niedziela, 14 lutego 2016

Gliniane garnki

          Lubię historię, ale nie monotonną litanię dat i bitew, ale dociekanie, jak żyli i myśleli ludzie w dawnych czasach. Czytając kiedyś pewną książkę o naszych przodkach i ich kuchni dowiedziałam się, że nie wiadomo dlaczego upierali się przy prymitywnych glinianych garach, "w których jedzenie z jednej strony było przypalone, a z drugiej pół surowe". Jakże mylił się autor tego tekstu! Nie wiem, co oni mają, ci historycy, że na siłę próbują przedstawić naszych przodków jako głupich prymitywów.


          Jeśli gospodynie słowiańskie tak ceniły garnki gliniane, to nie bez racji. Ostatnio się o tym przekonuję, używając nagminnie takiego gara, zwanego "garnkiem rzymskim".
           Moje widzenie glinianych garów zaczęło się zmieniać, kiedy na Litwie posmakowałam czenaków, czyli jednoosobowych, polewanych garnuszków, wypełnionych kapustą z mięsem i warzywami i zapiekanych w piecu. Takie proste, a smak niepowtarzalny!

           Jakiś czas temu kupiłam więc glinianą brytfankę z pokrywą i... trzeba było mi nauczyć się zupełnie innego sposobu gotowania. Nie można jej traktować, jak normalnego garnka czy blachy. Trzeba ją najpierw wymoczyć, następnie wypełnić tym, czym chcemy (warzywa, kasze, mięso itp) i wstawić do ZIMNEGO pieca. Dopiero potem rozpalić piec i pozwolić zapiekać się powoli temu wszystkiemu.

         Jest jeszcze inna korzyść z używania tego ustrojstwa: prawie brak zapachów w kuchni. Wiadomo, że smażenina np. w pierwszej chwili pachnie przyjemnie, ale potem zasmradza cały dom. Z gara dobywa się tylko leciutki, przyjemny zapach. Nawet przy zapiekaniu bigosu.
        Nie wiem, co one mają, te gliniane naczynia, ale coś muszą mieć, bo smak potraw jest pyszny i niepowtarzalny. Inny, niż tych samych potraw zapiekanych w naczyniu żeliwnym.
        Inne naczynia, inny sposób gotowania, inne podejście do kuchni. Wcale nie mniej wyrafinowane, niż używanie naczyń metalowych, a na pewno zdrowsze.

      Dla mnie ten sposób gotowania ma też inną zaletę. Jako że obiad jadamy wcześnie, to nieraz narzekałam, że ledwie posprzątam po śniadaniu i wyjdę do ogrodu, to już muszę przerywać i lecieć gotować obiad. Teraz mogę, przygotowując śniadanie, załadować mego gliniaka, wstawić go do pieca, niech sobie pyrka i spokojnie pracować tam, gdzie lubię (czyli w ogrodzie) aż do momentu posiłku. O odpowiedniej porze wyjmuję gotowe, pyszne danie. Zaręczam, że jest ugotowane równomiernie i rozpływa się w ustach.

     Mamy takie przyzwyczajenie, że wyobrażamy sobie naszych przodków jako takich ja my, tylko bardziej prymitywnych i głupszych. Tymczasem oni mieli zupełnie inne pojmowanie świata i podejście do wielu spraw, często inteligentniejsze od naszego i wygodniejsze. Wymagające niemało wiedzy, choć innej, niż ta przez nas praktykowana.

       Oprócz garnków z wypalanej gliny istnieją też polewane, które lepiej pasują do potraw płynnych, zup, polewek itp. chociaż mój gar po kilku użyciach, kiedy przesiąknął olejem, zrobił się również nieprzemakalny totalnie i mogę spokojnie zalać w nim jaglankę wodą czy wywarem i dopiero potem piec.


        Wyobrażam już sobie smak świeżych jarzyn z ogrodu, przygotowanych w glinianym garnku. A że wszystko, co dobre, ma u mnie tendencję rozrostową, to teraz mam ochotę powiększyć ich ilość i różnorodność, choćby na wypadek gdyby do stołu mieli zasiąść pospołu wegetarianie i mięsożercy.
aha - mała rada praktyczna: lepiej nie dawać surowej cebuli, pieczona ma dość dziwny smak i zapach, raczej nieprzyjemny. Podsmażam trochę na oliwie przed dodaniem.
Zdjęcia pochodzą z netu.

22 komentarze:

  1. Ja tez mam taki garnek rzymski - i potwierdzam - jest swietny i potrawy smakuja wysmienicie.
    I tez ma juz warstewke "wrosnietego" tluszczu - Wazne zeby go nie czyscic jakimis ostrymi, scierajacymi zmywakami czy plynami...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja od dawna chodzę "jak pies koło jeża" koło tych garnków w sklepach i zawsze obiecuję sobie sprawdzić jak to z nimi jest i nigdy nie sprawdzam.
    Dziękuję Jagodo za ten wpis.Na pewno kupię garnek rzymski przy pierwszej okazji.
    Podobnie przyglądam się tzw.kominkom meksykańskim.Poza sklepem nie widziałam nigdzie jak działają ani też nie znam opinii na ich temat.Z wyglądu to też glina biskwitowa tak jak garnek rzymski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi. ja lubię garnki, do kominków to jakoś średnio...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam kwaśne mleko z gliniaka u babci. Żadne inne się z nim nie równa. A o garnku rzymskim pomyślę. Wpis bardzo ciekawy. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tylko garnek, to też mleko naturalne, nie naszpikowane chemią...

      Usuń
  5. Mam garnek rzymski, głównie do wypieku chleba. W kamionkach kwaszę kapustę i mleko, no i robię twaróg na piecu. Ostatnio hitem w domu jest jednak wolnowar, ceramiczny garnek podgrzewany elektrycznie do temp. 90 stopni. ;) Zdrówko, ES

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tylko widzisz, elektrycznośc u nas to zawodna rzecz...

      Usuń
  6. Ja używam tylko takich garów, z glazurą lub bez. Mam ich dużo, o różnych kształtach i gabarytach i dlatego gotuję tylko na kuchni kaflowej opalanej drewnem i w wielkim piecu chlebowym, który jest nieoceniony przy gotowaniu dla np. 30 gości. Może w końcu napiszę o piecu i tych wszystkich garach u siebie, bo już od dawna mam taki zamiar, ale na zamiarze poprzestaję.
    Mam też gliniany tygielek do parzenia kawy, gary to odcedzania twarogu, etc. Ceramika u nas to podstawa bytu. Tak było zresztą odkąd pamiętam. Nawet brat się doktoryzował z ceramiki wczesnośredniowiecznej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super ciekawe to, co piszesz. Byłby bardzo interesujący wpis, czekam!

      Usuń
  7. Ja mam też garnek rzymski ( w kształcie kaczki), dobrze, że mi przypomniałaś, dawno w nim nie robiłam żadnej potrawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm.... kaczki? jakie to niepoprawne politycznie!

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje znajome były na kursie garncarskim w Medyni Głogowskiej i zachęciły mnie tak, że kupiłam gar, garnuszek i dzbanek. Służyły mi intensywnie około roku ale niestety były kruche i już zapomniałam wyjątkowy smak potraw w nich przyrządzanych. A teraz mi przypomniałaś i dzięki Ci za to. Pora iść na zakupy.

    OdpowiedzUsuń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że nie wszystkie są takie kruche. To chyba zależy trochę od profesjonalizmu wykonawcy.

      Usuń
  10. I u nas coraz więcej glinianych naczyń. Głównie za sprawą K. który przywozi za każdym razem z Ukrainy. Większe i mniejsze, z pokrywką i bez. Ładne, no i jednak tańsze. Są też takie z małymi rowkami w środku, trochę jak makutra. Można na tych rowkach rozcierać czosnek przed nałożeniem potrawy. Garnek rzymski kupiłam dosyć dawno temu do chleba. Drogie cholerstwo było, ale prawdą jest, że służy bardzo dobrze do tej pory.
    Kiedy ma się kuchnię, w której i tak codziennie trzeba palić, gliniane garnki do zapiekania są świetnym rozwiązaniem. Zahartowany garnek można też wstawić do pieca chlebowego, np. po upieczeniu chleba.
    Serdeczne pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wiele z nas odkrywa na nowo niektóre rzeczy. A dostepu do garnków zazdroszczę, tak trochę.

      Usuń
  11. Używam również takich garnków, różnego kształtu, z pokrywami i bez, glazurowane i do moczenia, najpierw zafascynowana pieczeniem chleba w nich, potem kurczak z warzywami i inne potrawy; Pellegrina wspomniała o Medyni Głogowskiej, ośrodku garncarskim, mam od nich wiele różnych naczyń, dwojaki też:-) a teraz wybieram się do nich po glinianego koguta:-) umyśliłam sobie takiego na ścianie szczytowej chałupy powiesić; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kogucik fajny będzie na pewno. Ja stwierdziłam, że za bardzo obrastam w przedmioty i tego, czego nie używam od roku, to się pozbywam. Dlatego nie robię kolekcji, ale to co mam, wykorzystuję intensywnie.

      Usuń
  12. Co Pani myśli o takiej uprawie? Zgubiłam tabele z tym co (nie) lubi koło czego rosnąć, proszę o pomoc:
    http://www.zielonyogrodek.pl/rok-z-warzywami-z-metrowego-poletka?utm_source=newsletter&utm_medium=mailing&utm_term=przygotowania&utm_content=zo&utm_campaign=wysylka146

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie tabelki można znaleźć w necie, wystarczy wpisać "sąsiedztwo roślin". Ten sposób uprawy znam i jest on dość fajny wtedy, kiedy ma się rozpaczliwie mało ziemi, bo pozwala ją wykorzystać w sposób racjonalny. Jeśli ziemi jest więcej, to nie bardzo zdaje egzamin i jest dośc pracochłonny.

      Usuń