Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 grudnia 2016

Ai, ai, ai aioli

       Zrobiłam dzisiaj słoiczek aioli z naszego czosnku, tego, który aromatem zabija muchy w locie. Od dzieciństwa lubię czosnek i często go podjadałam, czym ściągałam na siebie gromy całej rodziny, która uznawała go tylko w kiełbasie, oraz przezwisko śmierdziucha. dla mnie czosnek pachnie wręcz niebiańsko, co prawda taki świeży, a nie wydychany. Bo to jest niesamowicie rodzinne warzywo - jeśli wszyscy jedzą go zespół wespół to nikt potem nie czuje nieprzyjemnego zapachu, za to jeśli ktoś nie je, to cóż.... cierpieć musi.
      A moja matka zmieniła swoje upodobania i bardzo teraz czosnek lubi. Może dlatego, że cierpi na wysokie ciśnienie i jej organizm mądrze domaga się tego, co mu pomaga? Bo czosnek ma niesamowite właściwości lecznicze. Powtórzę za dr.Różańskim:

niedziela, 25 października 2015

Co mi się udało

      Dobra, dobra, nie będę już płakać odnośnie suszy, która mnie dobiła. A mogło być tak pięknie... Bo bardzo pięknie się zaczęło, nawet chłodny i pochmurny lipiec nie mógł zepsuć bujnego życia.

Tak wyglądał warzywnik na początku lipca. Ziemniaki, chrzan i bób to dobre sąsiedztwo.

 Chronią się nawzajem przed chorobami, pomagają we wzroście.

  Bób ma przepięknie pachnące kwiaty. Ten delikatny zapach wprost nie pasuje do ciężkawej rośliny. Ma wspaniałe właściwości odżywcze, a my zjadamy go jeszcze w stanie zieloniutkich, młodych ziaren. Najlepszy jest wprost z grządki, można też go obrać ze skórki i jeść z chlebem z masłem lub wędliną.
Oczywiście trzeba go obrać ze skórki. Taki chrupiący i soczysty, maczany w soli, jest nawet lepszy od rzodkiewki.
Kiedy zaczyna bieleć, nadaje się raczej do gotowania, ale u nas rzadko dochodzi do tej fazy.
Po owocowaniu zostawiam rośliny, bo często wypuszczają młode pędy i pod koniec lata wydają drugi plon. W tym roku też tak było.

Obok zdjęcie, które pokazuje wysokość bobowych pędów. 1,70 metra, jak obszył.

To zdjęcie zrobiłam pod koniec sierpnia, widać już oznaki suszy, mimo, że tę część ogrodu trochę podlewałam.




Bardzo ładnie udał się groszek cukrowy, rozpięty na siatce. Zanim susza go dobiła, udało się nam zebrać niezłe plony. Strąki były zdrowe, bardzo mało robaczywych. Zawsze sieję przynajmniej dwie odmiany - wczesną i późną, żeby rozciągnąć zbiór w czasie.

Fasoli podobało się na ustrojstwie z koła rowerowego, wspinała się wysoko i kwitła oraz owocowała, jak szalona. Strąki były takie:
Żeby nie było, że tylko strączkowe mi się udały - poniżej buraczki i kapusta, której mieliśmy w nadmiarze. Buraczki rosną na starych wałach, bo nie przepadają za nierozłożoną materią organiczną. Udają się też w średniej jakości glebie.
Kapusty mieliśmy w nadmiarze, bo sama wysiałam w tunelu nasiona i jak zwykle w taki przypadku sadzonek było za dużo. Dawałam każdemu, kto chciał i nie chciał, ale i tak utonęłam w kapuście. Narobiłam kiszonej, a z tych mniej udanych główek owce mają uciechę.
Kapusta rośnie świetnie na dole świeżych wałów, posadzona "na stoku". Ocienia go swymi liśćmi i korzysta z soków bogatych w substancje odżywcze. U siebie nigdy nie miałam chorób kapusty, jedynym utrapieniem są małe pomrowy i dżdżownice wkręcające się w dół główek. Nawet bielinki nie są zbyt szkodliwe, bo uszkadzają tylko zewnętrzne liście i są dość szybko wyjadane prze ptaki.
     Nie zdążyłam sfotografować kalafiorów i brokułów, a były piękne i smaczne. Uprawia się je podobnie, jak kapustę.
     Po ścięciu zarówno główki wczesnej kapusty, jak kalafiora, zostawiam dolne liście i całą roślinę. Prawie zawsze wydaje powtórny plon. Kapusta - miniaturowe, ale zwarte i smaczne główki, kalafior nawet całkiem pokaźne róże.
Pomidorowej dżungli nie muszę przedstawiać. Była smakowita i malownicza, jedliśmy, aż nam się uszy trzęsły i mam sporo słoiczków na zimę.


UWAGA! KTO JESZCZE NIE POSADZIŁ CZOSNKU ZIMOWEGO, TO OSTATNI MOMENT, ŻEBY TO ZROBIĆ!  PODOBNIE, JAK MOŻNA WYSIAĆ JESZCZE SZPINAK I SAŁATĘ NA WIOSENNY ZBIÓR.








sobota, 11 stycznia 2014

Cykoria sałatowa

        Niedawno kupowałam Paczkę cykorii sałatowej w małym sklepiku i sprzedawca zwrócił mi uwagę na cenę, zdziwiony, że tak drogie warzywo kupuję. W tej chwili nie musimy już kupować, żeby zajadać się smakowitymi sałatkami i zapiekankami z delikatnej cykorii, bo nasza mini-plantacja zaczęła wydawać plony i to jakie! Główki są dwukrotnie większe od kupnych.


Tak wygląda cykoria kupna.
Miło jest mieć zimą własne warzywko, a wyhodowanie go wcale nie jest trudne.
     Wiosną, w żyznej ziemi należy wysiać nasionka cykorii sałatowej, dość rzadko, bo korzenie bywają grube, jak marchewki. Rośnie ona sobie przez całe lato, dając bujne liście podobne trochę do szpinaku. Wysiewać najlepiej jest w dzień korzenia, można też w dzień liścia, ale należy wystrzegać się dni kwiatów i owoców, bo te krzaczki, które zakwitną, nie nadają się do pędzenia.
    Liście można dodawać do sałatek, ale mało kto to robi ze względu na gorzki smak.
    Późną jesienią wykopujemy korzenie. Przycinamy je - u góry pod kątem prostym, u dołu skośnie, następnie sadzimy w kilku pojemnikach. Najczęściej w wiadrach lub ogromnych donicach. W dobrej ziemi kompostowej.
     Przykrywamy te pojemniki i stawiamy w zimnym miejscu, w naszym przypadku w zimnej piwnicy lub w hangarze, o ile nie ma zbyt wielkich mrozów. Jeden z nich zabieramy do domu, do chłodnego, nieogrzewanego pomieszczenia, w którym jednak temperatura jest zwykle powyżej 7 stopni. W takiej chłodnej temperaturze, przy odpowiednim podlewaniu, zaczynają wyrastać głąbiki.
      Oczywiście wiadro musi być bezwzględnie przykryte lub stać w zupełnie ciemnym pomieszczeni (jeśli używa się np. piwnicy). My po prostu przykrywamy drugim wiadrem.
       I to wszystko - po paru tygodniach głąbiki są dobre do zbiorów. Kolejne wiadra donosimy później, żeby jak najdłużej zbierać smakowite warzywko. W tym roku jest z tym trochę problemu, bo nawet te zostawione na zewnątrz zaczęły rosnąć, tak jest ciepło.

 Przepis na zapiekankę:
                    Cykorie przekroić wzdłuż, wykroić piętki. Wrzucić do osolonego wrzątku i chwilę podgotować. Odcedzić. Brytfankę wysmarować olejem lub masłem, wyłożyć głąbiki. Można też na dno dać inne warzywa lub puree z ziemniaków. Posypać ulubionymi przyprawami, w tym koniecznie odrobiną czosnku, ostrą papryczką i dość grubo startym żółtym serem. Zapiec, aż z sera zrobi się rumiana skórka.
Smacznego!