niedziela, 1 grudnia 2013

Serce, szkiełko i oko

         Poczytałam Wasze wpisy o jednym takim artykule, który krążył w sieci - jak to kobiety z miasta zniesmaczyły się życiem na wsi - i jestem Wam niesłychanie wdzięczna za to, jak to odebrałyście. Bo ja, naiwna buszmenka, wzięłam to na poważnie i zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie jestem świrnięta. Czy nie za bardzo wychwalam sielankę, jaką jest dla nas życie na wsi, we własnym ogrodzie, otoczonych zwierzętami i roślinami. Bo jeszcze ktoś przeczyta, spróbuje naśladować, a potem będzie mnie przeklinać?
        Czyli nie jestem porąbana, a jeśli tak, to w dobrym towarzystwie, bo z fajnymi kobietami, które cenię i poważam.
        Bo widzicie, ja to czuję tak właśnie - sielankowo. Wyrzucanie gnoju i rozwożenie go taczkami mnie nie brzydzi, nawet mi za bardzo nie śmierdzi, chociaż jestem węchowcem. Ubieranie się w obszurpane przez kolejne pokolenia psów i kotów swetry i stare portki jest wolnością i wygodą, a gumiaki - najwygodniejszym rodzajem obuwia. No trudno, widać niechluj jestem z urodzenia (ale kąpię się codziennie).hi hi hi
       Za to, poza poczuciem swobody, wygody i wolności mam coś niesłychanie cennego, co zaczęło się rodzić w momencie, kiedy dotknęłam swojej ziemi. Trudne to do wytłumaczenia, bo zahacza o jakieś pradawne instynkty czy wręcz o mistykę - takie poczucie więzi i porozumienia z naturą. W tym porozumieniu nie liczy się, jak wyglądam, ale to, kim jestem i jak odczuwam, co robię. Takie obnażenie duszy. Rośliny i zwierzęta nie umieją kłamać, ale też na kłamstwo nie dadzą się nabrać. Pozory się nie liczą, liczy się to, kim się jest.
      Poznałam też różnicę między wiedzieć, a rozumieć. Kiedy zaczęłam czuć ziemię i wszystko, co na niej żyje, zastanawiać się, jak to ulepszyć w zgodzie z jej prawami, to okazało się nagle, że mam wiele wiadomości, z których nie zdawałam sobie sprawy. Wykute, z niczym nie związane, telepały się gdzieś po zakamarkach umysłu, jak niepotrzebny balast. A tutaj nagle zaczęły układać się w logiczne ciągi, znajdować swoje miejsce. Ciągle czytam i uczę się, ale teraz staram się to przeżywać, włączać w moje odczuwanie świata. Bardzo fajne i wręcz podniosłe uczucie.
     Nauczyłam się też dbać o wewnętrzny spokój i logikę, odsuwać lęki i nerwowość. Tutaj to zwierzęta są świetnymi nauczycielami. Jeśli mam coś z nimi zrobić, a jestem niepewna i zdenerwowana, to uciekają ode mnie, nic nie wychodzi. Kiedy czują we mnie spokój i harmonię - wszystko idzie doskonale.
      Kiedy człowiek obserwuje bacznie naturę i to, co się wokoło niego dzieje, to nie ma czasu na dopieszczanie swego "ego", tylko czuje się cząstką czegoś wielkiego i zachwycającego. Wspaniałe uczucie.
      Fakt, że trzeba pracować i to się wiąże z pewnymi niedogodnościami - bóle w plecach, w ramionach, czasem się zmarznie, kiedy indziej spoci, ale zawsze można znaleźć jakiś sposób, żeby sobie ulżyć. No i w końcu lepiej patrzeć na efekty tej pracy, wtedy wszystko to wydaje się nieważne. A w dodatku ruch na świeżym powietrzu - cóż bardziej naturalnego i zdrowego? A i tak kombinuję, jak kot przed lodówką, jak najbardziej uprościć i ulżyć sobie bez szkody dla efektu. wiele tych pomysłów, o których tu piszę, wzięło się z tego właśnie.
      Po tylu latach dla mnie sielanka trwa i umacnia się coraz bardziej. Dziczeję?

28 komentarzy:

  1. A pewnie że dziczejesz! Ale jako sama rzekłaś, w dobrym towarzystwie.:-)
    PS. od czasu zamieszkania na wsi myję się rzadziej, ale mam wrażenie że i tak jestem czyściejsza, niż kiedy mieszkałąm w mieście. Wariuję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, konie Cię liżą :))) A na poważnie - na powietrzu człowiek mniej się poci i skóra wydziela mniej sebum :))))

      Usuń
    2. Ale one liżą mnie tylko po rękach i twarzy.

      Usuń
  2. Ja mam to samo. Zwolniłam.
    A odnosnie niechluja wyobraź sobie jak wracałam z pracy przez kawałek Warszawy, tramwajem, a wiesz z jakiej pracy? ;-))

    Ten artykuł u mnie na facebookowym Moim Podlasiu ktos fajnie skomentował ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś spoko, nie martw się;) Jako i my jesteśmy - musimy to sobie powtarzać, bo dzisiaj łatwo stracić równowagę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak łatwo to ja równowagi nie stracę, ale czasem dobrze wiedzieć, że nie jest się cudakiem :)))) No, może trochę....

      Usuń
  4. takie pozytywne wariactwo nas dopadło:-) i jeszcze tak na piważnie, to myślę, że trzeba patrzeć tak aby widzieć, a nie tylko się przyglądać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I uczyć się tak, żeby wiedzieć, i myśleć tak lekko, bez barier... Dziękuję ci.

      Usuń
  5. Hehe, też uwielbiam gumiaki. A mnie się nawet ludzie na wsi dziwią jak czasem do sklepu wioskowego w gumiakach pójdę, ale jak zauważyłam to ci się dziwili co miastowe życie im się marzy, bo wiadomo w mieście to wygody i luksusy, nic robić nie trzeba i wszystko się ma ;) A większość znajomych, tych z miasta, uważa, że to na wsi nic nie robię, lenię się i mało ambitna jestem. Niektórym ludziom się nie dogodzi, trzeba myśleć o sobie :D Ale ze mnie egoistka wychodzi, ale co poradzić, ciesze się że na wsi mieszkam i coraz bardziej dziczeję :D Nawet ostatnio sama obornik z kurnika taczkami wywoziłam, moja druga połówka nadgodziny wyrabia i trzeba sobie radzić samej też. Tylko jeszcze tyle siły w rękach nie mam i mnie samej dłużej z tym zeszło. I o zgrozo, przyjemnie mnie się obornik taczką wywoziło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Taki naturalny obornik to nawet nie śmierdzi. A jaka satysfakcja, kiedy człowiek sobie może powiedzieć "Umiem, dam radę". Do sklepu często też zasuwam prosto od roboty, ku wielkiemu zgorszeniu pań, które na tę okazję stroją się, żeby "się pokazać". Ha, jakbym ich nie widywała przy domu :)))

      Usuń
  6. W życiu nie czułam się większym KIMŚ, niż po przekopaniu ogródka, z bolącym krzyżem, z brudnymi rękoma i rozdeptanych chodakach, bo wtedy byłam częścią całego, wielkiego świata... Swobody "roboczego" stroju, wygody chodaczków, w których nie szkoda wdepnąć w mokrą ziemię nie da się porównać z szykownym strojem, w którym ani kota nie przytulę, ani za psem nie pobiegnę, choć i święto czasami jest potrzebne i wyjściowa elegancja.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja z tą szykownością to mam wielki kłopot - z moją tuszą nie bardzo mogę coś znaleźć, a wirtualnie kupować nie chcę, bo się kilka razy nabrałam. Zresztą ceny są powalające. Zostają ciucholandy, ale to z kolei daleko i czasu specjalnie nie mam. Ech, jak ja żałuję, że nie umiem szyć!

      Usuń
  7. To i ja zdziczałam w takim razie.

    OdpowiedzUsuń
  8. wobec tego i ja zdziczałam, i dobrze mi z tym, jak nigdy wcześniej :)) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Więc i ja dołączam do klubu "zdziczałych wieśniaczek" hihi. Najlepiej czuję się u siebie, gdzie nie muszę wbijać się np. w obowiązkowy ubiór biurowy . Niech żyją gumiaki! hihi Pozdrawiam Joaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sąsiadeczko, to ja! :)) Pozdrawiam :) Joaha

      Usuń
  10. Jak mi się podoba takie gumiakowe towarzystwo :) To moje klimaty, a gumiaki są moim ulubionym obuwiem. Czasem nawet się zastanawiam po co ubieram gumiaki skoro jest sucho, ale to już chyba przyzwyczajenie, żeby nie powiedzieć skrzywienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdziczałe, skrzywione wieśniaczki. Coraz lepiej.:-)))

      Usuń
    2. No, to będzie wymiatać! A mam nadzieję, że skrzywione tak :))))

      Usuń
  11. Istnieje Stowarzyszenie Chłopów Bosych, to może istnieć chyba Stowarzyszenie Bab w Gumiakach?

    OdpowiedzUsuń
  12. No to się zapisuję do Stowarzyszenia Bab w Gumiakach :) Nigdzie nie należę to może chociaż do gumiaków ;)
    Nie wiem czy się do tego przyznawać, ale moje są różowe w kwiatki! haha :) A co! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A moje sraczkowato-zielone :))) z filcowymi kapciuszkami w środku :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Już sobie wyobrażam spotkanie Bab w Gumiakach jak każda wyciąga swoją nóżkę i pokazuje swojego gumiaczka :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie Gumiakach a Gumiokach!!! Ja też się piszę!! Co to za artykuł?? Ide szukać. Najpewniej o mnie, bom miastowa wieśniaczka. Juz 15 rok przeszcześliwa. Nic nie pachnie jak gnoik! A z innego odzienia to już tylko polary kupuję - sprawdziły sie i tysiac kamizelek. Nie wspominam o czapkach na wszystkie pory roku. Salony precz!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Na pewno nie o Tobie, bo piszą tam o kobietach, którym zamarzyła się wieś sielska i anielska, a potem same rozczarowania i z podkulonymi ogonami wróciły do miasta i dopiero czują się dobrze, a wieś wspominają jako koszmar. Bo gnój śmierdzi, a do krów w szpilkach i z manikiurem się nie da chodzić ....

    OdpowiedzUsuń