To dobrze, miło poczytać o ludzkim rozsądku, bo ja już zaczęłam tracić nadzieję obserwując co koło mnie (Mazowsze). Przy mojej działce wycięto z hektar samosiejkowego lasu. Tną we wsi- praktycznie koło każdego domu wycięto po kilka potężnych drzew. Wycięto wszystkie drzewa przy drodze dojazdowej osłaniające przed ruchliwą "przelotówką" (olchy). Wycinka trwa w najlepsze mimo sezonu lęgowego. Obserwuję, że te drzewa, które faktycznie mogłyby stanowić zagrożenie zostają - widać nie mają właścicieli, nie były pielęgnowane... W mieście "oczyszczane" są pod inwestycje działki prywatne. Koło mnie "oczyszczono" w ten sposób działkę z potężnego drzewa (średnica pnia ok 1,5m)! Oczyszczane działki wystawiane są natychmiast na sprzedaż, zmienia się ich status (np. na budowlane, inwestycyjne). Gorzka Jagodo, to nie jest czarnowidztwo, ale po prostu każdy ocenia po tym co widzi. Ja patrzę i płakać mi się chce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że są miejsca, gdzie rozsądek rządzi. U nas nie. W sobotę poszłam sobie na spacer przez osiedle, taka moja dawna trasa kijkowo - biegowa i wróciłam chora niemalże i przybita. Co chwilę piła motorowa coś tnie. Tu wywożą drzewa powycinane z czyjejś działki, nawet drzewom przydrożnym nie odpuszczono. Chciałam o tym napisać na blogu, ale nie wiem, czy się zbiorę.
    Dzisiaj, będąc w pracy w innym mieście niż mieszkam, to samo. Przyjechałam samochodem, parkuję, a tam zza płotu wali się na ziemie brzózka, wyszłam do sklepu - słyszę piłę. W niedużym parku przycięta mocno wierzba ... co jest z tymi ludźmi??? Jakieś szaleństwo opanowało ten świat, końca nie widać.

    OdpowiedzUsuń
  10. masakra na oślep? to wynik działań dziennikarzy...
    przepis nie był tak nagłośniony i nagminnie łamany. Gdzyby wstrzymali swoje informacyjne rewelacje do czasu ustawowej przerwy w wycince, byłoby o wiele spokojniej, decyzje były by bardziej przemyslane. A tak kolejna nakręcona spirala informacji..... z kłopotami również....
    U nas również w miarę spokojnie,
    A.

    OdpowiedzUsuń
  11. No i dobrze, pozytywne te historie. Ja tam uważam, że w tych wycinkach nie ma tragedii...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ludzie zaczęli wycinać dopiero jak usłyszeli o zaostrzeniu przepisów dopuszczających wycinkę.Przynajmniej ja tak zrobiłam.Wcześniej planowałam co dosadzić. Już mi przeszło dosadzanie, chyba że będę mogła wyciąć to co mi nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  13. Macie szczęście .Jak czytam te wpisy to myślę ,że żyjecie w jakimś innym kraju.U mnie słychać piły od początku roku. Zarówno w lesie - to od roku cięcia na potęgę jak i wszędzie indziej.Rezultat puste place tu i tam ,i w mieście i na wsi , to nie są cięcia pielęgnacyjne tylko wycinanie w pień.

    OdpowiedzUsuń