niedziela, 5 października 2014

Zrzędzę

       Czasem zaglądam na fejsbooka i od pewnego czasu jestem wk..wiona coraz bardziej. Dlaczego? Przeraża mnie morze głupoty i niewiedzy oraz dopasowywanie wszystkiego do założeń przyjętych z góry przez niektórych. Ludzie tak daleko odeszli od natury, że to, co naturalne, wydaje się im złowrogie. I nie chodzi tu prostych ludzi, manipulowanych przez media, ale tzw. "świadomych", walczących z manipulacjami genetycznymi, chemią w jedzeniu itp. Tymczasem ich ignorancja czasem jest gorzej, niż żenująca.
       Przykład pierwszy: jak bumerang powraca zdjęcie pomidorka, z którego wyrastają zielone kiełki. Z zaznaczeniem, że przez miesiąc leżał na parapecie. Komentarze oburzone, że czym to nas karmią, jaki skandal itp. Prostujemy czasem z Ewą z Kresowej, ale ile można? Otóż, moi drodzy: pomidor jest owocem i zawiera nasiona. Jeśli jest dojrzały, to zaczyna się rozkładać, zapewniając tym nasionom potrzebną wilgoć i odżywkę. Bo owoce służą w naturze do tego, nie są dla nas, tylko dla nasion. To, że my z nich korzystamy, to skutek uboczny. Leżący przez miesiąc na parapecie, w cieple i na słoneczku, pomidor, zaczął zupełnie naturalnie kiełkować. A to znaczy tyle, że: był dojrzały, nasiona mają dużą siłę życiową, nie był manipulowany. I tyle. ci, co się oburzają, nigdy prawdopodobnie nie widzieli kiełkujących pomidorków, ale wypowiadają się autorytarnie.

    Przykład drugi: pewna osoba za nic w świecie nie chciała jeść owoców maliny "Polana", dojrzewających pod koniec lata. Jeszcze mi się dostało, że takie "świństwo modyfikowane" hoduję. Na próżno tłumaczyłam, że to selekcja naturalna, rozmnażanie i krzyżowanie. Tak, moi drodzy, większość nowych odmian (Polana wcale nie jest z resztą taka nowa) jest ciągle hodowana przez naturalną selekcję i krzyżowanie, jak to było od tysiącleci.  GMO jest paskudztwem, ale wcale nie jest takie powszechne.

    Przykład trzeci: niektórzy twierdzą, że prawie wszystkie ziemniaki są GMO. Znowu ręce opadają. Owszem, istnieją takie odmiany, ale u nas bardzo rzadkie i drogie. Są one odporne na pestycydy. Reszta jest wyhodowana w sposób naturalny. Manipulacje genetyczne przeprowadzane są przez wielkie koncerny, które zazdrośnie strzegą swoich technologii. W polskich stacjach doświadczalnych przeprowadzano normalne zabiegi krzyżowania i selekcji. Wszystkie kartofle polskich odmian są najzupełniej naturalne i dobre do jedzenia, o ile wyhodowane w naturalnych warunkach.

    Więcej przykładów nie będę przytaczać, bo nie chcę się denerwować. Jest tylko jedno, co przychodzi mi na myśl: jeśli chcemy się wypowiadać w jakimś temacie, to dobrze jest poznać, o co tak właściwie chodzi. Poczytać trochę, pomyśleć. A naturę obserwować. Bo można inaczej się ośmieszyć.
       Teraz powiem o różnicy między F1 i GMO. F1 to naturalna krzyżówka między dwoma gatunkami, ale nie ustabilizowana. To znaczy, że nasiona wydane przez te rośliny albo są sterylne, albo dają potomstwo nie podobne do rodziców. Coś jak muł, który jest naturalną krzyżówką konia i osła, ale sam jest sterylny. Nie podoba mi się ta praktyka, bo uzależnia nas od producentów nasion, nie pozwalając zbierać własnych. Natomiast rośliny F1 nie są genetycznie zmieniane, można je spokojnie jeść.
       GMO to organizm (roślina lub zwierzę), któremu wstawiono geny zupełnie innego organizmu, manipulując w laboratorium materiałem genetycznym w jądrze komórki. Mogą się one rozmnażać i krzyżować z innymi roślinami pokrewnymi, co jest diabelstwem, bo rośliny GMO są opatentowane. Jeśli jakiś biedny rolnik ma pole niedaleko upraw GMO, to jego rośliny mogą się pokrzyżować. Jeśli wysieje własne nasiona, to, sam o tym nie wiedząc, może hodować te modyfikowane mutanty. A wtedy zjawiają się inspektorzy, kontrolują i dowalają mu taki mandat, że tylko się powiesić. Nie mówiąc o tym, że bezwiednie rozprowadza żywność modyfikowaną o nieprzewidzianych skutkach na nasz organizm.
     To tyle zrzędzenia na dzisiaj. Dużo mądrości Wam życzę.
      

7 komentarzy:

  1. Nie denerwuj się, świata nie zbawisz. Ludzie już dawno utracili instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsądek, poddając się całkowitej manipulacji i niemocie. Zawierzyli lekarzom, którzy to z kolei zawierzyli koncernom farmaceutycznym - i trują się z byle powodu - nie radzą sobie nawet ze zwykłym przeziębieniem. A wszystko to z jednego powodu - z lenistwa!!!! Teraz ludzie są wygodni. Mieszkam na wsi, a w mojej "wsi" tylko dwóch rolników. Reszta wyprzedała ziemię takim jak ja, twierdząc, że nic się nie opłaca, nawet kawałek własnego, ekologicznego ogródka. Teraz biegają do biedronki, wpieprzają byle co a potem szukają cudownej tabletki na swoje dolegliwości, a ponieważ takiej nie ma, połykają kolejne. I narzekają. Opowiadają bzdury, bo wiedzą lepiej. Bo nic nie dociera. I krytykują wszystko i wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maminko, podpisuję się pod Twoim komentarzem. Tak myślę w 100% i ja. I obserwuję to samo od dawna. Pozdrawiam Was Dziewczyny serdecznie.

      Usuń
  2. Maminko, ci, o których piszę, to nie są ludzie ze wsi. ci u nas mają jeszcze sporo zdrowego rozsądku. Ci, o których pisze, to ludzie wręcz maniakalnie dbający o zdrową żywność i wszędzie upatrujący jej zanieczyszczeń. Przeciwnicy GMO i wszelkich sztuczności, tyle, że nie potrafią odróżnić naturalnego od sztucznego i czasem wychodzą im dziwaczne rzeczy. Naturalny proces kiełkowania pomidora jest im obcy, a zachwalają mączkę kukurydzianą (mocno zanieczyszczoną własnie GMO) oraz masło kokosowe ze skandalicznych niewolniczych plantacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gadanie w kółko o GMO zrobiło się modne. Tymczasem o wiele gorsze, bo częstsze, są pestycydy i to one szkodzą bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nikt - z małymi wyjątkami - dokładnie nie wie, co to takiego to GMO... więc na wszelki wypadek boją się wszystkiego, czego nie rozumieją albo nie znają. A jak to dobrze mieć jakiegoś słusznego wroga!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, widzie, że nie tylko mi się zbiera złość na tą dezinformację. Najgorsze, że w tym wszystkim wiodą prym fanpage różnych organizacji społecznych czy portale z ciekawostkami i inne mocno opiniotwórcze miejsca. Jak może nie być komuś wstyd publicznie pokazywać pseudonaukowe zlepki zasłyszanych plotek, źle zinterpretowanych faktów ze szczyptą "czegoś" od siebie, a to wszystko nie mające nic wspólnego z prawdą? No dobra, mamy wolność słowa, można sobie pisać co się chce, ale to już zupełny brak odpowiedzialności i pomnażanie swoje głupoty w chłonnych nowości mózgach ludzi ze słabą dociekliwością, bez woli drążenia.
    Taką piękną ikoną mitu zwierzęcego GMO jest bydło rasy belgijskiej błękitnej. Ludziom się wydaje, ze to jakieś czary mary czy inne laboratoryjne SF, a to pomysł, selekcja i systematyczna praca wielu pokoleń ;)
    Ja chyba bardziej niż samego GMO (choć w niektórych aspektach bardzo strasznego) bardziej boje się towarzyszących im pestycydom.

    OdpowiedzUsuń