wtorek, 4 sierpnia 2015

Trzepot motylich skrzydeł

        Prawdopodobnie trzepot skrzydeł motyla nad Amazonką potrafi sprowokować tajfun na Pacyfiku, czy coś takiego - tak bardzo powiązane są ze sobą wszystkie zjawiska na Ziemi. Ciekawe, jakie zmiany na świecie spowodują te wszystkie motyle trzepoczące skrzydłami nad moją lawendą i oregano?   Jest ich dużo, wyjątkowo dużo w tym roku. Rozmaitych.
     
      Dawno nie pisałam, może miały w tym udział spotkania i wizyty najróżniejsze, ludzi dawniej poznanych i nowych. Może trochę zmęczenie, może też trochę poczucie, że wszystko, co ważne z teorii i praktyki zakładania ogrodów już napisałam?  Teraz pozostają tylko sprawozdania z tego, co się u nas dzieje, a kogo to interesuje?

    Zmieniłam się. Nie rzucam się frenetycznie na pracę, nie mam poczucia, że muszę. Potrafię godzinami podziwiać motyle i pszczoły na lawendzie albo ryby w stawie. Mimo to ogród daje piękne plony: bób wyższy ode mnie, 30 centymetrowe strąki fasoli, kalafiory, kapustę, ziemniaki, buraki i masę innych warzyw. Tak koło południa zwykle biorę koszyczek i idę zerwać coś na obiad. Dziś była fasolka szparagowa z sosem z cebuli duszonej z pomidorami i młode ziemniaki, kiedy indziej chłodnik czy krem z zielonego groszku.

     Wszystko to pomimo suszy, która nas nęka przez całe lato. Niedawno udało się nam kupić młode drzewka kasztanów jadalnych. Mąż wykopał dziurę na prawie 2 metry, a ziemia ciągle sucha jak popiół, żadnego śladu wilgoci. Było sporo dni pochmurnych, trochę pokropiło, ale tylko po wierzchu. Pod świerkami nawet ziemi nie zmoczyło. No cóż, to nie pierwsza susza, tylko co najmniej trzecia czy czwarta, odkąd tu mieszkamy. I wcale nie największa. Ale podlewać trzeba i plony mizerniejsze, niż się zapowiadały. W tej sytuacji dobrze spisuje się Nowy Warzywnik, na glinie. Bo w Starym, na piasku, szybko wszystko wysycha. Poziom wody w rzekach i stawach też rekordowo niski.

    Mamy też skrajne temperatury: jeszcze kilka dni temu o świcie było zaledwie 5 stopni, w ciągu dnia  17, a dzisiaj już 32.

     Zrobiony został nowy wał na miejscu starej plantacji truskawek, dzięki Miłym Gościom. Jednak u nas wały spisują się najlepiej.

     Zebrany czosnek - polski Harnaś. Będzie zapas na całą zimę. Zebrana cebula z dymki suszy się na słońcu. Pielenie czeka na odrobinę deszczu, bo w tym suchym upale aż strach cokolwiek w ziemi ruszyć.
      Dzięki Patrykowi mamy pełno siana, cały hangar zawalony. wnosimy je z córką po trochu na stryszek nad hangarem. Owce na zimę zabezpieczone.

      Kurczaków się nalęgło jak za grosz maku, zarówno tych zwykłych, od naszych kurek z hodowli, jak i jakichś cudaków rasowych z kupionych jajek. Razem 19. Większość z nich jest w tym delikatnym momencie, kiedy mama kwoka zostawiła je własnemu losowi, a one jeszcze małe i sprytne p przez oczka siatki wyłażą z wybiegu. Muszę tu pochwalić nasze drapieżniki, czyli psy i koty - swoich nie ruszają, mimo, że poza tym polują na inne ptaki. Nawet dobroduszna, kochana Luna wiosną na moich oczach zżarła młodego drozda. A tu nic (jak na razie). Takie małe piszczące chodzą im pod nosem, a one patrzą w inną stronę. Piłsudski (kot, nie marszałek) za to im się przygląda z upodobaniem, ale też nie rusza. Może się wychowają. Jakby się wychowały, to będę miała koguciki i prawdopodobnie kilka kokoszek na zbyciu. Wychowane pod kwoką, więc dobre matki w przyszłości.
     A teraz idę gapić się na obłoki, bo w tym upale nic innego nie da się robić. Za to jakie zapachy idą z sosen, jałowców, żywotników i z ziół! Upić się nimi można.

Dopisek wieczorny:  Chyba nie powinnam wychodzić ze swego ogrodu, bo jak gdzieś pojadę, to rzeczywistość mi daje kopa. Skoczyliśmy późnym popołudniem nad jezioro. Piękne, położone w lesie, z plażą i płycizną ciągnącą się dość daleko, więc ulubione przez rodziny z dziećmi. Na plaży spory tłumek, w wodzie zadowolone dzieciaki i ich rodzice, a między nimi uwijała się rodzinka kaczek. Podchodziły prawie do rąk kąpiących się, smyrgały po brzegu. W pewnej chwili dwóch małych łobuzów zaczęło obrzucać je żwirem i kamieniami. Aż coś się we mnie przekręciło. Robili to tuż pod moim nosem, zwróciłam więc im uwagę, że tak nie wolno. Dość ostro zwróciłam i zapytałam o ich mamę. Na to podniósł się z sąsiedniego koca jakiś młodziak i zwyzywał mnie, a "dobra" mamusia pocieszała biedniutkiego synka, któremu przerwano świetną zabawę. I cała sielanka pękła.

14 komentarzy:

  1. Co za pytanie "kogo interesuje co się u nas dzieje"? Mnie interesuje!
    Nad moją lawendą też kotłują się różne owady, raz nawet zakotłował się paź królowej. I susza nas nęka straszna. Stepowiejemy. Od wiosny popadało porządnie raz! Podlewam, ale sama wiesz najlepiej, że to nie to samo, zresztą wszystkiego nie podleję. Susza to jedna sprawa, a temperatura - druga. I tu nic nie mogę zrobić:(

    OdpowiedzUsuń
  2. MNIE interesuje się doczekać nie mogłam. Tak barwnie napisałaś że widziałam oczami duszy. U nas pada za często ale i tak sucho podlewane co dzień, cukinie obrodziły szalenice okrutne i jabłek mam zatrzęsienie, chętnie bym się podzieliła. Teraz wczesna jabłoneczka królowa działeczki ale są jeszcze trzy, jedna na zimę dopiero ale bardzo smaczne ma owoce bo to stare są drzewa. Ogórki gruntowe coś marnie za w szklarni :)) że ho ho jakie wielkie. :) Cieszę się napisałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też interesuje:) Motyle, kasztany, upał i kurczaki. Znajome blogi to mój pielęgnowany z upodobaniem nałóg:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też czytam z ciekawością Twoje posty Jagodo...U każdego wszystko sie powtarza i każdy ma czasem wątpilwosci pisac, czy nie pisac, a jednak zycie trwa a póki trwa, to i tematy nowe sie pojawiają...A w upał, najlepiej jest nic nie robic., bo na nic nie ma siły..Albo podrzemac jak sie da albo jakieś wciagajace bardzo ksiazk iczytać, żeby o upale zapomniec.
    Pozdrawiam Cie ciepło (tez mam w ogrodzie dwa kasztany jadalne!:-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak czy inaczej dobrze, że zwróciłaś uwagę temu chłopcu, jeśli rodzice nie stają na wysokości zadania - widocznie im nikt nigdy uwagi nie zwrócił. Jak widać rzeczywistość wymagała Twojej interwencji.
    Ogrodu i plonów nieustannie zazdroszczę. Robię swoje, ale bardziej na przyszłość. W tym roku odpuściłam już psychiczną szarpaninę ze ślimakami.
    I nie pytaj kto chce czytać, bo już się martwiłam, że taka cisza długa.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Wam wszystkim, Hano, Elu, Kalino, Olgo i Bazylio. Pewnie znajdą się od czasu do czasu ciekawe rzeczy do napisania, ale ciągle jakoś trudno mi uwierzyć, że kogoś może interesować, że tego dnia plewiłam marchew, a innego zbierałam mirabelki. A chłopców było dwóch, dość małych. Potem rzucali piaskiem w inne, kąpiące się dzieci pod okiem "tatusia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzka, i nikt nie reagował oprócz Ciebie? Przylałabym komuś, najpewniej tatusiowi - w takich sytuacjach budzi się we mnie potwór i nadludzka siła:)))
      O życiu piszesz przecież. Czy jest coś bardziej interesującego od zwykłego-niezwykłego życia?

      Usuń
  7. Och, Jagodo! Interesuje mnie wszystko, co piszesz. Zaglądam do Ciebie codziennie. A nuż coś skrobnęła Nasza Ogrodniczka. I cieszę się, gdy jest nowy wpis. Marchew, bób, mirabelki, owce, siano, kwiaty...Lubię czytać. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. No co Ty gadasz, ja sie doczekać nie mogę kolejnych postów! Może rzadko tu cos naskrobię, ale zaglądam systematycznie, czasem przegladam starsze posty. Jesteś moim guru permakulturowym :)). Mam nadzieję, że w przyszłym roku mój ogródek zacznie przypominać Twój - w tym dopiero zaczęłam go przygotowywać, w myśl nowej-starej filozofii, że przyroda sama wie co ma robić. A nad lawendą też mam nieprzebrany rój pszczół, trzmieli i motyli, i też sie zastanawiałam, czy od tego zmasowanego trzepotu skrzydełek jakaś trąba powietrzna nie powstanie :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również czekam niecierpliwie na wpisy, które czytam z zainteresowaniem:). A uwagę słusznie zwróciłaś, może następnym razem przemyślą sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jagodo dobrze rozumiem Twoje dylematy odnośnie pisania, bo takie myśli miewam również. Ale myślę też, ze chwila ubrana w słowa zostaje z nami na zawsze. Także ta z mirabelkami. A - i ja też jestem z tych zwracających uwagę :) Przecież ktoś musi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. mnie interesuje :)

    ale na wieści czekam cierpliwie, bo wiem, że masa zajęć u Was. Ale zimową porą, któż to wie? Może bedziesz częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I mnie interesuje ;) Potrafisz ciekawie pisać o najzwyklejszych rzeczach i do tego jeszcze praktycznych. Takie pisanie o swoich własnych doświadczeniach i przemyśleniach lubię najbardziej. Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję Wam wszystkim za takie miłe komentarze. Pewnie jakoś wygrzebię coś ciekawego, chociaż teoria o zakładaniu ogrodów jest już, moim zdaniem, w komplecie. a w sumie nie zaszkodzi po pewnym czasie niektórych rzeczy powtórzyć, prawda?

    OdpowiedzUsuń