Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ogród na stoku

       Powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, sprawdza się też w moim przypadku. Ponieważ nasz ogród jest na płaskim terenie, ten z mego dzieciństwa, też był, więc pisze tak, jakby wszystkie ogrody miały takie położenie. Wprawdzie we Francji było wręcz odwrotnie - bardzo strome zbocza i tarasy układane z kamieni bez zaprawy, odwieczne, ale to było tak odległe od moich doświadczeń, że prawie nie realne.
      Dopiero listy od niektórych z Was uświadomiły mi, że wiele osób, także spośród Was, może mieć ziemię na pochyłości. Oraz borykać się z problemami takiego terenu...

     Jakie są problemy ogrodu na stoku? Ano takie, że spływa po nim woda szybko i mocno, nie mając czasu wsiąknąć w ziemię. Pierwszy problem więc to niedobór wody. Drugi to taki, że woda ta porywa ze sobą cząsteczki próchnicy, tak więc ziemia na zboczu jest bardzo uboga, natomiast u stóp wzgórza - niezwykle żyzna.

     Jak temu przeciwdziałać? Trzeba zahamować przepływ wody, spowolnić go. Jeśli pochyłość nie jest zbyt duża, to najlepiej uprawiać ziemię w poziomych pasach w poprzek stoku, nigdy wzdłuż. Między niezbyt szerokimi pasami ziemi uprawnej należy zostawić miedze, zrobione na zasadzie wałów, na których rosną krzewy lub drzewka. W przypadku drzew lepiej uważać, żeby nie zacienić zbytnio całej działki, ale jeśli działka jest dość duża, to luźno rozrzucone drzewa są idealne. Nieco wzniesiona miedza zatrzymuje wodę i próchnicę, a korzenie odprowadzają ją w głąb.
Krzewy i drzewa zrzucają też liście, które dając próchnicę, użyźniają ziemię.

    Także wały trzeba zakładać w poprzek, z podstawą solidnie wkopaną w grunt. Wtedy woda będzie spływać do dołu będącego podstawą wału. Aby takie wału nie zostały rozmyte, można je podeprzeć od dołu plecionym płotkiem, ale to tylko na bardzo stromym stoku.
    Jeśli posiadłość jest duża, a my nie mamy czasu i potrzeby, żeby budować aż tyle wałów, to można skorzystać z tego filmu: https://www.youtube.com/watch?v=KxiFw0JjqAU . Białoruski projektant krajobrazu (ale z polskimi napisami) radzi tam zbudować obłożone ziemią płotki w kształcie rybiej łuski. Przed każdym takim półksiężycem robimy niewielkie zagłębienie, w którym będzie się gromadzić woda i próchnica. W ten sposób w ciągu paru lat cały stok będzie żyźniejszy, wyrosną na nim trawy i zioła, które w suchym i ubogim w próchnicę środowisku nie mogą się rozwijać.

    Na bardzo stromych stokach buduje się tarasy... Nie tylko w Chinach, ale też na południu Europy, we Francji i Włoszech można spotkać bardzo stare ogrody założone w ten sposób. Jednak budowa takiego murku wymaga naprawdę sporych umiejętności: powinien on mieć solidny fundament, kamienie powinny być dobrane i w miarę potrzeby podciosane, żeby trzymały się bez zaprawy. To ważne, bo mury z zaprawą zbytnio zatrzymują wodę i prędko zawalają się pod jej ciśnieniem, natomiast luźno ułożone kamienie jedynie ją hamują. Taki mur powinien być lekko pochylony w stronę stoku, bardzo leciutko. Nie powinien jednak być zupełnie pionowy. No i kwestia wypoziomowania... To już wyższa szkoła jazdy.


   Na koniec porada, jak sadzić drzewka na stoku. Przyjmujemy tu zasadę "rybiej łuski", czyli budujemy płotek w formie półksiężyca, z rogami zwróconymi do góry. Można, dla większej trwałości, obłożyć ten płotek gliną lub darnią, ziemią wybraną z zagłębienia, jakie wykopujemy między jego ramionami. O ten płotek opiera się wał permakulturowy, a w nim posadzone jest drzewko lub krzew owocowy. I jeszcze od góry przed wałem wykopane jest zagłębienie zbierające wodę. Ale i tak w przypadku suszy trzeba będzie nasze sadzonki porządnie podlewać. Jednak w ten sposób zapewnimy im dobry start, co oznacza wcześniejsze i obfitsze plony. Pamiętajmy tylko, że wał przed posadzeniem drzewka powinien się już dobrze przekompostować, czyli mieć więcej, niż rok. W pierwszym roku możemy na nim uprawiać ziemniaki lub dynie.
A z góry taki sadek wygląda tak:
Czyli mamy tu połączenie "rybiej łuski" z wałami permakulturowymi i zagłębieniami zatrzymującymi wodę i próchnicę. Następnie rolę płotków przejmą pnie i korzenie drzew, ale dobrze by było, gdybyśmy co jakiś czas odnawiali i powiększali te półksiężyce, jeśli zachodzi taka potrzeba. Tak co 10 lat mniej więcej... Wtedy już nie musimy ich nawozić (chyba, że chcemy), bo będą się na nich gromadzić opadające liście.



środa, 15 stycznia 2014

Woda

       O wodzie można by w nieskończoność... W końcu jest najważniejszym warunkiem istnienia życia. Wszystko, co żywe, składa się głównie z wody - my w ok. 80%, rośliny nawet w 90%.
        Przymierzałam się do tego posta już od dawna, nie wiedząc, jak zacząć i jak rozwinąć. Jako że nie ma w życiu przypadku, w tym czasie dostałam od znajomej link do niesamowitego filmu o wodzie.
Jeśli macie chwilę czasu, to radzę obejrzeć. Zatytułowany jest "Woda - wielka tajemnica". Z niego dowiedziałam się w końcu dokładnie czym jest ta "pamięć wody", o której tak często się mówi.
       Często zastanawiałam się, jak to się dzieje, że drzewa potrafią podciągnąć wodę na kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt metrów, do każdego listeczka w koronie. Jak to się dzieje, że ciśnienie wody w kiełkujących nasionach dochodzi do kilkuset atmosfer, tak, że potrafią przebić się nawet przez asfalt.

       W każdym razie woda jest niezbędna w ogrodzie. Do podlewania oraz do tworzenia atmosfery, czyli tego wszystkiego, co sprawia, że zarówno rośliny, jak i my czujemy się dobrze w ogrodzie.
       To tworzenie atmosfery odbywa się za pomocą jakiegoś zbiornika wodnego, nawet maleńkiego. Może to być staw naturalny albo sztuczny, może byś wkopana wanna lub duży pojemnik. W małych ogrodach może to być po prostu niewielka fontanna czy poidełko dla ptaków. Jednak lepiej jest, kiedy w takim oczku wodnym mogą żyć żaby, traszki i owady. Aby woda była pełna życia i czysta, należy posadzić rośliny wodne oraz dobrze jest zainstalować napowietrzanie. Szum małej fontanny działa niezwykle korzystnie na nasz organizm, uspokaja, wycisza. Istnieją obecnie niewielkie pompy wodne na baterie słoneczne, ale nie wiem, jak sprawdzają się w praktyce. A stawek można zrobić z różnych materiałów.



         Wodę można uzupełniać z wodociągu, ale taniej i lepiej jest po prostu wykorzystać deszczówkę spływającą z dachu, o ile to jest możliwe - zbierać ją do zbiornika ustawionego na pewnej wysokości i doprowadzać wodę wężem ogrodniczym ukrytym w ziemi. Jeśli taki zbiornik ma kran, to nadmiar deszczówki można też wykorzystać do podlewania.



       No właśnie, podlewanie. Są różne szkoły - jedni każą podlewać często i po trochu, inni dużo a rzadko, jeszcze inni wcale. Każda z tych metod sprawdza się w innych warunkach. Częste podlewanie niewielką ilością wody dobre jest na glebach bardzo płytkich, gdzie skała jest zaraz pod niewielką warstwą ziemi. Na normalnych glebach lepsza jest druga opcja. W końcu rośliny korzenią się bardzo głęboko ( z wyjątkiem oczywiście młodziutkich siewek czy flanców).
       Przyznam się, że ja prawie w ogóle nie podlewam ogrodu, chyba w przypadku wyjątkowo upartej i długiej suszy oraz pod folią i w skrzyniach. Pisałam już, że preferuję podlewanie "dokorzenne" za pomocą wkopanych butelek. Oszczędza się wtedy sporo wody, która nie wyparowuje. W oszczędzaniu wody pomaga też ściółka.
       Jak poznać, że rośliny potrzebują podlewania? Nie należy patrzeć na wierzchnią warstwę gleby, ona spokojnie może być sucha (z wyjątkiem świeżego siewu), ale rozgarnąć ją nieco i sprawdzić, na jakiej głębokości zaczyna być wilgotna. Jeśli na mniejszej, niż 10-15 cm, to podlewanie można sobie odpuścić, jeśli jest głęboko przesuszona, to trzeba lać, ociec! Podlewamy bardzo obficie, tak, żeby woda przesiąkła do głębi, wracając kilka razy w to samo miejsce.
       Czasem wydaje się, że podlaliśmy naprawdę porządnie. No cóż, poczekajmy około pół godziny i rozgarnijmy ziemię. Na ogół tylko kilka pierwszych milimetrów jest nawilżone, a głębiej już woda nie dociera. To strata wody, która nie dochodzi prawie do korzeni, a niedługo wyparuje bez większego pożytku dla spragnionych roślin. Dlatego tak lubię podlewanie "butelkowe", które wprowadza wodę od razu w głąb ziemi. Korzystne jest zwłaszcza dla pomidorów, które nie lubią mieć mokrych liści.
      Lać, ociec, lać wodę rzadko a dobrze! Wystarczy wtedy raz podlać na 7-10 dni. Na ogół taka potrzeba jest tylko 3 -4 razy w roku, czasem mniej. Na dodatek rośliny są leniwe (jak każdy) i podlewane często nie wysilają się na rozwijanie długich korzeni, a ścielą się tuż pod powierzchnią. Wtedy najmniejsze przesuszenie jest dla nich fatalne. Te zahartowane rozwijają głęboki korzenie, którymi czerpią wodę z głębszych warstw.

      Podlewanie młodych zasiewów to inna para kaloszy. Na ogół wiosną jest sporo deszczu, który pomaga im wykiełkować, ale nie zawsze jest go dosyć. Wtedy należy podlewać częściej i mniej (żeby nie było błota i zgorzeli), ot, tak, żeby ziemia była lekko wilgotna. Podobnie trzeba postępować ze świeżo przesadzonymi roślinami. Tutaj lejemy często i z umiarem. No i ważne jest, żeby stopniowo, ale dość szybko podlewać coraz rzadziej - żeby rośliny rozwijały korzenie.

     Niektóre rośliny lubią po gorącym dniu lekki prysznic po liściach - szczególnie ogórki. Innych - szczególnie pomidorów i innych psiankowatych - nie należy moczyć.

       A co rośliny robią z nadmiarem wody, która już nie jest im potrzebna? Na liściach i na częściach zielonych znajdują się miliony malutkich usteczek, zwanych stomatami. One to wydychają do atmosfery parę wodną. Zamykają się one natomiast w czasie suszy. A my chodzimy po ogrodzie, nawilżając sobie skórę i oskrzela dzięki temu tchnieniu roślin.