środa, 9 czerwca 2021

Zasilanie roślin


       Po chłodnym, mokrym maju przyszły upały i moje rośliny rosą na potęgę, prawie w oczach. Te, które powschodziły i trwały w takim stanie maluchów, zaczęły piąć się w górę. Jak zwykle w różnych miejscach warzywnika różnie rosną. Czasem na tej samej grządce widać różnicę na każdym z końców. A ja nie przestaję zachwycać się tym cudem.

       Jak można pomóc naszym roślinom? Oczywiście w sposób ekologiczny i naturalny. Są dwa różne sposoby: jedne to te, które poprawiają stan gleby na dłuższy czas, a drugie to te, które odżywiają rośliny doraźnie, przydatne zwłaszcza na słabszej glebie.

       Oczywiście wolę te, które trwale poprawiają strukturę ziemi. Bo żadna gleba na świecie nie jest tak mocno eksploatowana, jak ogrodowa. Co roku oczekujemy pięknych, zdrowych plonów, pełnych witamin. Mamy nawet kilka siewów na tych samych grządkach, wymagające rośliny... Trzeba więc naszą glebę dopieszczać i odżywiać.

       Metod polepszających glebę jest kilka i wszystkie dają rezultaty na dłuższy czas. Nie na zawsze, bo wiadomo: materia organiczna rozkłada się bez przerwy, jest zużywana, wypłukiwana itp. Te metody to:

1. Przykopywanie obornika. Najbardziej stosowana metoda i chyba najmniej skuteczna, ale tak robią ogrodnicy od pokoleń i nie muszą być oblatani w permakulturze czy biodynamice, żeby o tym wiedzieć. Płytkie kopanie, takie ręczną łopatą, nie szkodzi specjalnie glebie (w przeciwieństwie do głębokiej orki), pozwala natomiast pozbyć się korzeni chwastów, co czasem jest konieczne. Na takiej zasilonej obornikiem grządce nie można uprawiać wielu warzyw, bo też niewiele z nich go znosi. Ale już w następnym roku, kiedy rozłoży się do próchnicy, można prawie wszystko. W trzecim roku najczęściej sieje się bobowate (motylkowe), które współpracują z bakteriami azotowymi, przetwarzającymi  azot z powietrza na związki dostępne roślinom. Ta metoda jest bardzo pracochłonna i wymaga zdrowych pleców, nie jest więc dla każdego.

2. Kompostowanie powierzchniowe, czyli ściółkowanie. Świetna metoda, która najbardziej naśladuje procesy zachodzące w naturze. Przy tym zapobiega zachwaszczeniu i utrzymuje glebę wilgotną i pulchną. Niestety, plaga ślimaków w wielu regionach ogranicza możliwość jej stosowania. Także taka zaściółkowana gleba wolniej się rozgrzewa i dość trudno w niej siać, ale ogólnie metoda godna polecenia. Do stosowania na glebach już żyznych, żeby podtrzymać ich walory. A w bardzo grubej warstwie także na glebach słabszych, na nowo zakładanych ogrodach. Wtedy siejemy tam dyniowate i sadzimy ziemniaki.

3. Rozsypywanie gotowego kompostu. Ulubiona metoda biodynamików, którzy twierdzą, ze w ten sposób podajemy roślinom gotowy posiłek, a nie prefabrykaty do jego sporządzania. Kompost zawsze warto mieć w ogrodzie, bo zawsze się przydaje. I nie trzeba mieć wypasionego kompostownika, aby go zrobić. Może to być zwykła pryzma ułożona w zacienionym kącie i podlewana w czasie suszy. Są różne sposoby sporządzania kompostu, niektóre (te ze skokiem temperatury) wymagające sporych umiejętności, inne odpowiednie dla leniwych ogrodników, do których ja się radośnie zaliczam. Zauważyłam, że złożone "na kupę" resztki z ogrodu, wyrwane chwasty, ściółka z kurnika itp. bez dodatkowej pracy stają się też świetną ziemią kompostową. Już dżdżownice i mikroorganizmy się o to troszczą.

       Tu chcę dodać pewną uwagę: wiele osób myli gnicie z kompostowaniem. To są dwa różne procesy, gnicie na ogół przeprowadzane jest przez beztlenowce i skutkuje otrzymaniem cuchnącej mazi, zupełnie nieprzydatnej. Natomiast rozkład tlenowy daje kompost o przyjemnym zapachu ściółki leśnej i konsystencji podobnej do torfu. I nie, torf nie jest kompostem i nie zawiera składników odżywczych.

4. Wały permakulturowe, rozmaite hugle i inne. Mój ulubiony sposób. Zakładamy po prostu jakby pryzmę kompostową od razu na swoim miejscu i korzystamy z jej dobrodziejstw przez wiele lat. Więcej o wałach pisałam w dawniejszych postach, można to odnaleźć w chmurze na górze. Jeśli natura pozwala nam ściółkować (bez wspomagania ślimaczej inwazji) taką pryzmę, to jest ona praktycznie wieczna, chociaż z czasem osiądzie do poziomu zwykłej grządki. Zakładałam takie wały w rozmaitych ogrodach - i takich gdzie "piach do samej Australii" i na twardych, gliniastych ziemiach. Zawsze, o ile o nie zadbano, rezultat był spektakularny.  Przy wałach należy pamiętać o tym, ze wysychają dość szybko w czasie upałów, a woda z węża do podlewania po nich spływa, dlatego albo stosujemy metodę butelkową (duże butle plastykowe z odciętym dnem, wetknięte szyjką w ziemię, które napełniamy w miarę potrzeby), albo podlewanie kropelkowe.

   5.   Pewną odmianą wałów są skrzynie, które tak samo wypełniamy materiałem organicznym i ziemią kompostową. Bardzo przyjazne dla osób o ograniczonej zdolności ruchowej, którym trudno się schylać. Prezentują się też bardzo ładnie, a na dokładkę ogrzewają się szybciej, niż zwykła ziemia, co pozwala przyspieszyć siewy. Można na nich też budować małe namiociki, chroniące przed przymrozkami.

6. Grządki ze słomy (oczywiście porządnie uzupełnione azotem). Różnie z nimi bywa, wbrew pięknym zdjęciom i filmikom, zwłaszcza jeśli słoma jest z tradycyjnego gospodarstwa, traktowana Rondupem i innymi odchwaszczaczami. Z moich doświadczeń plony w pierwszym roku nie są takie oczywiste, ale innym udaje się to lepiej. Natomiast są niezastąpione w zakładaniu nowego ogrodu, bo można je zrobić wprost na trawie. I już w drugim roku mamy piękną, żyzną ziemię, na której wszystko rośnie.

7. Do tej grupy zaliczam też posypywanie ziemi dolomitem w celu odkwaszenia.


      Teraz metody doraźne, oczywiście ekologiczne i naturalne. Jest to podlewanie wszelkimi gnojówkami roślinnymi i tymi z obornika (najlepiej krowiego), kompostem bokashi, "herbatką" kompostową. Nie poprawiają one na stałe struktury gleby i jej składu, ale dostarczają roślinom potrzebnych substancji odżywczych. Bardzo przydatne, kiedy widzimy, że rośliny mają jakieś niedobory i nie rosną zbyt dobrze. Ale uwaga: gnojówką można nawieźć zbyt mocno, przenawozić. To sprzyja akumulowaniu się w roślinach szkodliwych azotynów. Czyli do stosowania z rozsądkiem i umiarem.

      Nie będę teraz opisywać różnych gnojówek, robiłam to już wcześniej i pewnie jeszcze zrobię. Wspomnę tylko, że ta z pokrzywy dostarcza sporo azotu i żelaza, a z żywokostu - potasu. Oczywiście razem z innymi składnikami. Gnojówka pokrzywowa służy też do zwalczania mszyc i innych utrapionych zjadaczy naszych warzyw.

      W naprawdę dobrej, żywej glebie, dokarmianie dodatkowe nie jest konieczne. Dlatego najlepiej zadbać o glebę, ją "hodować" przede wszystkim. Oraz o równowagę biologiczną w naszym ogrodzie. Wtedy arsenał środków doraźnych można ograniczyć do minimum, także wszelkich "lekarstw" do zwalczania tego czy tamtego. Czasem się przydają, kiedy pogoda nie sprzyja albo jakaś inna plaga na nas spada, ale tak ogólnie to ja prawie z nich nie korzystam. 


13 komentarzy:

  1. Dzięki za wpis, niby pisałaś kiedyś już o tym, ale przypominanie jest ważne. Dzięki Twoim tekstom mamy już w ogrodzie właściwie same wały, albo post - wały, a w tym roku poszliśmy w skrzynie od dołu obite metalową siatką ( norniki, karczowniki się z pewnością zdenerwowały ), wypełnione przeleżałym obornikiem końskim ( 4-letnim co najmniej, i zamieszkałym przez lata przez dżdżownice kalifornijskie.
    A tą gnojówką na mszyce to mam polewać po roślinie? I jeszcze pytanie, jakie stężenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrzynie wysychają jeszcze szybciej, niż wały I tu jest jedyna ich wada. Pilnuj dobrze podlewania. Na norniki i karczowniki mam rodzinę zaskrońców, co się rozmnażają w kompoście - tyz piknie.

      Usuń
    2. O gnojówce z pokrzywy jest dość wyczerpująco np. tutaj: https://fajnyogrod.pl/porady/oprysk-z-pokrzywy-na-mszyce-skutecznosc-opinie-porady-praktyczne/

      Usuń
    3. Zainstalowaliśmy węże pocące się i to jest bardzo przyjemne rozwiązanie.
      Dzięki, zaraz zajrzę do linka.

      Usuń
    4. Wiesz, co , mam dylemat. Zrobiłam gnojówkę z pokrzywy w zamkniętym pojemniku, a w linku piszą, żeby robić w przykrytym czymś przewiewnym. I co teraz? Boję się otworzyć, to już ze 3 tygodnie stoi i czeka.

      Usuń
    5. Otwórz na wstrzymanym oddechu. Gnojówka nie tylko musi mieć dostęp powietrza, ale codziennie trzeba ją energicznie mieszać w celu utlenienia.

      Usuń
    6. Otworzyłam - to był mocarny smród.

      Usuń
    7. Zawsze jest, a tam pewnie skoncentrowany.

      Usuń
  2. Dzięki Tobie jak Polska długa i szeroka wały powstają i będą powstawały bo to super rozwiązanie z małym nakładem pracy a efekty szybko widoczne . Moje ugoru tez coraz bardziej żyzne i gdyby nie ślimaki palaszujace młode siewki to już byłby gąszcz, ale trudno mi ze ściółkowania zrezygnować bo bez niego sucho... aż strach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, te ślimaki to prawdziwa plaga. Jednak ściółkę w tym przypadku lepiej usunąć, a stosować podlewanie butelkowe - wprost do korzeni. To duża oszczędność wody.

      Usuń
    2. Ślimaki to rzeczywiście jest plaga.
      Ja w tym roku,już kilka litrów ich zebrałam,
      i to na jakim areale, 35 m kwadratowych w ogródku przyblokowym!
      Zewsząd się złażą, aksamitki zeżarte i astry i georginie i lilie,
      masakra.
      Pomidorków koktajlowych się czepiły,
      no wszystkim dają rade i wszystko zeżrą.
      Do tego jeszcze mszyce latające doszły...
      Nic się nie ustało, zaprawdę powiadam wam,
      ręce i zapał mi upadły, niestety.
      Ale wyczytałam, że roztwór z musztardy dobrze na te mszyce działa,
      szkoda, ze po faktach

      Usuń
  3. Ileż tu ciekawych wiadomości-dobrze że natrafiłam na tak fajny blożek .Pozdrawiam serdecznie.Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tych burzach z gradem,
      to już rozumiem,
      dlaczego gorzka jagoda się nazywasz

      Usuń