czwartek, 7 listopada 2019

Jak się grzać czysto, tanio i wygodnie

       W komentarzach pod jednym z poprzednich postów ktoś napisał, że piece to przeżytek. Uśmialiśmy się z tego komentarza porządnie i postanowiłam, że zamiast odpowiadać pod nim, napiszę oddzielny post. Bo to i materiału sporo i warto wyłożyć swój punkt widzenia.
      A tak w ogóle, to mimo obaw, że nie zdążę i nie dam rady dałam radę z warzywnikiem. Wszystko zebrane, dwa baniaki kapusty ukiszone, reszta warzyw w piwniczce czeka na dalsze przerabianie, ale już na spokojnie. A w ogrodzie ciągle jest sałata, rzodkiewki i trochę ziół. Posadziłam czosnek zimowy między truskawkami. Będę miała czosnek, truskawki - ochronę przed chorobami, a nornice może się w końcu wyniosą.

       A teraz wracając do ogrzewania. Zacznijmy od początku: w naszym klimacie trzeba dogrzewać dom, no chyba że ktoś ma jakiś super pasywny i daje radę go ogrzać tylko własnym ciepłem. My takiego nie mamy, podobnie jak większość ludzi. Czyli grzać trzeba. Przejrzyjmy kolejne alternatywy.

1. Ogrzewanie elektrycznością, obojętnie czy będą to grzejniki, czy pompa ciepła. Elektryczność jest coraz droższa, to jedno. A drugie - jest produkowana przy pomocy spalania węgla, czyli paliwa kopalnego. Ewentualnie w elektrowniach jądrowych (kupujemy elektryczność na Litwie), z ryzykiem, jakie to niesie. Jaki sens jest spalać węgiel, produkować elektryczność, przesyłać ją na wielkie odległości ze stratami, jakie to niesie, żeby na końcu używać do ogrzewania? To już lepiej by było ten węgiel spalić na miejscu, bez strat energii na każdym etapie przetwarzania. Ale ciągle jest to paliwo kopalne, zwiększające emisję dwutlenku węgla.

2.Ropa lub gaz - podobnie paliwa kopalne, wydobywane ze szkodą dla środowiska (polecam pooglądać sobie, jak wyglądają miejsca wydobycia), przesyłane na ogromne odległości przy wielkich kosztach. Drogie, kłopotliwe i czasem niebezpieczne w użyciu. Niezdrowe dla środowiska, dla nas samych i miejsca, w którym mieszkamy.

3. Centralne ogrzewanie - zależy, czym się pali. Bo można wszystkim, są piece na węgiel, ekogroszek (ta nazwa to wielka ściema, jest produkowany przy użyciu substancji szkodliwych, transportowany itp), nawet trociny. Są tu dwa mankamenty, jednym jest ilość opału, drugim fakt, że trzeba podtrzymywać ogień przez cały czas, bo ten rodzaj ogrzewania ma małą zdolność akumulacji ciepła. Wydajne, dobre piece do CO są uzależnione od elektroniki, która często się psuje, a w przypadku braku prądu zawodzi. Cena też jest niebagatelna, zarówno dobrego pieca, jak i opału do niego. A jak wygląda palenie w kopciuchach, to może się każdy przekonać. I jak śmierdzi oraz zanieczyszcza powietrze.

4. Kominek - jest nieekonomiczny, większość ciepła "idzie w komin", czasem aż 90%. Poza tym również nie kumuluje ciepła i dom wyziębia się natychmiast po zgaśnięciu ognia.

5. Piec - moim zdaniem najlepsza alternatywa. Oczywiście są piece i piece, ale mówmy o takim dobrze zbudowanym, który zbiera i akumuluje większość ciepła. Na wyjściu jest to spory wydatek, chociaż można postawić tradycyjny piec kaflowy lepiony gliną już za 7 - 8 tysięcy. Ja poszłam w luksus z najwyższej półki, ale to osobista decyzja. Piec stawiamy raz na całe życie, więc wydatek nie jest aż tak wielki. Moja kuzynka, która ma centralne ogrzewanie, co kilka lat musi wymieniać piec, a też tani nie jest. Ciągłe awarie zmusiły ich po posiadania 2 pieców, jak jeden się zepsuje, to grzeją się drugim, bo na naprawę trzeba czasem dość długo czekać. Do mego pieca używam wysuszonego drewna drzew liściastych, ogrzewanie zimą kosztuje mnie dwukrotnie ( teraz pewnie czterokrotnie mniej), niż moja matka płaciła za ogrzanie kawalerki w bloku, a oszczędzała na nim, jak mogła. Kawalerka 37 m.kw., a dom 120 m.kw.  Niedługo prawdopodobnie będziemy już całkowicie samowystarczalni, jeśli chodzi o drewno. Nasza plantacja olchy energetycznej rozwija się nad podziw. Co ważniejsze - nie uśmiercamy przy tym drzew, prowadzimy je w formie krzaków i wycinamy najgrubsze pędy.  Krzaki rozrastają się z roku na rok bujniej i asymilują w sezonie z naddatkiem dwutlenek węgla wyrzucony do atmosfery w trakcie spalania, czyli ujemny bilans węglowy.
Drewno jest surowcem odnawialnym, węgiel w nim skumulowany pochodzi z ostatnich lat, a nie z epoki dinozaurów. I owszem, mamy w Polsce dosyć miejsca, żeby hodować drewno opałowe. Wystarczy rozsądnie wykorzystać nieużytki. Ponieważ w nowych piecach potrzeba go niewiele w zamian za wiele godzin równomiernego ciepła. Trzeba jeszcze, żeby palenisko pieca było dostosowane do ekonomicznego spalania i żeby sam delikwent czyli posiadacz pieca, umiał w nim palić. W tradycyjnych piecach palenisko zwykle jest za małe, żeby załadować je na jeden raz i rozpalić od góry, tymczasem w zduństwie nowoczesnym robi się duże paleniska z szybą, mam więc zalety kominka: widok na żywy ogień i zalety pieca: wielką moc akumulacji. Taki piec załadowuje się raz i rozpala od góry. Ilość drewna zależna jest od temperatury, którą chcemy utrzymać w domu. U mnie w tej chwili jest to wiaderko wysezonowanego drewna.
Rozpalanie od góry jest bardzo ważne, bo to, co daje najwięcej ciepła, to gazy wydzielające się z drewna. Przy słaby paleniu i od dołu, idą w komin. Sadza to czysty węgiel, który zostaje zmarnowany, podobnie jak niedokładnie spalone drewno. W palenisku powinna być odpowiednia temperatura (tzw. niebieski płomień), żeby wszystko zostało doszczętnie spalone bez strat. Czyli musi hajcować na całego. Zmniejszanie płomienia wcale nie jest oszczędnością, a brudzi tylko przewody sadzą, która mogła by w innych warunkach dać ciepło.  Prawie całe to ciepło kumulowane jest w przewodach grzewczych, a potem przez wiele godzin (u mnie 12) oddawane równomiernie. Kiedy już wszystko ładnie się wypali, a piec przestanie huczeć jak rakieta, nawet węgle przestaną już się żarzyć, można zamknąć dopływ powietrza,co sprzyja zachowaniu ciepła w masie pieca. Ale nie wcześniej, jak po całkowitym wypaleniu, bo inaczej wydziela się czad. Reasumując: jedno wiaderko dębowych kawałków (odpadki z tartaku) grzeje mi dom przez 12 godzin. Pali się ok. 2-3 godzin, potem działa akumulacja. Kiedy temperatury spadną, pewnie trzeba będzie dawać tego drewna nieco więcej. Popiołu jest zadziwiająco mało. Z komina, po kilkunastu minutach od rozpalenia, lecą tylko czyste gazy, bez pyłu. Widać jedynie drganie powietrza, a nie siwy dym. Żadnych przykrych zapachów, leciutki przyjemny zapach palonego drzewa.

        Wszystko to sprawia, że uważam piece na drewno za doskonałą alternatywę, przyszłościową. Oszczędną i przyjazną środowisku. Oszczędzamy na każdym poziomie: pozyskanie surowca, transport (na ogół drewno pochodzi z najbliższej okolicy lub wręcz z siedliska), brak strat przy przesyłaniu ciepła, brak drogich urządzeń, które mogą się popsuć. Chociaż istnieje alternatywa dla ludzi, którzy nie mogą zostać w domu i czekać, aż się wypali, żeby zamknąć dopływ powietrza. Istnieją elektroniczne sterowniki, które to robią. Same otwierają i zamykają szyber przy rozpalaniu, same zamykają dopływ powietrza w odpowiednim momencie. Właściciel ma tylko załadować piec i rozpalić go zgodnie z zasadami sztuki. Jeśli ktoś nie ma innego wyjścia i ufa elektronice, to może je zamontować.
Dla tych, co nie wiedzą, co to szyber - kiedy rozpalamy piec przy zimnym kominie, dobrze jest na początku skierować ciepło wprost do komina, żeby złapać ciąg. Do tego służy szyber, taka płytka, którą wyciągamy do siebie, a po kilkunastu minutach, kiedy płomień jest już silny, zasuwamy. Ja często rozpalam bez użycia szybra, bo piec jest jeszcze ciepły po poprzednim paleniu i łapie ciąg błyskawicznie.

19 komentarzy:

  1. Super opisane różnice w podejściu do ogrzewania. Tylko zaczyna się jeden problem - gdzie ci dobrzy zdunowie do budowy takiego pieca. Jeszcze nie dopisałaś jednego, że masz przy tym piecu super piekarniki... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom zdunów można znaleźć dość łatwo - skontaktuj się z Cechem Zdunów Polskich, a oni wskażą Ci najbliższego. Istnieją też niezrzeszeni, czasem równie dobrzy, czasem nie bardzo. Wystarczy popytać w okolicy lub na forum lokalnym.

      Usuń
  2. "..piec huczy jak rakieta.." :o! Dżisas, nie zniosłabym tego z nerw, że za chwilę dom stanie w płomieniach :(! przecież tam rozgrzane jest do 1500 stopni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na początku miałam nerwa, przez lata, z obawy podpalenia, robiłam mały, skromny ogieniek. Ale się przyzwyczaiłam i polubiłam. To jest właśnie dobre w tej konstrukcji, że należy grzać krótko a porządnie i wszystko czyściutko spalić. Sama się dziwiłam, po co taka masa szamotu na to idzie, po co te kolektory i rura podwójnie izolowana w kominie, ale teraz daje mi to poczucie bezpieczeństwa. Co prawda do rury to już zdąży oddać ciepło po drodze. A grzeje równiutko i niezbyt mocno bardzo długo i to w najzdrowszy sposób, przez podczerwień.

      Usuń
  3. "W palenisku powinna być odpowiednia temperatura (tzw. niebieski płomień)"

    Plomień powienien być żółty. To jest oznaka wysokiej temperatury. Niebieski jest na koncu spalania i jest oznaką spalającego się tlenku węgla.

    "jedno wiaderko dębowych kawałków (odpadki z tartaku) grzeje mi dom przez 12 godzin."
    Na polskie warunki zazyczaj powinno sie budować piece w cyklu 24godzinnym. Tym bardziej na podlasiu.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 24 godzinny cykl- to na zimę najlepszy, ale oprócz okresu zimowego w naszym klimacie mamy spory czs okresu przejściowego (i wiosną, i jesienią)- kiedy w dzień jest ciepło (czasem bardzo ciepło) a zimno jest od wieczora do rana. Wtedy w okresie przejściowym cykl 24 godzinny jest, krótko mówiąc, kłopotliwy- bo nagrzany piec oddaje nam wciąż ciepło kiedy na zewnątrz jest cieplo i ... trzeba wietrzyć! A straty w opale są nieuzasadnione.
      Cykl 12 godzinny daje nam komfort cieply bo rozpalamy piec wieczorem,kiedy na zewnątrz robi się coraz chlodniej, on nam grzeje przez całą noc a na rano kiedy za oknami słońce mocniej grzeje piec już jest wystygnięty i nie grzeje nam niepotrzebnie.
      W zimowy mroźny czs palimy rano i wieczorem-pewnie i na podlasiu się sprawdzi.

      Usuń
    2. Beata już pięknie odpowiedziała, dlaczego cykl 12 godzinny. Tylko, że u mnie to jest chyba odwrotnie, bo lubię spać w chłodzie. Palę więc rano. Poza tym te 12 godzin to tak mniej więcej, ciepło jest dużo dłużej. Na 24 godzinny wychodziło by o wiele więcej opału i było by mi za gorąco w nocy. Palenie tylko 2 razy dziennie w przypadku mrozów nie jest takie straszne, to chwilka. W porównaniu z tym, co miałam, czyli dokładaniem przez długi czas - sama przyjemność. A nawet na Podlasiu zimy już nie takie...

      Usuń
    3. Ja też z tych co cały rok przy otwartym/uchylonym oknie śpią.
      Krysiu jak długo schodzi od rozpalenia ognia do czasu kiedy piec zaczyna grzać?
      Jak tak o nim opowiadasz to coraz bardziej taki mi się marzy. Grzałby pół domu i może przez ścianę do łazienki.
      Jedno co mnie martwi... to cena- podejrzewam że zaporowa
      Nie musiałabym mieć takich wspaniałych kafli jak u Ciebie ani kuchni ale i tak myślę że to grube tysiące...
      Smuteczek

      Usuń
  4. Dzięki za info o ekogroszku zastanawiałam się nad nim.
    Palimy drewnem i węglem, zaciekawiło mnie to co napisać, że palić od góry. Jak to ułożyć? Spróbowałabym u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwyczajnie, układam drewno "na odwrót", czyli grube na dole, potem mniejsze. Na samym szczycie daję podpałkę i kilka cieniutkich szczapek na niej i podpalam. To działa świetnie, jeśli drewno jest wystarczająco suche. A powinno. W Twoim przypadku, jeśli nie zrezygnujesz z węgla, trzeba go dać na spód.

      Usuń
    2. Znajomi mają stary piec i też palą drewnem i węglem i już od 3 lat palą od góry, kupują węgiel dobrej jakości i w dużych bryłach - w zimie zwykle palą 2 razy czasem coś dorzucając przy wielkich mrozach- palą tak jak Krysia mówi, bryły węgla na dół potem drobniejszy węgiel i dopełniają drewnem - dom dwukondygnacyjny 40 letni ocieplony i wymienione okna. No i grzeją tym także wodę użytkową. Mówią, że przy paleniu od góry, nawet przy węglu, z komina nie widać dymu.

      Ogólnie zamiast nagonki na palenie węglem (za chwilę może drewnem) która jest prowadzona, powinno się prowadzić kampanię społeczną uczącą jak palić od góry. Precież wiadomo, że mnóstwo domów pozostanie przy swoich starych piecach ze względów ekonomicznych a sama zmiana sposobu palenia zakrojona na szeroką skalę przyniosłaby dla nas wszystkich czystrze powietrze zimą - zmiana sposobu palenia naprawdę NIC nie kosztuje i stać na nią każdego.
      Próbuj!
      Opowiadaj znajomym.
      Propaguj.

      Usuń
    3. A czy w kominku czy kozie też palić od góry? Czy to ma sens?

      Usuń
    4. Dzięki wielkie, dzisiaj spróbujemy i ogólnie przetestujemy to palenie od góry. Dam znać czy nam laikom się udało a jak tak, to czy jest jakaś różnica :)

      Usuń
    5. Co do nagonki to dziwi mnie, że takie krzyki są o kominy jak 24 h/dobę płoną rafinerie naftowe i nikomu to nie przeszkadza a jest ich miliony. Z kosmosu wyglądają jak duże miasto na pustyni tak się świecą te punkciki.

      Usuń
  5. My ogrzewamy się kominkiem z płaszczem wodnym, tzn że mamy ciepłe kaloryfery w całym domu i podłogę. Oczywiście wiąże się to z sporą ilością pracy przy drewnie. Jakiś czas temu założyliśmy panele fotowoltaiczne, dzięki temu sami produkujemy prąd na bieżące potrzeby a nadwyżkę przeznaczamy na dogrzewanie piecem elektrycznym podłączonym do centralnego ogrzewania kominkowego. Moim zdaniem jest to rozwiązanie bardzo ekonomiczne ale też ekologiczne. Z instalacji fotowoltaicznej możemy mieć obecnie ok. 6000 kWh rocznie, a chcemy ja powiększyć do 8kW. Ogrzewanie piecem elektrycznym sprawdza się w okresach przejściowych i w razie wyjazdu z domu. Pięć ma sterowanie pogodowe. U nas się to sprawdza. Dodam że obecnie jest dopłata do fotowoltaiki tj. Program mój prąd czyli 5000 zł, pozostałe koszty można odliczyć od podatku w ramach ulgi termomodernizacyjnej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawe. Jak się ma ten sposób do ogrzania domu dwukondygnacyjnego.Można wykorzystać, podpiąć grzejniki? Jaki jest koszt w przybliżeniu chociażby?

    OdpowiedzUsuń
  7. pięknie i ciekawie opisałas o piecu. Można sobie sporo rozjaśnić...

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie od trzech lat mamy piec na pellet i jesteśmy mega zadowoleni. Jest czysto, nie ma popiołu i kurzu jak po węglu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobnie jak Beata w komentarzu wyżej właśnie zakładam panele fotovoltaiczne i przy okazji remontu chcemy zrobić ogrzewanie foliami grzewczymi (teraz mamy co na gaz). Prawie połowa kosztu zwraca się z dotacji i ulgi termomodernizacyjnej, reszta szybko się zwróci dzięki zminimalizowaniu opłat za gaz i prąd. Na chwilę obecną też uważam, że to najbardziej ekonomiczne i ekologiczne rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń