Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2015

Pomidorowe przeboje



  Ostatnio zamieniłam się w jednoosobową przetwórnię warzyw i owoców. Mimo suszy mamy obfitość jabłek, mirabelek, a nawet śliwek. Bo wprawdzie śliwki węgierki rosną u nas ładnie, ale owocują rzadko z powodu przymrozków wiosennych. Sorry, taki mamy klimat. Nasza 13 letnia śliwa zaowocowała trzeci raz i pierwszy raz obficie. Ale najwięcej mam pomidorów.

    Pomidorowe szaleństwo normalnie! Jemy je na okrągło, przerabiam na różne sposoby, a one owocują, jak szalone. A przecież zaczęło się dość nieciekawie. Pamiętacie naszą zapamiętałą wymianę nasion? Wyhodowałam z nich piękne sadzonki i straciłam je. Przez własną głupotę, bo dałam się zwieść kwietniowym upałom i wyniosłam je, duże i dorodne, pod folię. Myślałam, że w skrzyni w słomie, przykrywane dodatkowo na noc agrowłókniną, nie mają się czego bać. A tu jak dało -9 stopni nocą po upalnym dniu! Rano wszystkie wyniesione były martwe.... A nie, nie wszystkie. Jeden stał sobie zieloniutki i wesolutki. Odporny taki.
   Zostały mi jeszcze ze 2 sadzonki w domu i paczka nasionek, której nie zdążyłam wysłać Mamalince. Przeprosiłam ją więc i od razu wysiałam je u siebie, w jednej skrzyneczce, bez etykietek, mając nadzieję, że zdążą.

       Pomidory zdążyły, ale my nie bardzo. Najpierw Pierre bardzo się spóźnił z przygotowywaniem ziemi pod nowy tunel foliowy, potem miałam nieziemskie przeboje z samym tunelem. Nigdy nie dajcie się zwieść reklamie i nie kupujcie tunelów na stelażu z plastyku, które rzekomo można złożyć w kilka godzin. U nas wyglądało to tak:
Elementy szkieletu łamały się jedne po drugich, dosłownie rozłaziły w rękach. Czasem po kilku minutach albo godzinach... Straciłam większość rurek nośnych. Nic nie pomogło odwracanie, smarowanie i najdelikatniejsze w świecie obchodzenie się z nimi. Interwencje w sklepie nic nie dały. Ja też zaczęłam się łamać, bo w międzyczasie pomidory rosły, przesadzałam je do coraz większych doniczek, ale widać było, że są słabiutkie.
Dobrze w takich wypadkach mieć sąsiadów. Znamy takich niesamowitych dwóch braci gospodarzy-stolarzy, którzy wszystko umieją. Nawet samochód z drewna umieją zbudować. I jeden z nich (drugi akurat wyjechał) pomógł mi w kłopocie. Powiedział, że w Lipsku można kupić podobne rurki. Pojechałam, porównałam - identyczne, tylko kołnierz na końcu trzeba obciąć. Kupiłam i sąsiad z dziećmi pomógł mi je w końcu poskładać. Najwyższy czas już był - początek czerwca. Pomidory rosły w donicach wielkości małych wiader, ale wyraźnie źle się czuły. Przy przesadzaniu zrozumiałam powody: ziemia w donicach była niesamowicie gorąca, wręcz parząca. Jak tu dobrze się czuć, kiedy korzenie przypalane? A z drugiej strony byłam zdziwiona szybkością, z jaką te korzenie rosną. W ciągu tygodnia potrafiły skolonizować prawie całe donice. Przesadziłam delikwentów czym prędzej i natychmiast spryskałam roztworem drożdży według recepty Utygan.
W czerwcu tunel wyglądał tak:
 Słoma jest w tym wypadku bardzo przydatna, nie tylko opóźnia wzrost chwastów, ale utrzymuje przyjemną wilgoć przy korzeniach.





 Potem przyszedł zimny lipiec, a po nim upalny sierpień. Pomidory rosły, regularnie wietrzone i podlewane. Jedne z niewielu warzyw, którym nie żałowałam wody. No i teraz tunel wygląda tak:






Przejść w nim się nie da, tak gęsto. Tyle, że w pełnię owocowania wszedł dopiero pod koniec sierpnia, kiedy inne krzaki (te uratowane od mrozu) już kończą pomału swój żywot.




A oto stan na dzień dzisiejszy:


Czarny z Tuły .



Piękne jagódki, prawda? Szkoda tylko, że dojrzewając - czerwienieją. Są prawdopodobnie bardzo zdrowe, z dużą zawartością likopenu.



Krzew dosłownie obsypany. Co to jest? Ośle Uszy, czy coś innego?  Małe, podłużne, lekko pręgowane. Już wiem, to Maglia Rosa.


Takie słoneczka! A jakie smaczne!




Następny pstrokatek. Poza nimi jest wiele czerwonych, różnych. Niektóre są prawie bez pestek, w formie serca. Te lubię najbardziej.




Mieliśmy sporo olbrzymów, ale tak poniżej kilograma. Ten tutaj (Czarny z Tuły) przebił wszystkich Królów Gigantów i inne Niedźwiedzie Łapy. Ważył 1kg 232 gramy! Na dodatek ma cienką skórkę. ciekawe, bo na drugim krzaku te same pomidory mają grubą, zielonkawą "piętkę". Zachowałam z niego trochę pestek na rozmnożenie.



Jak udały się Wasze pomidory? Które lubicie najbardziej? A teraz, ponieważ czeka na mnie kilka takich koszyczków, to lecę pędzę do kuchni. A właśnie, po prawej stronie widać tego czarnego z piętką.


sobota, 31 stycznia 2015

Pomidory na zbiory, naturalnie!

      Ponieważ większość z nas dostała oczopląsu pomidorowego, to wypadało by porozmawiać, jak o nie dbać, by mieć dobre plony.
   Najpierw siew - gdzieś tak w marcu, w dni siewu, owoc. w tym roku przypadnie to tak na początku i w drugiej połowie marca. Nie mam jeszcze kalendarza biodynamicznego, więc nie podam na razie dokładnych dat. Oczywiście w dobrej, kompostowej ziemi. Ja zamierzam w tym roku wypróbować dla części sadzonek doniczki torfowe, reszta w małych doniczkach, jak co roku. W domu umieszczamy je na najbardziej nasłonecznionym oknie. I nie przesadzamy z podlewaniem, to nie nenufary. Ziemia powinna być tylko lekko wilgotna, inaczej może wdać się zgnilizna. Zwłaszcza, jeśli temperatura nie jest zbyt wysoka. Pomidory są bardzo ciepłolubne, w zasadzie im więcej światła i ciepła, tym lepiej.
   Nawet przy najlepszej opiece są one zwykle ciut wyciągnięte, ale na to jest rada, a nawet dwie. Ja mam pod folią wysoką skrzynię. Kiedy tylko zrobi się dość ciepło, ustawiam w niej sadzonki i na noc przykrywam je grubą agrowłókniną, rozpostartą na położonych w poprzek drążkach. Skrzynia, wypełniona nawozem i kompostem, działa jak inspekt, podwójna ochrona - namiot i agrowłóknina pozwala zachować dobrą temperaturę nawet przy małych przymrozkach. W zimne noce zapalam pod folią dodatkowo kilka zniczy, takich 12-godzinnych.
    Druga rada to bardzo głębokie sadzenie w momencie wysadzania na miejsce stałe. Pomidory mają ciekawą właściwość - o ile ich łodyga ma kontakt z ziemią, to wyrastają na niej natychmiast dodatkowe korzenie. Roślina jest wtedy wzmocniona, rośnie lepiej i szybciej.

     Nasze Tomatos lubią żyzną ziemię, nie boją się świeżego obornika i kompostu, uwielbiają ściółkowanie. A czego nie lubią? Przede wszystkim wilgoci na liściach i wilgotnego, zastałego powietrza. Dlatego podlewając nie należy moczyć liści. A podlewać trzeba w przypadku suszy, bo jeden krzak owocujący potrzebuje dziennie ok. 10 litrów wody. Dobrze się wtedy spisuje podlewanie butelkowe (pamiętacie? butelka plastykowa z odciętym dnem, wbita szyjką w ziemię, którą wypełniamy wodą). W ten sposób woda idzie wprost do korzeni. Oczywiście nie musimy codziennie lać 10 litrów na krzak, bo w ziemi jest przecież wilgoć z deszczu i wód gruntowych. Dlatego też ja podlewam tylko kilka razy w sezonie, za wyjątkiem tych krzaków w skrzyni. Chociaż skrzynia nie ma dna, ale jest wzniesiona ponad poziom gruntu i woda do niej słabo podsiąka, dlatego trzeba podlewać ją często. Po prostu należy trzymać rękę na pulsie i kiedy po rozgrzebaniu ziemi na głębokość 10-20 cm. nie widzimy śladów wilgoci, to podlewamy bardzo obficie. Rzadkie, ale obfite podlewanie sprzyja rozwojowi korzeni w głąb, natomiast częste ale skąpe sprawia, że korzenie rozwijają się tylko tuż pod powierzchnią.

    Następnie tunel trzeba wietrzyć. Codziennie i od wschodu do zachodu słońca. A na noc konsekwentnie zamykać, żeby w miarę możności zachować ciepło. Jedynie w najcieplejsze noce można zostawić tunel otwarty.

     Z moich doświadczeń wynika, że pomidory z tunelu wietrzonego, wyrosłe na naturalnym kompoście i bez oprysków, mają taki sam smak jak te bez osłon. Natomiast hodując bez osłon, prawie nie da się uniknąć chorób, zwłaszcza zarazy ziemniaczanej. Nawet w ciepłej Francji polecają dla tych, którzy uprawiają pomidory bio, bez oprysków, zbudować im przynajmniej daszek. Po prostu - kilka drągów i rozpostarty na nich kawał folii. Tam chodzi głównie o ochronę przed deszczem. U nas dochodzi jeszcze ochrona przed zimnymi nocami, które w naszym regionie bywają już na początku sierpnia. Wiem, że bardziej na zachód i na południe jest z tym łatwiej, ale u nas sorry, taki mamy klimat.
      Wiecie, że nie przepadam za opryskami, nawet tymi z różnych ekologicznych gnojówek i wywarów. Coraz częściej znajduję potwierdzenie mojego podejścia w opiniach fachowców (bio, oczywiście). Zamiast robić wywary z żywokosty, skrzypu czy pokrzywy, daję po prostu te rośliny jako ściółkę. Ich substancje lecznicze tak samo działają... Jeśli idzie o inne środki zapobiegawcze, to stosujemy Miedzian. Jest on dozwolony w uprawach ekologicznych w niewielkiej ilości. My pryskamy rośliny raz, na etapie pąków kwiatowych. Czasem, w wyjątkowo wilgotne i zimne lato - dwa razy. Po prostu tutaj występuje często szara pleśń, nie tylko na pomidorach.
     Pisałam też o bardzo sprytnym sposobie hodowania pomidorów pod okapami, ale przypomnę jeszcze raz. Otóż jeśli ktoś ma przy południowej ścianie szeroki okap, to może przy tej ścianie zrobić skrzynię wypełnioną kompostem, a z okapu zwiesić kawałek folii, przyczepiany do skrzyni, żeby wiatr nim nie machał. Między cieplutką ścianą, a folią, pomidory rosną jak szalone. Dobry sposób dla tych, co nie mają tunelu. Widziałam też kopułki, zrobione z kilku prętów zbrojeniowych po prostu wbitych końcami w ziemię. Te pręty są dość sztywne, ale jednak wyginają się i z każdego z nich można zrobić łuk. Dwa albo trzy takie skrzyżowane łuki tworzą coś w rodzaju kopuły. Wystarczy przyrzucić folią...

czwartek, 15 stycznia 2015

Doszły nasiona!

     Doszły zamówione nasiona pomidorów i nie tylko w schludnych malutkich torebeczkach. W ostatniej chwili nie mogłam się powstrzymać i dorzuciłam kilka innych gatunków. Tudzież dostałam 4 gratisy! Mam więc dłuuuugą listę do ewentualnej wymiany. Nie muszą to być pomidory za pomidory, oraz nie koniecznie z tego sklepu.
    Jeśli ktoś ma coś na wymianę, to można napisać w komentarzach. Jeśli nie ja będę chętna (sporo już mam), to może ktoś inny?
    A teraz długaśna lista tego, co mam:
POMIDORY:  Korol Gigantov, Carbon, Hlebosolnyie, Violet Jasper, Gregoris Altai, Apelsin, Maglia Rosa, Oslinyie Ushi, Opalka, Ozark Sunset, Medvezhiya Lapa, Rosa Vetrov, Black From Tula.

PAPRYKI:  Chocolate Beauty, Ozark Giant

OBERŻYNA: Burkina Faso


niedziela, 11 stycznia 2015

Pomidorowe szaleństwo c.d.

    Widzę, że nie tylko mnie podobało się pomidorowe szaleństwo. Najciekawsze jest to, że ja najprawdopodobniej miałam już odmiany z tej stronki, ale ich nie zamawiałam, tylko dostałam jako prezent. Kilka malutkich paczuszek z kilkoma-kilkunastoma ziarenkami podarowała mi Monika, mówiąc, że jej córka kupiła je w internecie. Teraz te same odmiany widzę w tym sklepie.
     Nasiona były pierwszorzędne, wschody praktycznie 100%, nie tylko w pierwszym, ale i w drugim roku, bo wszystkich na raz nie wysiałam.
     Przekonałam się tylko, że u nas, obojętnie co mówią o tym, że pomidory udają się w gruncie, żadne z nich w gruncie owoców nie wydadzą. Czasem udaje się to samosiejkom koktajlowym, ale też nie zawsze. Czyli tunel jest niezbędny. Niby mam duży, ale i tak za mały! Na szczęście nad zwróconą na południe ścianą owczarni jest bardzo szeroki okap. Podepnę do niego folię, ustawię skrzynie z dobrym kompostem i będę miała mini-tunel na co najmniej 8 krzaczków.
     W dużym tunelu ściółka, jak się przekonałam, nie rozwiązuje do końca problemu chwastów, a ich wyrywanie szkodzi rozrośniętym pomidorom. Zachęcona różnymi doświadczeniami innych ogrodników i swoimi przemyśleniami mam zamiar zrobić tak: do istniejącej już ściółki z zeszłego roku dorzucić trochę obornika i kompostu (dopiero kiedy ziemia porządnie się rozgrzeje) i wszystko to przykryć grubą warstwą kartonów. W nich powycinam dziury, w których posadzę pomidorki oraz inne dziury na butelki nawadniające. I tyle. Karton powinien wytrzymać cały sezon, bo nie będzie moczony po wierzchu.
    Zamocuję też porządne, mocne linki do podwiązywania pomidorów, bo w tym roku dałam konopne sznurki, które urywały się jeden za drugim. Mój tunel przez to wyglądał bardziej bałaganiarsko, niż zwykle.
    W tej chwili nawrzucała śniegu do tunelu, zwłaszcza do skrzyni. Inaczej ziemia w niej jest zbyt wysuszona. Poza tym nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że kiedy ziemia jest przesiąknięta wodą ze śniegu na wiosnę, to rośliny rosną lepiej. Nie ma to żadnego naukowego wyjaśnienia, bo śnieg nie zawiera jakichś specjalnych soli mineralnych, ale po kilkunastu latach mam swoje przekonanie, poparte doświadczeniem. Kiedy nawrzucam śniegu, pomidory rosną lepiej, kiedy nie - słabiej i żadne podlewanie nie zmienia tego faktu.
   Teraz trudna kwestia wyboru odmian. Chciałam je naturalnie wszystkie, natychmiast! Potem zaczęłam myśleć o tym, czego u nas schodzi najwięcej. A więc nie odmiany koktajlowe (tych co roku mam pełno z samosiewu) ani nazbyt wielkie, tylko te średnie. Jedyną koktajlową, na którą mam ochotę, jest któraś z odmian indygo - może któraś z Was będzie miała ze 3 nasionka do wymiany? Najbardziej podobają mi się Smerfy. Bardzo lubimy odmiany czarne, ale do bezpośredniego jedzenia. Na przetwory one są takie sobie. Najwięcej jednak zużywam tradycyjnych czerwonych i malinowych - na świeżo, ale też na sosy, ratatuje, przetwory itp.
 
 Poniżej daję listę tego, co zamawiam. Z każdej zamówionej odmiany będę miała kilka ziaren do wymiany.

Czerwone:    Gregoris Altai,   Opalka
Różowe:        Oslinyie Ushi
Czarne:         Black From Tula (miałam je od Moniki, wspaniałe)
Żółte:            Apelsin
Indygo:         Ozark Sunset
Kolorowe:     Violet Jasper

Interesują mnie: Altaiskiy Urozainyi, Amethyst Jewel, Beauty King, Amish Paste, Moskovich, Dancing with Smurfs, Basinga, Great White i inne, w zasadzie prawie wszystkie, ale kurczę pieczone, miejsca nie mam! Ani na oknach, ani pod folią!

niedziela, 2 lutego 2014

Pomidorowe szaleństwo

            Pomidorowe szaleństwo zaczyna się u mnie już w lutym, od wysiewania do doniczek ciekawych odmian, których na pewno nie znajdę na rynku. W zasadzie wysiewanie w domu nie bardzo ma sens, bo dla jednej rodziny lepiej jest kupić gotowe flance, po 1-2 z kilku różnych odmian, niż wysiewać kilkadziesiąt takich samych, ale, jak już powiedziałam - niektórych odmian na rynku nie znajdę.
          Rozsada wyhodowana na parapecie często jest bardziej "wyciągnięta" od tej ze szklarni, na szczęście pomidory mają wspaniałą właściwość - wyrastają im korzenie na łodydze, o ile ta ma kontakt z ziemią. Należy więc je sadzić jak najgłębiej, wtedy łodyga wyda dodatkowe korzenie, wzmocni się i rozrośnie zdrowo. Tak robię od lat i moje krzaczki plonują tak samo dobrze, jak te kupione.
          W naszym klimacie pomidory w gruncie to super ryzykowna sprawa, rzadko się udają. Zwykle atakowane są przez zarazę ziemniaczaną, a sprzyja jej różnica temperatur między dniem a nocą (u nas od sierpnia) i deszcze.  Stosunkowo najlepiej udają się w gruncie pomidorki koktajlowe, najwytrzymalsze. A i to w cieplejszych regionach kraju, bo u nas rzadko dadzą radę wydać owoce.
          Dlatego najlepiej jest sadzić pomidory pod osłonami, najlepiej w tunelu. Widziałam też inne rozwiązania, łatwiejsze do wykonania. W okolicach Hajnówki kobiety wykorzystują okapy budynków gospodarczych i ich południowe ściany. Dach wystaje tam dość daleko, bo na zimę gromadzono pod nim, oparte o ścianę, zapasy drewna. Wiosną kobiety stawiają tam skrzynie wypełnione kompostem, w których sadzą pomidory, a do brzegu dachu przyczepiają folię, która je chroni od deszczu i zimnych powiewów. I mają doskonałe plony - widziałam U Mamalinki, która zaadoptowała tę metodę. Dość dobrze udają się też w skrzyniach, nad którymi rozpostarto daszek. Dość łatwe jest też zbudowanie daszku ze sztywnych, przezroczystych tafli plastyku, wspartego na drewnianych drągach. Boki mogą być osłonięte kurtyną z folii lub agrowłókniny, podnoszoną na dzień.
        Krzaki pomidorowe są bardzo żarłoczne, jest to jedna z niewielu roślin, które dobrze udają się na świeżym kompoście lub nawozie zwierzęcym. Co więcej - one to lubią i tego wymagają. Jest to tez bodaj jedyna znana mi roślina warzywna, która dobrze rośnie sama po sobie (o ile gleba nie jest skażona patogenami). Z tego powodu może rosnąć rok po roku w tym samym miejscu, o ile dostarcza się jej nowych dawek kompostu lub przekompostowanego obornika.
       Jest jedna rzecz, której pomidor nie cierpi - to mokre liście. Łapie wtedy szybko choroby grzybowe i inne pleśnie. Natomiast potrzebuje sporo wody w glebie do wydania owoców; i to równomiernie, bo nie lubi okresów przesuszenia na zmianę z zalewaniem. Na szczęście potrafi rozwinąć głębokie korzenie i czerpać wodę z głębszych warstw ziemi. W jego przypadku podlewanie "butelkowe" jest bardzo dobrym wyjściem.
       Pomidor nie lubi też parnej, wilgotnej atmosfery - tunele lub szklarnie trzeba codziennie wietrzyć i zamykać je o zmroku, żeby nie zaszkodził mu nocny chłodek.
      Nie lubi towarzystwa ogórków ani żadnych innych dyniowatych, natomiast odpowiada mu bazylia, seler, fasolka karłowata oraz aksamitka.
      Teraz o uszczykiwaniu pędów - są tutaj dwie różne szkoły. Jedna każe prowadzić konsekwentnie pomidory na 1 lub 2 pędy, obcinając wszystkie inne, druga - zostawić mu jego naturalny pokrój, bo im więcej liści, tym więcej fotosyntezy, czyli więcej owoców. Należy tylko podwiązywać łodygi do tyczek, aby się nie połamały pod ciężarem owoców. Poza tym każda rana po cięciu to otwarte wrota dla bakterii i wirusów. Przyznam się, że wolę tę drugą opcję, dlatego mam pomidorową dżunglę w tunelu.
      Krzaki pomidorów, już "zadomowione", nie lubią też pielenia i targania za pędy. W zeszłym roku wolontariuszka, w najlepszej wierze, wypieliła dokładnie połowę tunelu, poruszając i przekładając pędy. Zaraz potem te wypielone pomidory rozchorowały się i padły dość szybko. Te nie pielone dalej rosły zdrowo i owocowały. Dlatego najlepiej jest zaściółkować je grubą warstwą słomy lub siana, a ewentualne chwasty wyrywać ostrożnie. Lepsze zachwaszczone, ale zdrowe i plonujące pomidory, niż czyste, ale martwe czy chore.
      Pamiętając o tych kilku zasadach - dobra ziemia, osłonięte, ciepłe miejsce, suche liście, ale wilgotne korzenie - na pewno doczekacie się dobrych i pięknych pomidorków prosto z krzaka. Mniam, ale bym takiego zjadła...

Sąsiedztwo dla pomidora:
dobre działanie w obie strony: pietruszka, szparagi, seler naciowy i korzeniowy, wczesna kapusta;
on działa dobrze na: agrest
na niego działa dobrze: aksamitka, cebula, fasola karłowa, pokrzywa, czosnek

złe działanie w obie strony: ziemniaki, bób
na niego działają źle: koper włoski, inne kapustne, rzodkiewka
on działa źle na: perz, morele      

sobota, 1 lutego 2014

Agresywne nasiona

        Nie ma dwóch zdań - zima powoli się kończy! Chińczycy świętowali nowy rok, jutro Gromniczna, u nas nawet wiatr i mróz nieco zelżały i jest fajnie. Ale najważniejszą oznaką są nasiona, które jakieś takie ruchliwe i agresywne się zrobiły, że same ludziom włażą do koszyków, zaczepiają, przejść spokojnie nie dają i więżą nas w sklepach ogrodniczych godzinami. Ani chybi koniec zimy niedługo (oby)!
        Nasze dzięcioły tak się przejęły naszymi kłopotami z opałem, że postanowiły nas zaopatrzyć. Targają sosnowe szyszki na jabłonkę przy ganku, tam rozkuwają je pracowicie - stukają cały dzień miarowo, jak w stolarni - a potem zrzucają je dla nas na ziemię, żebyśmy nie musieli daleko szukać. Mąż znowu zebrał ich cały worek, już chyba trzeci raz tej zimy.
  
           A wracając do nasionek. Co roku prawie wypróbowuję jakąś nowość, jakąś inną odmianę, która mnie zaciekawia i wabi. Wiele z nich nie zdaje egzaminu w porównaniu z dobrymi, starymi klasykami i idzie w zapomnienie, ale niektóre zostają.  W zeszłym roku śliczny, ozdobny szczaw z czerwonymi ogonkami i żyłkami przegrał smakowo ze szczawiem zbieranym na łące. Są jednak i takie, które wprowadziły się na stałe do naszego ogrodu. O szparagach i buraku liściowym już pisałam.
            Prawie co roku wysiewam też trochę karczochów, bo bardzo lubimy ich pąki. Na południu Europy to bylina, u nas muszę je traktować jak pomidory i wysiewać co roku na nowo do doniczek na oknach. Za mało ich jest, żeby się najeść, ale zawsze jakieś urozmaicenie na przekąskę.
           Lubię tez miechunkę, czyli rodzynka brazylijskiego. Też to samo - wysiew już w lutym do doniczek. Krzewy rosną niesamowicie, w tym roku były wyższe i szersze ode mnie! Przepadam za ich owockami na surowo, jak i smażonymi w syropie. Dodaję je czasem do mięs, ale na ogół po prostu rozcieńczam wodą i mam smakowity, aromatyczny kompot.
          Moją ulubienica jest mała, okrągła marchewka "Pariser Markt", podobna do rzodkiewki. Wczesna, słodka i delikatna, pierwsza z marchewek na naszych talerzach. Okazuje się, że wysiana późno, już w czerwcu-lipcu, także doskonale nadaje się do przechowywania. Lubię tez marchewki kolorowe, zwłaszcza czerwoną, ale coraz trudniej mi je znaleźć.
         Innym moim odkryciem jest czarny pomidor "Czarny Książę" - moim zdaniem przepyszny. Też słodki i aromatyczny, zupełnie inny w smaku od standardowych pomidorów. W zeszłym roku przyjaciółka podzieliła się ze mną nasionami różnych ciekawych pomidorów, był między nimi Czarny Krymski i Czarny Syberyjski - też bardzo dobre. Oraz jakiś taki żebrowany i trójkątny, z dużą ilością suchej masy, też świetny. W ogóle pomidory to moja słabość. Co roku mówię sobie, że tym razem będę rozsądna, że tylko tyle krzaczków, ile się zmieści, za to ładnie prowadzonych... A gdzie tam! Nie mogę się oprzeć i co roku mam pomidorową dżunglę, która pieni się i wyłazi z foliaka wszystkimi otworami, a do środka wejść nie można. Ale - o dziwo! - w tej dżungli mam też piękne, smakowite owoce w dużej ilości.
        Z dyń najbardziej lubię "Potimarron" dla lekko orzechowego smaku, dlatego, że taki w sam raz, nie za duży i nie za mały, akurat na jeden obfity posiłek, że ładnie rośnie i ładnie wygląda.
       Odkąd Agniecha z Gór przysłała mi nasiona fasoli szparagowej pnącej "Blauhilda", też stała się ona moją ulubioną. Nie tylko smaczna, ale też ozdobna.
       Lubię też mieszanki sałat, nawet nasza córka dopomina się o nie. Najlepsza (moim zdaniem) jest Mesclum, ale inne też nie do pogardzenia. A że sałaty w sezonie pożeramy codziennie pełne michy, to odsiewam je kilka razy.

        Reszta warzyw to same klasyki. Bo na przykład klasyczna czerwona rzodkiewka jest smaczniejsza, niż inne. Staram się za to o różnorodność, np. kabaczki i cukinie różnych kolorów. Z tego powodu mam kłopot, bo zwykle torebka nasion to dla mnie za dużo. Marzę o tym, żebym poznała tu kogoś, z kim można by się wymieniać. Często radzę też sobie w ten sposób, że kupuję gotowe flance. Mam satysfakcję, że lokalne ogrodniczki trochę zarobią, a ja mam wtedy 6 odmian kapusty, a nie tylko jedną.