piątek, 15 lipca 2016

Hodowanie gleby

              Ogrodnicy permakulturowi wszystkich krajów i opcji są zgodni w tym, że aby mieć piękny i wydajny ogród trzeba najpierw i przede wszystkim hodować glebę. Gleba to podstawa, bez której nic się nie uda. Niektórzy próbują zastępować hodowanie gleby intensywnym pompowaniem nawozów sztucznych i rozmaitych -idów, ale już teraz widać, że taka droga prowadzi donikąd, na dodatek jest kosztowna i bez perspektyw. A rezultatem są warzywa może i ładne, ale prawie pozbawione smaku, zapachu i substancji odżywczych.
               Jak więc hodować glebę? A bardzo prosto - dostarczając jej substancji organicznych w dużych ilościach. Na ogół gleba sama zajmie się ich rozłożeniem i zamianą na żyzną ziemię ogrodową. Jeśli jesteśmy w tak rozpaczliwej sytuacji, że nasza ziemia jest martwa lub bardzo chora i nie ma w niej wystarczającej ilości mikroorganizmów i dżdżownic, żeby rozłożyć dostarczony materiał, to mały zastrzyk dobrej ziemi ogrodowej od zaprzyjaźnionego ogrodnika lub rolnika organicznego wystarczy, żeby je rozmnożyć. Nawet można samemu znaleźć taką ziemię gdzieś na nieużytkach wolnych od chemii i dodać do stosów materii organicznej w naszym ogrodzie. Na szczęście tak rozpaczliwa sytuacja jest rzadka w naszym kraju.
                Aby założyć ogródek lub nową grządkę bez wielkich kosztów i nakładów pracy wystarczy przykryć wybrany kawałek ugoru bardzo grubą warstwą np. słomy, siana, resztek roślinnych i gnoju. Uwaga: jeśli chcemy wydusić obecną tam trawę, warstwa musi być naprawdę gruba. Można dać pod spód kartony, ale bez nich też da się radę. Widzę jakąś fetyszyzację tych kartonów u początkujących ogrodników, tymczasem jest to tylko środek pomocniczy. Dzięki nim warstwa siano-słoma-gnój-resztki roślinne może być nieco cieńsza i tyle. Ja dwa lata temu ułożyłam wprost na trawie kostki słomy, przykryłam je obficie gnojem i podlewałam. W pierwszym roku plony były takie sobie, za mało rozłożone było to wszystko. W tym roku posadzone rośliny aż biją rekordy zdrowotności i wielkości. A trawa zniknęła.
                Inna opcja to słynne wały, z wkładem z drewna lub bez. W każdym wydaniu są wspaniałe i zapewniają wspaniały plon, jeśli tylko są odpowiednio nawadniane (bo mają tendencję do szybszego wysychania).
              Jeśli chcemy byś must de must, czyli super dobrzy, to będziemy zwracać uwagę na to, jaką mamy glebę. Gleba gliniasta jest bardzo dobrą podstawą, bo materia organiczna + glina formuje cudowny kompleks argilo-humiczny, na którym wszystko rośnie. Jeśli mamy natomiast szczery piasek, to dobrze dodać do naszych wałów trochę gliny. Czy to w postaci skorup (np. gliniane doniczki, cegła niepalona itp), czy to w postaci sproszkowanej. Można też wtedy wykopać płytkie rowy, do których dajemy dopiero nasz "nabój", czyli drewno, materię organiczną, glinę itp. Zapobiegnie to zbyt szybkiemu przesuszaniu.
 
          Jeśli zostaje mi jakiś kawałek nieużytku w ogrodzie, to gromadzę tam wszystkie wyrwane chwasty, słomę z kurzeńcem z kurnika, odpadki, obierki i nać. Pod koniec sezonu trochę formuję taką grządkę i przykrywam ją liśćmi, sianem lub kompostem. Wyhodowałam tak już wiele metrów kwadratowych wspaniałej gleby.

       Oprócz tego warto też jest mieć kompost. U nas jest taki najprostszy - dżdżownicowy. Nie trzeba przerabiać pryzmy, dbać o parametry itp.  wystarczy sukcesywnie gromadzić wszystkie odpadki organiczne na stosie, dorzucając coraz to nowe. Gdy osiągnie pożądaną wysokość, zostawia się go w spokoju (ewentualnie można przykryć), a tuż obok formuje się nowy. Dżdżownice kompostowe (czasem zwane kalifornijskimi, ale zapewniam Was, że Kalifornii to one na oczy nie widziały) pracują od dołu do góry, czyli takie sukcesywne dokładanie nowego papu bardzo im pasuje. A kiedy skończą robotę, to szukają obok. A my mamy stos, który zmniejszył się do 1/3, ale za to wspaniałej, żyznej próchnicy.

      Jak widzicie hodowanie gleby nie jest trudne, ale daje wspaniałe rezultaty. Dodatkiem jest też przykrywanie gleby, żeby dostarczać ciągle nowych elementów, ale o tym w następnym poście.
  

15 komentarzy:

  1. Zastosowałam Twoje rady 2 lata temu i wykonałam przekładańca. W 1 roku dyniowate, teraz bób i ziemniaki. Trzeba przyznać, że takich roślin w życiu jeszcze nie widziałam. Wielkie, zdrowe, zielone... Jakie będą plony - zobaczymy. No i przekopywać nie trzeba. To lubię. W tym roku kolej na następny wał. Dżdżownice też mamy. Robią swoją robotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty i bez moich rad miałaś porządny ogród i fajne plony... Ale cieszę się, że to się na coś Ci przydało.

      Usuń
  2. U mnie ściółkowanie bardzo dobrze działa.
    Niestety jest też efekt uboczny (o czym warto pamiętać, jeśli się mieszka na terenach wiejskich), wzrost populacji nornic. Gruba warstwa słomy, liści i wały bardzo im się podobają. Aż roi się w nich od korytarzy gryzoni! Niestety kotom (przynajmniej moim) słabo idzie wyłapywanie nornic, a innych naturalnych wrogów nornic u siebie nie zauważyłem. Dlatego straty w ogrodzie są relatywnie duże - corocznie kilka (niekiedy już dużych - kilkuletnich) drzewek i krzewów, niezliczone ilości dalii, mieczyków, tulipanów... U mnie, po 5 latach gospodarowania bez chemii i trucizn, w przyrodzie może i byłoby widać równowagę, gdyby nie nornice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na nornice, a raczej karczowniki, nie ścółkujemy trawa i słomą w ogrodzie (jedynie przekompostowanym nawozem owczym w niewielkiej ilości), nie tworzymy wałów, nie mamy ceglanych czy kamiennych scieżek (pod którymi też się chronią). Koty muszą mieć kontrole i widzieć "ruszajacą się ziemię", dlatego czyste, zwykłe grządki sprawdzają się wybornie u nas. Wszystko rośnie sobie i tak zdrowo i bujnie, a nornice jakby w odwrocie. Każdy ogród żyje swoim życiem, trzeba się go nauczyć, poznać modus vivendi i operandi wszystkich mieszkańców i zaakceptować pewne reguły "współżycia". Odkąd to akceptuję i troche bardziej "czyszczę" ogród, koty lepiej "pracują" i nornice się wola nie ujawniać. A było tak, jak u Ciebie. Mnóstwo strat i mało radości. Może spróbuj nie ściółkować. Nic nie tracisz. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję za podpowiedź ! :)

      Usuń
    3. Z tymi nornicami to różnie bywa. U mnie był zmasowany atak ZANIM zaczęłam ściółkować, a teraz ciut ich jest, ale niewiele. Oprócz szkodzenia korzeniom, wyżerają larwy chrabąszczy, drutowce i turkucie, więc mają jakieś tam zasługi... A nie lubią czosnku, czarnego bzu, paproci, mięty i innych ziółek. Uciekają od tego. Tyle jeszcze muszą mieć gdzie uciekać, bo wiadomo - głód wszelki wstręt przezwycięża.

      Usuń
  3. Bardzo mnie pocieszyłaś z ta gliniastą ziemią :) U mnie właśnie jest glina, dodatkowo równając działkę zdarliśmy jakieś pół metra żyznej ziemi z wierzchu i została taka martwica... Trochę się to już odradza powoli ale trawa nawet nie chciała rosnąć. W tym roku odkryłam cudowne właściwości kupy królika, czyli nawozu od królików i teraz rośnie mi wszystko jak na drożdżach :) Kompościk muszę wg Twojej rady zostawić teraz w spokoju i poczekać na robotę dżdżownic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wszelkimi kupami uważać trzeba - łatwo przeazotować. Nadmiar azotu daje toksyczne azotyny i azotany, mimo, że rośliny są duże i rozbuchane, to nie są zbyt zdrowe.

      Usuń
  4. Bardzo się cieszę, że o tym napisałaś. Chłonę taką wiedzę i staram się czerpać z Twojego doświadczenia jak najwięcej. U mnie jest gleba piaszczysta, więc zbieram z pola krowie placki i będę podlewać roztworem z nich. Ponadto zakupiliśmy wywrotkę podłoża z domieszką gliny i mieszam wszędzie tam, gdzie coś sadzę. Wiem, że potrzeba czasu, więc jestem cierpliwa. Teraz zastosuję w nowym miejscu to , o czym piszesz. Pozdrawiam i dziękuję :))

    OdpowiedzUsuń
  5. W lecie mam kuchnię polową pod chmurką i mam pytanie. Czy wodę ze zmywania można wlewać na kompostownik? Bo tam troszkę tłuszczu i odrobina ludwika. Narazie wlewam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłuszczu trochę może być, ale ten Ludwik...

      Usuń
  6. Czy byłaby opcja pokazania 'obrazkowo' jak takie porządne wały zrobić? Czeka nas zakładanie ogródka na działce, która od lat był nieużywana. Jest obficie porośnięta trawą i ogólnie wszelkim zielskiem, miejscami mchem.
    Jakie miejsce najlepiej wybierać na niewielki ogródek warzywny? Jesteśmy mieszczuchami, które miały niewielki kontakt z jakimkolwiek hodowaniem sobie jedzenia więc to wszystko dla nas czarna magia. A teraz planujemy wyprowadzkę na wieś i będzie kilkanaście arów do zagospodarowania.

    OdpowiedzUsuń