W sklepie były piękne, białe korzenie, bardzo dorodne i napis jak wół: "Pietruszka". Kupiłam więc kilka większych korzeni na zupę i kilka malutkich (musiałam długo szukać), żeby je zasadzić do doniczki na natkę. I co? I figa - kiedy w końcu wyrosły liście, w niczym nie przypominały pietruszki. Raczej selery na sterydach, bez zapachu.
Zrozumiałam od razu - to nie pietruszka, tylko pasternak. A jego liście są trujące, w przeciwieństwie do korzeni, bardzo smacznych i przydatnych.
Gdzie jest więc oszukaństwo? Pasternak jest rośliną mniej wymagającą, niż pietruszka. Udaje się świetnie nawet na średnich glebach. Jego korzenie z zasady są większe, bardziej krępe. Pietruszka jest wymagająca i kapryśna, a przez to droższa. Sprzedając nam tani pasternak jako drogą pietruszkę, sklepy zarabiają na nas. Po prostu jeszcze jedno oszukaństwo.
Obydwa te warzywa są bardzo dobre i przydatne, tyle że zapach mają nieco inny. Pietruszka nadaje się głównie do zup, pasternak również, ale można też z niego przyrządzać świetne zapiekanki i częściowo zastępować nim ziemniaki.
Jak je odróżnić? Kiedy widzimy tylko korzeń, jest to bardzo trudne. W zasadzie korzenie pasternaku są większe i bardziej krępe, ale różnica między średnim pasternakiem a dużą pietruszką jest prawie niewidoczna. Różne są liście. Pasternak ma szerokie, bujne liście, o wiele większe, niż selery. Są one trujące, nadają się tylko na kompost. Na początku, kiedy jeszcze o tym nie wiedziałam, próbowałam karmić nimi króliki i byłam zdziwiona, że nie chcą ich jeść.
Korzenie są bardzo podobne, niesłychanie trudno je odróżnić. Pasternak jest nieco bardziej kremowy, w odróżnieniu od białej pietruszki, ale to widzi się dopiero przy krojeniu.
Najlepiej posiać w ogrodzie jedno i drugie, przyjrzeć się dobrze i oba wrzucić do zupy. Oba są świetne. Tylko nie trzeba używać liści pasternaku.
To liście pasternaku.
A to pietruszki.