czwartek, 8 września 2016

To już?

      W mocnym, skośnym świetle słońca snują się nitki babiego lata. Ranki są zimne i białe od rosy. Kolory zaczynają ciążyć w kierunku żółci i brązów.  I jest zdziwienie: "Jak to? To już?"
      Przecież na parapecie leżą jeszcze nie do końca wysiane torebki nasion, przecież tylko co odkrywałam ziemię po zimie.... Czuję się, jakby ktoś ukradł mi lato. Szukam we wspomnieniach i nic, jakby go nie było. Tak jakoś szybko minęło.

    Nie wiem, gdzie popełniłam błąd, ale to zniknięte lato daje mi do myślenia. Zagrzebałam się gdzieś w przetworach, w zamknięciu kuchni, w swoim zmęczeniu i pozwoliłam czasowi przemijać niezauważenie. Czuję się znużona codziennymi, powtarzalnymi czynnościami, które zjadają czas. Coraz mniej mam ochoty i cierpliwości na kontakty z ludźmi, bo czuję się nieludzko wręcz zmęczona i dlatego obojętna. Mam dość wszystkich "trzeba", "należy", "muszę"... Najchętniej wyciągnęła bym się wygodnie i nic nie musiała, tylko podziwiała niebo.  I chyba w końcu tak zrobię, w miarę możliwości. I zrobię wielkie odkurzanie w swoim życiu.
    Bo cała ta codzienna krzątanina, ta niekończąca się praca nie ma żadnej wartości i popieleje, jeśli nie nadaje jej sensu miłość. Ta, która najszybciej przychodzi na myśl - do bliskich, do zwierząt. Ale też miłość do życia i do tego miejsca, gdzie żyję, w szczególności. I miłość do siebie samej, nawet do tych bolących pleców i stóp.

    Odnajdę tę miłość, a z nią zachwyt i kolory życia. Nie przetrwonię jesieni.



31 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Raczej przeżuta, wymięta i wypluta, hej! :)

      Usuń
  2. Oj , tak ! Miłość jest najważniejsza! Bez niej wszystko marnieje i nie ma sensu. Trzeba kogoś/coś kochać !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jagoda, dziękuję
    za szczery post, za to że uświadomiłaś mi, że nie tylko ja jestem zmęczona. Już zastanawiałam się czy coś ze mną jest nie tak.

    ps. Pewnego dnia, Ruda wstała. Poszłam zobaczyć, a tam nie było ani jednego jajka ani jednej skorupki.
    Sytuacja z psem spowodowała,że zapomniałam Ci o tym powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, od miesięcy mieszkasz w namiocie, zmieniłaś radykalnie swoje życie, nowe miejsce, zmagania z babcią i jej potomkami, remont, kilkaset słoików przetworów i jeszcze się dziwisz, że jesteś padnięta? Pomalutku, moja droga, pomalutku, bo się wypalisz.

      Usuń
  4. Wyjedź gdzieś Jagodo. To pomaga... Czasem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno by pomogło, tyle, że nie mam takiej możliwości. Mąż wyjechał do Francji, a jak przyjedzie, to pewnie będzie chciał trochę rodzinnego ciepełka i też mnie tak szybko nie puści, a potem to już będzie listopad...

      Usuń
  5. Lepiej bym tego nie oddał. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Wam tak minęło? Ale nie dziwię się Waszemu zmęczeniu - raczej temu, że jeszcze się trzymacie.

      Usuń
  6. Przysiadam, czytam...
    czytam ponownie i stan ten wydaje mi się znajomy
    ... od kilku dni dostrzegam też go dokoła, u bliskich, sąsiadek, znajomych.
    Odkrycie, że to może jakieś pogodowe anomalie otepiają myśli wokoło poprawia mi nastrój.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewna znająca się na gwiazdach znajoma wiąże ten ogólny spadek formy (tak, ona też to ma) z jakimiś specyficznymi układami planet i księżyca. Ktoś inny twierdzi, że wypróbowywana jest na wielką skalę broń psychotroniczna, która ma uczynić społeczeństwo biernym i apatycznym. A ja już sama nie wiem...

      Usuń
  7. Mnie tez szybko przeleciało lato ale to planowane, bo upał mnie spowalnia, rozleniwia i miętoli. Ale już rześkie poranki i wieczory i wraca mi zachwyt i oczarowanie życiem, miejscem i sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ciągle czuję się przygnieciona nawałem pracy i im ten nawał jest większy, tym mniej mi się chce.

      Usuń
  8. Strzeliłaś w samą piętę.
    Tylko, że ja jeszcze stale mam poczucie winy, że nic nie zrobiłam i w dodatku nie leniuchowałam, nie nacieszyłam się groszkiem pachnącym, lawendą, która beztrosko sobie przekwitła a ja NIC ... jakiś totalny marazm i trwanie bez ruchu, bezmyślne, apatyczne niby jestestwo.
    Dałaś porządnego kopa, mobilizuję się i raduję się póki co, jeszcze LATEM.

    Serdecznie pozdrawiam spod kosmicznie rozgwieżdżonego mazurskiego nieba.

    PS. Zauważam i napawam się, a jednak Twój post już działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, skąd bierze się to poczucie winy, a praca z dobrej zabawy staje się mordęgą? To właśnie chcę w sobie naprawić - won wszelkim poczuciom winy! Won zmuszaniu się! Niełatwo...

      Usuń
  9. Mam też takie poczucie jak by lata nie było.Wina to samolubnych ludzi którzy myślą tylko o sobie a o przyszłości dla dzieci swoich nie. Jaki świat im zostawimy my dorośli teraz?. A tyle było planów, tyle do zrobienia najlepiej za dużo nie planować na przód tylko na krótki czas bo my mamy swoje plany a Pan Bóg swoje dla nas. Wrzesień tego roku wydaje się być przynajmniej teraz piękniejszy niż lato. Ładna pogoda a dziś rano pocieszył mnie widok czterech jaszczurek zwinek wygrzewających się w promieniach słońca na kompostowniku. To znak że życie wraca do mojego kawałka ziemi który wcześniej był martwy, ale wpadł w moje ręce i dzięki Tobie Jagódko i Twojej wiedzy życie tu wraca a z nią miłość wszelkiego typu mojej do przyrody, zwierząt i roślin które się nawzajem wspierają i żyją ze sobą razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinio, nie osądzam ludzi i jak najbardziej jestem za tym, żebyśmy byli zdrowymi samolubami, bo wtedy każdy troszczył by się o to, żeby być szczęśliwym i żeby było dobrze, więc nie było by poszkodowanych. Gdyby było więcej takich osób, jak Ty, które cieszą się z przywracania do życia kawałka ziemi, to było by cudownie.

      Usuń
  10. Przygnębienie, bezradność, chaotyczne nieogarnianie rzeczywistości. Takie stany psychiczne związane z latem przeszłym. Pogoda? Klimat? Promieniowanie kosmiczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, co, ale coś jest na rzeczy. Jak napisałam wyżej, niektórzy z moich znajomych napomykają wręcz o użyciu broni psychotronicznej (ultradźwięki wpływające na stan umysłu). Przy dzisiejszej sieci anten komórkowych i innych takich byłoby to dziecinnie proste. Tyle, że ja nie wiem. Być może ten chaos związany jest z tym, że kończy się pewna epoka, a zaczyna inna. jeśli wierzyć specjalistom - lepsza od poprzedniej. A mnie tam zajedno, jestem zmęczona i jakbym brodziła we mgle. No trudno, trzeba to przeżyć i wykorzystać. Dobrze, że myśleć jeszcze mogę w miarę jasno.

      Usuń
  11. Tak było by pięknie.Próbuję uczyć moje dzieci szacunku do przyrody. Zauważyłem że mimowolnie zapamiętują wszystko. Sprawdza się przysłowie "czym skorupka za młodu nasiąka tym później karki przetrąca"
    Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dzieci rzadko słuchają tego, co się do nich mówi, za to zawsze naśladują to, co robimy naprawdę. Widocznie dajesz im dobry przykład.

      Usuń
  12. A jeśli spojrzymy na to wszystko zupełnie inaczej? Jeśli to minęło niezauważalnie wręcz, całe to Lato...może to oznacza tylko, że minęło pięknie i owocnie? Może duszność Lata jest potrzebna, żeby ucieszyć się "nicniemuszeniem" Jesieni? Ja już się jaram Zimą - zakopię się w kocu przed kominkiem i nic nie będę musiała. Już odpuszczam kwiaty w doniczkach....a niech se poschną spektakularnie...jeszcze tylko pomidorki zbiorę i ...Zima będzie. Trzeba odpocząć. :) Cykl się domyka, wszystko ma swój czas i swoje miejsce, aby się tylko nie napinać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lawendowo, to niezupełnie tak... Momenty piękne i owocne pamiętam. Po prostu w tym roku mam tak mało siły, że ogród jest zaniedbany, jak nigdy. Coś tam robię, ale pomału i z trudem. A zimą będę też odpoczywać, tylko taka pogoda, jak ostatnio bywało - szaro, buro i ponuro niezbyt odpowiada memu mężowi. I prawdopodobnie całą zimę będę musiała nim się zajmować i łagodzić jego nudę i rozdrażnienie, bo on nie znosi siedzenia przy ogniu...

      Usuń
  13. Nie tak dawno temu przyszedł do mnie taki czas kiedy zaczęłam mówić , że czegoś nie zrobię bo : " mi się nie chce".Nie znałam takiego stanu do tej pory.Zawsze było tak ,że jak jest coś do zrobienia ( a dla jasności dla mnie zawsze było/jest coś do zrobienia) to robię i już.Bez zastanawiania nad chceniem czy nie chceniem.Ochota była jakby poza całokształtem .A teraz jest pierwsza.
    Ale walczę z tym i wychodzę do wrześniowego ogrodu i pracuję jesiennie z myślą o wiośnie.Co zmienić aby było bardziej bezobsługowo. Znak czasu taki ? Czy po prostu moich przeżytych lat?
    Lawendowo pisze aby się nie napinać.A przecież kiedyś było niemożliwe bez nie napinania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bardzo mądrze zaczyna się u Ciebie dziać. Mamy w sobie takie wdruki, że kobieta musi się poświęcać, pracować do upadłego, nic dla siebie... Strasznie szkodliwe wdruki. Dobrze, że pomalutku się ich pozbywamy.

      Usuń
  14. Gdy ja czuję się przytłoczona nadmiarem pracy to robię eliminację - każde działanie biorę pod lupę czy to konieczne, czy to muszę robić ja, czy można prościej. Okazuje się, że wiele rzeczy ktore robiłam nie były konieczne. A odnośnie zapuszczonego ogrodu - też miałam z tego powodu poczucie winy, że się wyróżnia swoim zapuszczeniem na tle pól obok. A potem spojrzałam na niego inaczej - to właśnie dzięki temu zapuszczeniu bażanty mogły sobie swobodnie żyć na moim gruncie, sarny schować się przed ludzkim wzrokiem, wszelka przyroda odżyła w swojej pierwotnej postaci, wieczorne bzykanie świerszczy czy innych owadów to były prawdziwe koncerty, których słuchałam jak zaczarowana. Teraz już nie istnieje dla mnie takie coś jak zapuszczony ogród - jest albo ogród gdzie ingeruje człowiek albo gdzie nie ingeruje i tyle. Preferuję te ogrody gdzie ta ingerencja jest niewielka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwio, mnie chodzi o ogród warzywny, który musi mieć pewne minimum pielęgnacji, aby wydać plony. Cały ten blog jest o tym, jak eliminuję rzeczy niekonieczne oraz próbuję robić to jak najbardziej w zgodzie z naturą, ale natura warzyw jest taka, że przegrywają z dzikimi roślinami. więc wybór jest jeden: albo dążę do tego, żeby wyżywić się w jak największym stopniu własnymi, zdrowymi plonami (co zakłada też przetwarzanie ich na zimę), albo oddaję ogród naturze, ale chodzę głodna lub chora na syfie z biedry.

      Usuń
    2. Prawdę powiedziawszy nie miałam na myśli warzywnika, bo wiadomo, że on wymaga pielęgnacji. Ale nawet warzywnik nie musi być nieskazitelny, równo w rządkach, bez jednego chwaścika, nie daj Boże mniszka w sadzie. Wiem, wiem, że Ciebie to nie dotyczy, bo jak sama powiedziałaś cały ten blog jest o tym jak najmniej się narobić w ogrodzie. Ale jak widzę na zdjęciach u ludzi tą gołą ziemię w warzywnikach, tą walkę chemiczną ze wszystkim co nie wpisuje się w idealny obraz uporządkowanego ogrodu, to mi po prostu szkoda tej naszej pięknej ziemi polskiej. Nie wiem ile jeszcze trucizny wytrzyma nasza ziemia zanim stanie się martwa tak jak to opisywałaś o sytuacji we Francji.

      Usuń