Przez bardzo długi czas zniknęłam z bloga. W zasadzie jest jedno wytłumaczenie: wstyd. Ponieważ przez lata pokazywałam to, co robimy. Omawiałam, komentowałam. Wszystko było wyrazem naszego poszukiwania samowystarczalności.
Niestety, życie mnie zaskoczyło. Choroba kręgosłupa dała się we znaki i miałam coraz mniej siły i możliwości pracowania w ogrodzie. Dołączytł się niedowład nóg, rezultat zwyrodnienia kręgosłupa. No i tak się zrobiło, że nie miałam siły pracować w ogrodzie. A stąd wstyd, bo nie miałam co Wam pokazać. Bo zarośnięty ogród nie jest pokazywalny.
Wreszcie przyszło apogeum tej słabości: rozległy zawał serca rok temu. Wróciłam z drugiej strony tęczy i wszystko stało się jakoś inne. Z tym zawałem to była dziwna sprawa: przez lata przyzwyczaiłam się, że nic mi nie jest. Nawet jeśli chodziłam do lekarza, to okazywało się, że nic mi nie jest... Chociaż teraz widzę, że ze strony niektórych było to olewajstwo. Więc kiedy zaczęłam mieć bóle, to przypisałam to czemuś, co zalega w żołądku. Tym bardziej, że wcześniej miewałam podobne objawy, które mijały po mocnych wymiotach. Dlaczego zlekceważyłam drętwienie lewej ręki, nie umiem wyjaśnić. Może dlatego, że pod wpływem masażu ustępowało?
Miałam wystąpić na Kongresie Naturalnym Online i do tego się przygotowywałam. Więc chodziłam z tym bólem przez 4 dni. Kiedy wspomniałam o tym na wstępie do Kongresu, żeby poprosić o nie przedłużanie wystąpienia, zaalarmowało to organizatorów. Nie wiem, czy jest tam jakiś lekarz czy pielęgniarka, ale jestem im niewymownie wdzięczna. W czasie, kiedy ja gadałam resztką sił, nawiązali kontakt z moją córką, która też dołączyła do obserwujących. Córka zadzwoniła do mego męża, otrzymała potwierdzenie i zaalarmowała moją stryjeczną siostrę z pobliskiego miasteczka. Siostra zjawiła się swoim czerwonym samochodzikiem i dosłownie porwała mnie na SOR. Mając złe doświadczenia i złe referencje o SOR-ach w Augustowie i Suwałkach, broniłam się rękami i nogami. Ale byłam tak słaba, że nie dałam rady. Jagoda zabrała mnie na SOR w małym miasteczku w sąsiedztwie. Tam jest niewielki szpital. No i wiecie co? Jeśli macie problemy, to szukajcie SOR-ów w małych miasteczkach. Po pierwsze byliśmy 3 ew kolejce, zamiast czekać po 7-8 godzin - czekaliśmy ok. 45 minut. Po drugie - na dyżur przyjechał lekarz z Białegostoku, co w naszych stronach jest oznaką prestiżu i kompetencji. Córka nie mogła przybyć, bo mieszka w Pradze. Przyjechała kilka dni później.
Całs zprawa wygladała dość ciekawie. Byłyśmy w korytarzu, wymieniając plotki i możliwości i nagle zrobił się ruch i położono mnie na leżance, wkłuto kroplówkę i oznajmino, że mam rozległy zawał i że karetka jest w drodze. Odesłałam siostrę do domu i poszłam do karetki. Problem był w ym, że chciało mi się mocno sikać. Na szczęście karetka też była z pobliskiego miasteczka i ludzie dość współczujący. Jechaliśmy więc na sygnale, ale kiedy zgłosiłam problem, zatrzymaliśmy się w lesie, panowie na lewo, a panie na prawo. Potem kontynuowaliśmy na sygnale aż do Augustowa. Miałam szczęscie. Dyżur akurat miała
Cieszę się niezmiernie!!!
OdpowiedzUsuńŻe wróciłaś do świata żywych, to przede wszystkim, oraz że zachciało Ci się wrócić do bloga.
Całuski z południowego zachodu poleciały w Twoją stronę.
Wiesz, długo nie miałam na nic siły, nawet na długo przed zawałem. Leciałam na oparach i ledwie mi starczyło na codzienne zwleczenie się z łóżka.
UsuńBardzo się cieszę . Zawsze chętnie czytałam Twoje wpisy Gorzka Jagodo🫠. Rozległy zawał 7 lat temu przeszedł mój tato, który też chodził słaby, pokasływał. Myśleliśmy, że się przeziębił. A tu ciężki zawał. Życzę dużo zdrówka
OdpowiedzUsuńZa Tobą droga przez mękę. Ale pomału, pomału i do przodu. Jeszcze w zielone gramy. I to najważniejsze, że głowa działa ! I że okłady z kotów możesz mieć kazdej nocy ( a to niesamowite, że one czują, wiedzą, gdzie sie ułozyć trzeba, żeby pomóc człowiekowi, niesamowite, ale wierzę w to.).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie!
Cudownie, że jesteś i że wszystko tak dobrze się zakończyło. Ja wierzę w koty. One zawsze kładą się tam, gdzie coś szwankuje. A rozgrzanie mogło być pomocne, chociażby jako wsparcie do leków. Nie kładły Ci się wcześniej na sercu? Ja mam chorą nogę i najczęściej kładą się na niej. Uściski ślę i wiele, wiele zdrowia :D
OdpowiedzUsuńWspaniale, że znalazł się wokół Ciebie łańcuszek ludzi uważnych i reagujących! Dobrze, że wracasz do dzielenia się wiedzą, tym cenniejszą, że potwierdzoną wieloletnią praktyką. Z ciekawością czekam na Twoje posty, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńBrakowało Twoich mądrych postów, jesteś, to najważniejsze; pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPo prostu ogromne całusy.
OdpowiedzUsuńKrystyno, te Twoje objawy przedzawałowe chyba nietypowe ale najważniejsze, że wróciłaś do bloga. Może wolontariusze pomogą na działce. Doświadczenia nikt Ci nie zabierze więc się z nami nim dziel. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńKochana Krystyno! Jak dobrze ze jesteś! Jak dobrze że podczas tego kongresu zorientowali się że coś jest nie tak i wszystko się poukładało tak jak miało być. Nie mam watpliwości że przekochane kićki rozpuścily skrzepy z wdzieczności do Ciebie. A ogród no cóż teraz żyje swoim życiem, to co zaczęłaś jest kontynuowane troszkę inaczej. Wracaj do pełnego zdrowia, jeszcze sporo luda musisz nauczyć miłości do ziemi. Z miłością... Kasia
OdpowiedzUsuńAle się cieszę, że jesteś ! Cały czas miałam na pasku ulubionych skrót do twojego bloga. Dziś kliknęłam i zobaczyłam listopadowy wpis. Czekamy na dalsze. Zdrowia jak najlepszego !
OdpowiedzUsuń