środa, 11 grudnia 2013

Rzadko spotykane krzewy i drzewa owocowe

       Mieszkamy w prawie najzimniejszym regionie w Polsce, na dokładkę w korytarzu wiatrowym i zastoinie mrozowej, co wpływa nieciekawie na nasze drzewa i krzewy owocowe. Niektóre z nich, które pięknie rosną i owocują nawet w niedalekich miejscowościach, u nas albo wymarzają (czereśnie0, albo chorują (wiśnie), albo rosną ładnie, ale rzadko wydają owoce (śliwka węgierka, renkloda, grusza, leszczyna). W tym roku po raz pierwszy od kilku lat przymrozki nie zwarzyły zawiązków śliw i renklod i mogliśmy się objadać tymi pysznymi owocami.
      Dlatego zwróciłam się w stronę roślin znoszących nasz klimat, a dających również pyszne owoce.

Pierwszą z nich była wiśnia syberyjska, czyli kosmata. Sadzonki sprzedawała pena Ukrainka na targu po bardzo przystępnej cenie (4 zł za sadzonkę), podczas kiedy w szkółkach kosztują ponad 20 zł. Kupiłam ich 5 i wszystkie się przyjęły.


Jest to krzew, nie drzewko. Wyrasta do 2 m. Liście są pod spodem lekko "kosmate", stąd ich nazwa.

Co ważne dla nas - całkowicie mrozoodporne i bardzo plenne.
W tym roku 3 letnie sadzonki pięknie zakwitły biało-różowymi kwiateczkami, a na początku lata były oblepione niewielkimi owockami.
(Zdjęcia mi zżarło, ale wyglądały podobnie, jak te z netu)
 Zebraliśmy całe wiadro niewielkich owoców z tych młodziutkich krzewinek. Są mniejsze od wiśni, z przezroczystym sokiem (typ "szklanka"), słodkie, soczyste i pozbawione prawie goryczki. Pestka też jest malusieńka, więc w sumie całkiem sporo do jedzenia. Zrobiłam z nich tez pyszny sok i konfiturę. Ich aromat jest delikatniejszy, niż typowych wiśni, ale mi bardzo smakują.

Następne były jagody goji, czyli kolcowój. Te chyba wszyscy znają, bo ostatnio zrobiły się modne. Co kilka lat odkrywa się jakąś "cudowną" roślinę i robi wokół niej masę szumu medialnego, a wszystko w celach komercyjnych. Niemniej owoce goji są naprawdę zdrowe (podobnie jak większość owoców). W tym roku wydały mi kilka owocków "na zachętę", ale to normalne, bo one nie lubią przesadzania i po posadzeniu trzeba czekać nawet do 5 lat, żeby zaczęły dobrze owocować. Kwitną też dość dekoracyjnie.


Także tego lata skosztowałam po raz pierwszy naszych owoców świdośliwy. Bardzo lubię te małe drzewka, które mają wszystko, żeby się podobać - piękne kwiaty, słodkie owoce oraz przepięknie wybarwione liście jesienią. Wyglądają wtedy jak płomienie. Za mało tych owoców było, żeby myśleć o przetworach, ale już wiem, że jestem ich fanką. Na dodatek dojrzewają wcześnie, już na początku lata. Sama słodycz.





Inne posadzone przez nas drzewka jeszcze nie owocowały, ale mam nadzieję na przyszłe lata. Przede wszystkim czekam na owoce jarzębinogruszy, którymi kiedyś poczęstował nas pewien znajomy. Były tak smaczne i soczyste, że pamiętam to do dziś. Nasze sadzonki pierwszy rok przechorowały, bo trudno zniosły transport i przesuszenie. W tym roku za to pięknie zaczęły rosnąć, chociaż myślę, że na owoce muszę poczekać jeszcze ze 2 lata.
A wyglądają one tak, jak na zdjęciu. Wielkości ulęgałek, mniej lub bardziej pomarańczowe.

         Jeśli już jesteśmy przy jarzębinach, to posadziłam też dwie jarzębiny słodkie (miczurinowskie) - czerwoną i niebieską. Przeżyła tylko jedna, ale że w transporcie straciły etykiety, to nie wiem, która. Pożyjemy, zobaczymy.
          Pięknie rosną też prawdziwe pigwy (nie pomylić z pigwowcem japońskim). Są to drzewa, ktore mają owoce podobne do jabłek lub gruszek i podobnej wielkości. Na surowo zupełnie niezjadliwe, ale na galaretki, konfitury i nalewki - pierwszorzędne. Trochę się jednak o nie obawiam, bo są mniej odporne na zimno, niż poprzednio opisane. Cóż, mój mąż je uwielbia, więc zobaczymy, co to da.

            Mamy jeszcze młode morwy, ale to już absolutna loteria w naszym klimacie. Skusiłam się na nie, bo żywopłoty i lasek coraz lepiej zatrzymują mroźne podmuchy wiatru i w ogrodzie robi się coraz zaciszniej. Od 2 lat rosną bez przemarzania, mam nadzieje, że dalej tak będzie.
           Mamy jeszcze limby i młodziutkie cedry syberyjskie (na "orzeszki"), ale to już chyba moja córka doczeka owoców, albo ja na późną starość, bo 15 do 20 lat trzeba czekać. Ale są i rosną, z czego się cieszę.

23 komentarze:

  1. Czego to ludzie nie wymyślą ;) Niektóre nazwy i rośliny widze po raz pierwszy np. świdośliwy, albo jarzębionogruszę. Przynajmniej się dokształciłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jarzębinogrusza prawdopodobnie jest krzyżówką spontaniczną, czyli powstała bez ingerencji człowieka. Tak do końca to nie wiadomo, po prostu w XVII wieku odkryto ją w ogrodzie pałacowym w Alzacji. I od tego jednego drzewa, rozmnażanego przez szczepienie, pochodzi większość drzew tego gatunku, ponieważ nasiona na ogół są sterylne (jak to często u mieszańców bywa). Otrzymano jednak inny podgatunek, zapylając jarzebinogruszę pyłkiem gruszy - niektóre z nasion wykiełkowały. Ta odmiana jest bardziej podobna do gruszy, bo ma 3/4 genów tego owocu, zamiast połowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jeszcze nie napisałam o głogu jadalnym (pochodzi z Ameryki Północnej), bo go nie mam na razie. Też pyszne, słodko-kwaskowate owoce i rosną bez problemów.

    OdpowiedzUsuń
  4. To juz teraz wiem, na co mam polowac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie jest dużo cieplej, to jednak o wiele bardziej na południe. Wiosną macie co najmniej 10 dni przewagi nad nami. Wszystkie te krzewy można spoko dostać w Polsce.

      Usuń
  5. Boszszsz. Korytarz wiatrowy i zastoina mrozowa, jakbyś w jakim rowie mieszkała! I tyle pysznych owocków w tym rowie? Ja mieszkam dla odmiany w kraterze wulkanu - na górce, ale w dołku. Ksawery nas minął górą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkam w korycie dawnej prarzeki, ogromna była. Korytarz jest otwarty z północnego zachodu na południowy wschód, po obu stronach las, a tu łąki, więc wiatry wciskają się w ten korytarz, zwłaszcza północne. No i fakt, dość nisko mieszkamy. Jabłonki za to trzymają się tu wspaniale i owocują co roku!

      Usuń
    2. Nie wiedzieć czemu, na drugim końcu Polski, mieszkamy w czymś podobnym jak Ty. Jedyne, co nas ratuje, że wiatr z północnego wschodu zimowy rozbija się o stajnię. A poza tym wszystko marznie, późno wschodzi, krótko żyje... Skombinować muszę te wszystkie tajemnicze owocujące krzewy i drzewa które opisałaś.

      Usuń
    3. Posadziłam żywopłoty, wręcz pasma lasku, od północno-zachodniej strony. Teraz jest dużo lepiej, bo one czeszą wiatr. Tobie też radzę.

      Usuń
  6. No w rowie, jak nic, w rowie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje siedisko jeszcze bardziej na polnoc, ale osloniete lasem od zachodu i polnocy, pochylone ku poludniu. Tez nastawiam sie na lokalne odmiany i mrozoodporne. Dzieki za podpowiedz, najgorsze to oczekiwanie na owoce, dluuugo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - są jeszcze jabłonie, wspaniałe. Nie tyle samo zimno szkodzi, ile wahanie między ociepleniem i nawrotami zimna, późne przymrozki w okresie kwitnięcia itp. W tym roku zima była mroźna i dłuuuuga, ale jak zrobiło się ciepło, to na dobre, więc nawet delikatne drzewa zaowocowały.

      Usuń
  8. No właśnie, całe życie myślałam, że pigwowiec to pigwa, bo tak potocznie się mówi; dopiero w bolestraszyckim arboretum zobaczyłam nieduże drzewko z omszonymi, żółtymi i twardymi jabłuszkami, i na tabliczce odczytałam, że to własnie jest pigwa; u nas, pod Przemyślem, na Winnej Górze rośnie wisienka karłowata, inaczej stepowa, też ładnie kwitnie, ale nie ma takich ładnych i gestych owocków; posadziłam na Pogórzu cytryniec, też modny onego czasu, ale bardzo mizernie rośnie; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie cytryniec padł, więc coś musi być, co im się nie podoba. Ale jakoś za bardzo go nie żałuję. Na system odpornościowy kupiłam u Utygan sadzonkę szczodraka, mam też krzaczek różeńca. Szczodrak, a właściwie jego suszone liście, żute od czasu do czasu, działają na mnie rewelacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie się strasznie spodobała ta wisienka kosmata, myślisz, że w klimacie górskim zimnym mogłaby rosnąć?
    O świdośliwie słyszałam, ale jarzębino-grusza to zupełna nowość dla mnie.
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro jest z Syberii, to powinna dać radę. Zresztą u nas klimat porównywalny jest z wysokimi górami, polski biegun zimna niedaleko (właśnie tu, nie w górach, acha :)))))

      Usuń
  11. Zaciekawiła mnie ta kolekcja, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej wisience ani o jarzębinogruszy. Czy oprócz Ukrainki to przez internet kupowałaś te wszystkie krzewy?

    Do tej kolekcji dodam jeszcze jagodę kamczacką. Odporna na największe mrozy i nasz klimat to dla niej cieplarnia. A w dodatku bezobsługowa. U mnie rośnie już kilka lat. Owocki podobne do borówki amerykańskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, przez internet. Z tym, że w oficjalnej ofercie tego nie było. Po prostu, czytając o szkółce, znalazłam zdanie, że mają też niewielką kolekcję interesujących drzew i krzewów dla amatorów. Zadzwoniłam, zapytałam, zamówiłam. Chodzi zwłaszcza o jarzebinogruszę - odradzam kupowanie przez np. allegro od osób indywidualnych, można trafić na niewiadomo co, np. zwykły jarząb mączny.

      Usuń
  12. Kolcowój siałaś z nasion czy miałaś sadzonki? Na Allegro widzę jedynie nasiona i nie wiem, czy to najpopularniejsza forma, czy dlatego, że zima to nie ma sadzonek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z nasion trzeba bardzo długo czekać. I tak po posadzeniu trzeba odczekać 3 do 5 lat, żeby mieć dobre plony. Zamówiłam sadzonki przez internet, oczywiście w sezonie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z mniej znanych mam nieszpułkę; w tym roku każde drzewko ma po kilka owoców, z niecierpliwością zrobię pierwszy słoik tego królewskiego dżemu. A z pigwy w u.r. zrobiłam wino. Zazwyczaj ludzie robią nalewki, a mnie wyszło piękne, jasne, wytrawne i pachnące wino, oczywiście bez siarkowania itp.

    OdpowiedzUsuń
  15. hej, czy wisienka kosmata jeszcze rosnie i owocuje ? Pytam, bo podobno jest podatna na choroby gdy jest wilgotne lato.
    Na Ukrainie dostępne są dobre odmiany oliwnika wielokwiatowego. Moze znasz kogos, kto mógłby przywieźć

    OdpowiedzUsuń